Uwaga!

odcinek 8104

Uwaga!

Po ponad trzech latach od koszmarnego wypadku, w którym żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina, został zamknięty przewód sądowy w procesie Sebastiana M., kierowcy bmw oskarżonego o spowodowanie tragedii. Na wyrok czeka teraz cała Polska.

Mowy końcowe w procesie Sebastiana M.

- Sąd nie odpowiada dzisiaj na pytanie, czy wydarzyła się tragedia. To jest bez sporu. Sąd odpowiada na inne pytanie: czy to ja spowodowałem ten wypadek. I na to pytanie nie można odpowiedzieć przez pryzmat rozmiaru tragedii, emocji społecznych. Tutaj powinny mieć znaczenie wyłącznie dowody. I dlatego proszę sąd, aby oparł na nich swój wyrok. (…) Posiadam prawo jazdy od 18. roku życia, nigdy nie spowodowałem żadnej kolizji ani wypadku. Żyłem zawsze z poszanowaniem życia ludzkiego i nigdy nikomu nie chciałem zrobić krzywdy. Uważam, że materiał dowodowy stoi w sprzeczności z ustaleniami biegłych. I dlatego proszę o uniewinnienie mnie od zarzutu spowodowania tego wypadku – mówił w sądzie Sebastian M.

- Obserwuję tego człowieka, który właśnie siedzi na ławie oskarżonych i widzę w nim straszną butę. Straszną pewność siebie i arogancję. Nie widzę w tym człowieku żadnej skruchy, nie widzę żadnego poczucia winy – mówi Małgorzata Duda, matka zmarłej Martyny. I dodaje: - Widzę zarozumialstwo i szyderczy uśmiech na twarzy.

- Gdy [Sebastian M. – red.] znalazł się na autostradzie, zajął lewy pas i wbił pedał gazu w podłogę, rozpoczynając w ten sposób rosyjską ruletkę z życiem innych uczestników ruchu – mówił w sądzie prokurator Aleksander Duda, oskarżyciel Sebastiana M.

Prędkość, z jaką jechał Sebastian M.

- Po ponad trzech latach od koszmaru na autostradzie A1 wiemy, jak i dlaczego doszło do zderzenia. Sebastian M. rozpędził bmw do prędkości startującego samolotu - pomiędzy 315 a 329 kilometrów na godzinę. Przegrzane opony częściowo straciły przyczepność. Kierowca zjechał na sąsiedni pas i uderzył w tył prawidłowo jadącej kii – mówi reporter Uwagi! Tomasz Patora, który od początku zajmował się sprawą.

- Byliśmy na wszystkich rozprawach. Najtrudniejsze było to, że my jako oskarżyciele posiłkowi siedzieliśmy w miejscu, gdzie obok nas, ramię w ramię siedzi rodzina oskarżonego. I śmiali się – mówi Małgorzata Duda.

- Dla mnie najtrudniejsze było patrzenie na ich miny, szyderstwa, kpinę ze śmierci naszych dzieci. Każdy normalny człowiek, który ma chociaż troszeczkę serca i sumienia, inaczej by na to wszystko zareagował – uważa Elżbieta Biały, matka zmarłego Patryka.

- Oni doskonale wiedzą, że on jest sprawcą tego wypadku, ale robią wszystko, żeby całą winę przełożyć na nasze dzieci. A przecież biegli sądowi na ostatniej rozprawie wytłumaczyli, że nie ma tu żadnych wątpliwości – podkreśla Małgorzata Duda.

- Chyba wszystkich obserwatorów procesu uderzyła postawa oskarżonego. Sebastian M. nie przyznał się do winy, nie wyraził cienia skruchy i nie przeprosił ofiar. W kierunku dziennikarzy rzucał tylko nienawistne spojrzenia. Dziś wiemy też, że jego wyjątkowo bogata rodzina robiła do końca wszystko, by poza prawnymi metodami wyciągnąć go z aresztu – wskazuje Tomasz Patora. 

