Uwaga!

odcinek 8080

Uwaga!

Ponadczasowa, niepowtarzalna, pełna gracji, emanująca wielką kulturą. Swoją twórczością trwale zapisała się w historii polskiej piosenki. Choć trudno w to uwierzyć, Irena Santor w tym roku obchodzi 75-lecie pracy artystycznej.

Irena Santor, najczystszy głos polskiej estrady, urodziła się 9 grudnia 1934 roku w Papowie Biskupim. Już rok później wraz z rodziną przeprowadziła się do Solca Kujawskiego. Jej ojciec, Bernard Wiśniewski, rzemieślnik, zginął na początku wojny. Mama, Helena, z zawodu krawcowa, zmagała się z biedą, samotnie wychowując małą Irenkę.

Z Polanicy-Zdroju do „Mazowsza”

Po wojennej zawierusze, poszukując życiowej stabilizacji, matka Ireny Santor przeprowadziła się z córką do Polanicy-Zdroju, gdzie przyszła gwiazda estrady rozpoczęła naukę w szkole zdobienia szkła. To właśnie tam nauczycielki dostrzegły jej wyjątkowy talent muzyczny.

- Do tejże Polanicy przyjechał kiedyś Zdzisław Górzyński, wtedy dyrektor Opery Poznańskiej, i moja nauczycielka w szkole zdobienia szkła przedstawiła mnie panu Górzyńskiemu. Wtedy Zdzisław Górzyński powiedział: „Oj, kochanie, pani musi pójść do szkoły muzycznej. Mam przyjaciela Tadeusza Sygietyńskiego. Czy pani wie, co to jest „Mazowsze”?”. Powiedziałam, że nie. Usłyszałam: „To ja pani dam list polecający” – przywołuje Irena Santor.

„Drogi Tadeuszu!” – pisał w liście do Sygietyńskiego Zdzisław Górzyński. I dalej: „Polecam Twej możnej opiece młode, niezwykle utalentowane dziewczę – Irenę Wiśniewską lat 16. Ładny, czysty sopran, nieprzeciętna muzykalność, prawdziwy, szczery talent, który należy kształcić i otoczyć troskliwą opieką. Ta młoda osoba dowiedziawszy się, że jestem w Polanicy na kuracji, poprosiła o audiencję. Jej odwaga, bezwzględna uczciwość – ujęły mnie serdecznie, toteż proszę Cię jeszcze raz o zajęcie się jej losem – na pewno nie pożałujesz”.

Nastoletnia Irena – wówczas jeszcze Wiśniewska - pojechała z listem do podwarszawskiego Karolina, gdzie Sygietyński, twórca zespołu pieśni i tańca „Mazowsze”, przyjął ją na przesłuchanie. Dołączyła do zespołu, w którym szybko została solistką.

- Przed moim przyjściem do „Mazowsza” nie miałam pojęcia, że istnieje świat muzyczny, który może być zawodem czy czymś bardzo ważnym. A śpiewałam zawsze. Kiedyś powiedziałam, że śpiewałam, odkąd siebie nie pamiętam – mówi Irena Santor.

Czy można nauczyć się śpiewać?

- Mieliśmy razem próbę do jej wielkiego koncertu, który ma się odbyć i pani Irena przyszła do mojego mieszkania, gdzie mam pianino. Przestraszyłem się, bo to trzecie piętro, a nie mam windy. Zadzwoniłem do niej, a ona: „Nie ma problemu. Wejdę, ale wolno”. I weszła jak torpeda – opowiada Ralph Kamiński.

Trzy złote płyty, liczne nagrody na festiwalach, tytuł doktora honoris causa, Order Orła Białego – to zaledwie ułamek wyróżnień Ireny Santor. Artystka doczekała się również festiwalu piosenki swojego imienia, który co roku odbywa się w Bydgoszczy. A także liczącego kilkaset osób fanklubu, który wiernie towarzyszy jej podczas występów i spotkań.

- Nie jestem wykształconym muzykiem. Nie kończyłam wielkich szkół muzycznych. Jestem, co brzydko się nazywa – naturszczykiem. Nie potrafię powiedzieć, jak można nauczyć się śpiewać. Technicznie to tak – wydobywać z siebie dźwięki. I można to robić całkiem poprawnie. Ale jeśli chodzi o śpiewanie, to Bozia musi to dać albo natura.

Irena Santor od lat nie występuje regularnie na scenie. Jubileuszowy koncert na 75-lecie pracy artystycznej będzie wyjątkową okazją do spotkania z wybitną artystką.

- Jest niezwykle skromną osobą, o niezwykłej kulturze osobistej. Ma masę szacunku do każdego człowieka, z którym się spotyka. Obcowanie z Ireną, prywatnie, daje mi poczucie, że dotykam pięknej historii, człowieka, którego sukces nie zniszczył, nie zepsuł – mówi Dorota Goldpint, projektantka mody.

- Dzisiaj z perspektywy moich lat mogę powiedzieć, że przeżyłam jak dotąd bardzo interesujące życie. Nie zamieniłabym mojego życia na nic innego – kwituje Irena Santor.

Jubileusz Ireny Santor odbędzie się 21 września w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie.