Znikające listy i tajemnicze worki w urzędzie. Co działo się na poczcie?
Znikające listy i kilkadziesiąt tajemniczych worków ukrytych w urzędzie. Co działo się na poczcie w Lubaniu?
Od lat mieszkańcy położonego na Dolnym Śląsku Lubania wiedzą, że żeby odebrać list, trzeba o to zadbać samemu. Na dodatek listów nie odbiera się jak na każdej innej poczcie przy okienku. W tej placówce ludzie wchodzą na pierwsze piętro, stają za kratą — jak w starym urzędzie z PRL-u — i proszą o swoje przesyłki.
- Czekam na przesyłkę ponad miesiąc. Są w niej karty do konta firmowego. Wysłane zostały już drugi raz. Jedne anulują, drugie wysyłają i żadna nie dochodzi – oburza się, stojąc przed kratą jeden z mieszkańców Lubania.
Listy w Lubaniu ginęły od lat?
W mieście listy ginęły już wcześniej. Przez lata mieszkańcy nie dostawali ważnej korespondencji, tracili pieniądze, przegrywali sprawy sądowe i tracili szansę na obronę swoich praw. Prokuratura postawiła zarzuty listonoszce, która przez dłuższy czas nie doręczała przesyłek. Sprawa zakończyła się prawomocnym wyrokiem skazującym. Wydawało się, że to koniec pocztowej afery.
- Niedoręczone przesyłki zostały zabezpieczone, a następnie prokurator polecił funkcjonariuszom policji, aby worki z niedoręczoną korespondencją zostały zwrócone uprawnionemu podmiotowi, czyli urzędowi pocztowemu w Lubaniu. To było w 2025 roku – mówi Ewa Węglarowicz-Makowska z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.
- Niedoręczone przesyłki mieściły się w siedmiu workach jutowych i dwóch kartonach. Zgodnie z przepisami należało doręczyć je adresatom – dodaje prokurator Ewa Węglarowicz-Makowska.
Sfilmowała schowane worki z listami
Tymczasem okazało się, że worki z przesyłkami do tej pory leżą na poczcie. Nagrała to pani Paulina, która od marca pracowała tam jako kierowniczka operacyjna i odnalazła worki zwrócone przez prokuraturę.
- Listonosze narzekali na liczbę listów. Mówili, że nie nadążają z rozwożeniem przesyłek w swoje rejony – mówi Paulina Ryż-Budzan, była kierowniczka poczty w Lubaniu.
Nowa kierowniczka miała pomóc uporządkować sytuację po starej aferze. Tymczasem z każdym tygodniem nabierała przekonania, że problemy lubańskiej poczty wcale nie należą do przeszłości. Okazało się, że listy nadal nie docierają do adresatów.
Nie dostał listu i ma problemy
Jedno niedostarczone pismo zmieniło życie pana Łukasza, który prowadzi kilka firm. Nie dostał wezwania z sądu, przegrał sprawę z dostawcą prądu i został obciążony
zobowiązaniem sięgającym 20 tysięcy zł. O wyroku w tej sprawie dowiedział się dopiero od komornika.
- Komornik wszczął egzekucję. Spłacam to w ratach tylko dlatego, że instytucja, która ma dbać o interesy Polaków, nie działała tak jak powinna – podkreśla Łukasz Kmiecik.
- Zastanawiam się jeszcze, ile jest osób takich jak ja, ile jest niedostarczonych przesyłek tej dużej i tej mniejszej wagi – dodaje pan Łukasz.
Wszystko wskazuje na to, że dużo. Przypomnijmy, że początkowo prokuratura oddała poczcie 7 worków w przesyłkami sprzed kilku lat. A ile ich teraz znajduje się na poczcie. Wracamy do nagrań pani Pauliny.
- Wyszło 30 worków. Otworzyłam jeden z nich i była tam bieżąca korespondencja – mówi pani Paulina.
Rzeczywiście, na przesyłkach wyjętych z worków ewidentnie widnieją daty z tego roku. To listy i inne przesyłki, które nigdy nie dotarły do adresatów.
- Na pewno jest tam parę moich listów, bo do mnie nie dotarły – mówi pan Andrzej.
- W moim przypadku chodzi też o podrobienie podpisu pod listem poleconym. W związku z tym bardzo późno otrzymałem informację, że mam się stawić na rozprawie. Gdybym się nie stawił, to przegrałbym sprawę. Ale musiałem pokryć koszty windykacji, chodzi o 2,5 tys. zł – mówi pan Andrzej.
Okazuje się, że bieżące listy zamiast do adresatów zaczęły trafiać do worków tuż przed jedną z kontroli, która miała się odbyć na tej poczcie.
- Przed przyjazdem dyrektora pani naczelnik prosiła o natychmiastowe pochowanie bieżących listów, ponieważ przyjedzie pan dyrektor i nie może być, że listy zalegają – opowiada pani Paulina.
Co o warunkach pracy mówią listonosze?
Listonosze pracujący na tej poczcie opowiedzieli nam o kolejnym procederze, do którego dochodziło w tym miejscu. Awiza nie trafiały do adresatów. Chociaż w systemie wszystko się zgadzało.
- Naczelniczka stwierdziła, że mam zrobić awizo. Fikcyjne, czyli klient nie dostaje notatki. Ale w systemie jest, że doręczyłem. Musiałem wypisywać takie puste awiza – słyszymy.
- Naczelniczka powiedziała wprost, że muszę to robić, bo inaczej „do widzenia” – podkreśla nasz rozmówca.
Podczas realizacji naszego reportażu na poczcie w Lubaniu pojawiła się kontrola przeprowadzana przez lokalną dyrekcję. Według naszej wiedzy kontrola ta nie wykazała
większych nieprawidłowości, a jedyną osobą zwolnioną była pani Paulina, która nagłośniła proceder.
- Traktujemy tę sprawę bardzo poważnie. Kontrola, która została przeprowadzona przez centralę spółki, wykazała szereg nieprawidłowości w tej placówce. To w ogóle nie powinno się wydarzyć. Dzisiaj mogę tylko przeprosić mieszkańców Lubania za zaistniałą sytuację – mówi Dariusz Prosiecki, dyrektor departamentu relacji zewnętrznych Poczty Polskiej.
- Kontrola wykazała też, że dotychczasowy program naprawczy był niewystarczająco realizowany. Mówiąc wprost, te osoby zostaną zwolnione – dodaje Dariusz Prosiecki.