Gdy rozpoczął się proces Sebastiana M., władze aresztu zarejestrowały rozmowę telefoniczną oskarżonego z matką. W pewnym momencie słuchawkę przejął nieustalony mężczyzna, który zapewniał Sebastiana M., że za chwilę odzyska wolność, a zgodzić się na to miał minister sprawiedliwości. Do dziś prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie przestępstwa „powoływania się na wpływy”, próbując ustalić, jakim sposobem rodzina kierowcy bmw chciała, aby opuścił on areszt.

Po zbadaniu śladów na jezdni i komputerów zainstalowanych w samochodach biegli są pewni, że to bmw zjechało ze swojego pasa ruchu. Mimo to obrona utrzymuje, że specjaliści mylą się, a winę za wypadek ponosi kierowca kii, który rzekomo zajechał drogę Sebastianowi M.

- Mama oskarżonego powiedziała na ostatniej rozprawie, że nasze dzieci zginęły, bo się spaliły. Jak nisko trzeba upaść, żeby coś takiego powiedzieć? I to mówi matka – ubolewa pani Małgorzata.

- Martyna żyła. Do samego końca próbowała własnym ciałem osłonić swojego czteroletniego synka przed niszczycielskim żarem. Sebastian M. wyszedł z wypadku bez zadraśnięcia – podkreślił w sądzie prokurator Aleksander Duda.

Samochód Sebastiana M. był zmodyfikowany

- Proces wykazał, że spowodowanie przez Sebastiana M. tragedii było kwestią czasu. Po analizie zapisu komputera biegli stwierdzili, że kierowca bmw także przed zderzeniem tego wieczoru wielokrotnie przekraczał 300 km na godzinę. A świadek, dawny pracownik, zeznał, że jadąc z szefem, obawiał się o swoje życie – mówi Tomasz Patora.

Modyfikacja bmw podwyższyła osiągi pojazdu tak bardzo, że auto straciło homologację i nigdy nie powinno wyjechać na drogę. 

- Odpowiedzialność oskarżonego nie rozpoczyna się w chwili utraty panowania nad pojazdem 16 września 2023 roku. Rozpoczyna się w chwili, gdy świadomie usuwał zabezpieczenia, gdy świadomie i z uporem tworzył pojazd zdolny do rozwijania skrajnych wręcz prędkości. Gdy świadomie uznał, że realizacja szczeniackiej zachcianki szybkiej jazdy ma dla niego większą wartość niż bezpieczeństwo ludzi, których spotyka na drodze – mówił w sądzie prokurator Aleksander Duda.

Jaki wyrok według rodziny zmarłych byłby sprawiedliwy?

- Chciałabym, żeby ten człowiek dostał dożywocie, żeby już nigdy nie wyszedł z więzienia, żeby wiedział za co siedzi – mówi pani Małgorzata.

- Po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego, w ocenie obrony nie można powiedzieć, że oskarżony spowodował tę tragedię. I dlatego jedynym wnioskiem, który pozostaje mi w tej sprawie, to wniosek o to, aby sąd uniewinnił oskarżonego – mówiła obrończyni Sebastiana M.

- Pokrzywdzeni niczym nie zawinili. Jechali prawidłowo. Zginęli z wyłącznej winy oskarżonego, który za nic miał ich życie. Pamiętajmy, że na miejscu Martyny, Patryka i Oliwiera mógł być każdy z nas. Wysoki sądzie, proszę o wymierzenie najwyższej kary przewidzianej przez artykuł 177 paragraf 2 Kodeksu karnego - 8 lat pozbawiania wolności - mówił prokurator Aleksander Duda.

- My już dostaliśmy wyrok, wyrok życia w samotności. Nic nam nie zwróci dzieci i jedynego, ukochanego wnuczka, za którym bardzo tęsknimy – mówią Waldemar i Elżbieta Biały.