Uwaga!

odcinek 7517

Uwaga!

W biały dzień, na oczach przechodniów, 31-letni mężczyzna został zaatakowany mieczem samurajskim. Dlaczego doszło do tej brutalnej napaści i kto za nią odpowiada?

Dramatyczne sceny rozegrały się Boguszowie Gorcach, małej miejscowości na Dolnym Śląsku.

31-letni Mateusz, były pracownik firmy komunalnej, szedł do pobliskiego sklepu. Nagle został zaatakowany mieczem samurajskim. Mężczyzna upadł na ziemię. Na nagraniu z monitoringu widać jeszcze dwóch mężczyzn, a trzeci, który miał zlecić napaść, czekał w samochodzie. Po zadanych ciosach wszyscy uciekli.

Wstrząsająca relacja 31-latka zaatakowanego mieczem samurajskim

Z poszkodowanym 31-latkiem spotykaliśmy się w specjalnie wynajętym pomieszczeniu, ponieważ nie wszyscy napastnicy zostali aresztowani. Ofiara nadal przed nimi się ukrywa.

- Nagle poczułem popchnięcie, wiem, że wziąłem rękę, zasłoniłem nią. I zobaczyłem, że prawie nie mam ręki, że wystaje kość. Widziałem, jak ręka leży na ziemi – opowiada pan Mateusz.

- Zleciało się bardzo dużo ludzi. Jedni podtrzymywali głowę Mateusza, a ja, wszystkim czym miałem pod ręką, wziąłem jego nogę i rękę, żeby zatamować krew – mówi pan Michał, znajomy poszkodowanego.

Wezwana na miejsce karetka zawiozła pana Mateusza do szpitala w Wałbrzychu. Tam lekarze przez cztery godziny walczyli o jego życie. 31-latkowi groziła amputacja.

- Ręka funkcjonowała tylko i wyłącznie na jednym pęczku naczyniowym, czyli na tętnicy promieniowej, żyle odpromieniowej. Wszystko pozostałe było przecięte – mówi doktor Konrad Kudłacik ze Specjalistycznego Szpitala im. dr A. Sokołowskiego w Wałbrzychu

Miecz przeciął nawet kości.

- To jest zadziwiające jaką siłę posiada takie narzędzie. W tym wypadku pacjent miał szczęście, a pewnie szczęściem było to, że jest osobą młodą, nieobciążoną chorobami i to, że mogliśmy od razu podjąć leczenie operacyjne – mówi dr Konrad Kudłacik.

Jedna osoba zatrzymano, a dwie wypuszczono

Policja początkowo zatrzymała wszystkich trzech mężczyzn. Jednak tymczasowo aresztowany został tylko Kacper S., który zaatakował mieczem samurajskim. Prokuratura postawiła mu zarzut usiłowania zabójstwa. Dwaj pozostali mężczyźni, w tym ten, który miał zainicjować napaść, nadal są na wolności. Będą odpowiadać za nieudzielenie pomocy.

Dlaczego śledczy aresztowali tylko jednego z mężczyzn, skoro na miejscu było ich więcej? Jak to możliwe, że reszta nie odpowiada za współudział?

- Dowody zgromadzone do tej pory nie pozwalają na potwierdzenie, że osoby, którym postawiono zarzut nieudzielenia pomocy, wiedziały wcześniej i umawiały się z głównym sprawcą, co do ataku na pokrzywdzonego – stwierdza Tomasz Bujwid z Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu.

Czy to oznacza, że prokuratura zakłada, że znaleźli się na miejscu przypadkowo?

- Nie znaleźli się przypadkowo, bo jechali jednym samochodem – przyznaje prokurator Tomasz Bujwid.

Sprawca nagle wyskoczył z samochodu i reszta nic nie wiedziała?

- Z relacji, którą mamy wynika, że tak właśnie było – mówi prokurator.

Pan Mateusz nie rozumie tej sytuacji.

- Według mnie wszyscy powinni być zatrzymani. Jeden zrobił straszną krzywdę, ale tamci to co? Też powinni być ukarani. Są na wolności i się pewnie śmieją – mówi 31-latek.

Kupił miecz samurajski na targu staroci

Miecz samurajski to niebezpieczna broń pochodząca z Japonii. Jak ustalili śledczy, główny napastnik kupił ją na targu staroci. Mężczyzna był już notowany na policji i od dawna publikował w internecie treści pełne przemocy. Tymczasem, według sąsiadów, odpowiedzialny za cały atak jest jego kolega - Jacek H., który nadal przebywa na wolności. To właśnie on miał zlecić napaść, ponieważ był zazdrosny o swoją partnerkę - ekspedientkę z pobliskiego sklepu. Pan Mateusz i Jacek H. praktycznie się nie znali.

Zazdrość o kobietę?

Pan Mateusz zaprzecza, że był w relacji z partnerką Jacka H.

- To była relacja jak kolega i koleżanka. Przychodziłem do sklepu pogadać. Może się obawiał, że coś z tego będzie, że ją straci – przypuszcza 31-latek.

- Podczas zdarzenia ekspedientka krzyczała, że to zrobił Jacek i była święcie przekonana, że zrobił to partner z zazdrości o nią. Że gdzieś tam może Mateusz się pojawił, był w sklepie, powiedział milsze słowo, może coś napisał na Facebooku. I to właśnie była ta zazdrość – usłyszeliśmy od naszej rozmówczyni.

- [Ten z mieczem – red.] to kolega, dobry przyjaciel, który pomógł swojemu przyjacielowi – dodaje nasza rozmówczyni.

Rozmawiamy też z mieszkańcami osiedla, na którym nadal mieszka Jacek H. ze swoją partnerką. Sąsiedzi poprosili nas o anonimowość w obawie o swoje bezpieczeństwo.

- Tu jest cały czas cyrk, co chwilę jest policja, która nic nie reaguje. Oni się ciągle biją. A tam jest dwójka małych dzieci, która na to patrzy. I leje się krew. Jesteśmy oburzeni, że oni tutaj są. Nie wiemy do czego dojdzie, pozakładaliśmy monitoringi na budynkach, ale jesteśmy przerażeni – usłyszeliśmy.

- On rzekomo był kierowcą. Wiedział po co jedzie. Nikt przed nim nie ukrył metrowego miecza – zaznacza nasza rozmówczyni.

Jak wątek miecza komentuje prokuratura?

- Oni twierdzą, że nie widzieli, że posiada tę broń, a on sam też twierdzi, że trzymał ją w taki sposób, że nie mogli jej dostrzec – mówi prokurator Tomasz Bujwid.

Dotarliśmy do ekspedientki sklepu - partnerki Jacka H., który miał być inicjatorem tego brutalnego napadu.

- On tego nie zlecił. A z Mateuszem znam się, ale nie na takiej stopie, że mieliśmy coś ze sobą wspólnego albo cokolwiek. Mnie nigdy z nim nic nie łączyło – mówi kobieta.

Po operacji prawa ręka pana Mateusza wciąż jest niesprawna.

- Lekarz mówi, żebym próbował robić coś lewą ręką i się tego uczyć, bo prawa może nie wrócić do takiej sprawności, jak wcześniej. Na prawej nie czuję nawet palców – mówi mężczyzna.