Uwaga!

odcinek 8054

Uwaga!

Drogowy recydywista omal nie zabił 17-letniego Bartka. „Co ja komuś złego zrobiłem na drodze?”

Ma cofnięte prawo jazdy, był kilkukrotnie karany za jazdę po alkoholu, a mimo to wciąż wyjeżdżał na drogi. Dopiero gdy ciężko ranił 17-letniego Bartka, prokuratura wystąpiła o jego areszt. Sąd wniosek oddalił. Ostatecznie zatrzymali go nie policjanci, lecz mieszkańcy, którzy bali się kolejnej tragedii. Jak to możliwe, że człowiek z taką historią przez lata pozostawał bezkarny?

17-latek ucierpiał w wypadku

Piątkowe popołudnie w niewielkiej miejscowości pod Legionowem. 17-letni Bartek przyjechał odwiedzić ojca, który montował uliczne oświetlenie. Kilka sekund później walczył o życie. Rozpędzony samochód nagle wjechał na chodnik.

Chłopak został dosłownie wbity pod zaparkowany tam samochód.

- Usłyszałem krzyk, hałas pędzącego samochodu i uderzenie. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak mój syn się wydostaje spomiędzy dwóch aut - opowiada pan Adrian, ojciec potrąconego Bartka.

- Dobiegłem do niego, żeby zobaczyć obrażenia, a potem od razu zacząłem opatrywać syna. Jedyne o co mnie pytał, to czy będzie miał oko, bo wszystko mu napuchło i nie widział – dodaje ojciec.

Do wypadku doszło w Skrzeszewie. Badanie alkomatem wykazało, że kierowca miał 0,15 promila alkoholu w organizmie.

- Ten kierowca się śmiał i mówił: "Przecież nic się nie stało, ja mam pieniądze, rozliczymy się". Tak jakby nie widział mojego syna i myślał, że tylko w ogrodzenie uderzył. Nie wiem – mówi pan Adrian.
Bartek w ciężkim stanie został przetransportowany śmigłowcem do szpitala. Ma pękniętą czaszkę, krwiaka mózgu i liczne obrażenia ciała.

- Był wprowadzony w stan śpiączki, żeby ochronić mózg i niezwłocznie przewieziony na blok operacyjny, gdzie nasi neurochirurdzy wykonali skomplikowaną operację - mówi dr n. med. Zastępca dyrektora ds. lecznictwa w DSK UCK WUM.

Zdarzenia drogowe jedno po drugim

Sprawcą wypadku jest 55-letni Leszek G., kilkukrotnie karany za jazdę po alkoholu. W ostatnim czasie spowodował trzy poważne zdarzenia drogowe. Rok temu w Wieliszewie rozbił sportowy samochód. Usłyszał za to cztery zarzuty, z czego aż trzy dotyczyły narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.

13 lipca tego roku rozpędzonym samochodem rozbił się w Legionowie tuż przed przejściem dla pieszych, gdzie znajduje się szkoła i przedszkole.

Zaledwie cztery dni później, 17 lipca, rozpędzonym autem wjechał w 17-letniego Bartka.

- Stało się to, czego każdy chciał uniknąć, to co zgłaszaliśmy i próbowaliśmy temu zapobiec – mówi pan Patryk, sąsiad sprawcy wypadku.

Mieszkańcy się boją i czują się bezradni

- Boimy się. Ten człowiek jest bezkarny przez 30 lat, to jak się nie bać? Robi wypadki jeden po drugim – dodają inni sąsiedzi.

- Odkąd ja go znam, to zawsze pił i zawsze jeździł – mówi jeden z nich.

- Działkowiczka zwróciła uwagę policjantowi, mówi: "Panie, jak my mamy puszczać dzieci do szkoły?”, a on [sprawca – przyp. red.], spięty w kajdanki, do niej powiedział: „Ja cię, ku…, zabiję” – dodaje jeden z mieszkańców.
Jak ustaliliśmy, mężczyzna od czterech lat ma cofnięte uprawnienia do kierowania wszelkimi pojazdami. Mieszkańcy twierdzą, że wielokrotnie informowali policję, iż mimo zakazu nadal prowadzi samochód.

Ich zdaniem funkcjonariusze nie reagowali na te zgłoszenia.

- Złość, bezradność, naprawdę już nie wiemy, co my mamy robić. Interwencje, prośby. Nikt nas nie słucha. Wydaje się, że ta osoba jest bezkarna – mówi pan Patryk.

- Zadzwoniłem na komendę i mówię: „Skoro tak bardzo chcieliście złapać go na gorącym uczynku, to zapraszam. On jest właśnie za mną i prowadzi". Pan policjant odpowiedział mi: „No tak, tylko niestety nie mamy ani ludzi, ani samochodów, więc niech pan go puści" – opowiada mężczyzna.

„Co ja komuś złego zrobiłem na drodze?”

Mężczyzna ma bezterminowo cofnięte prawo jazdy z przyczyn zdrowotnych.
Nasza reporterka, Arleta Bolda-Górna, spotkała się z mężczyzną, aby zapytać, dlaczego prowadzi, mimo że w 2022 roku starosta cofnął mu uprawnienia.

- Ja nie mam zakazu jazdy. Nie dostałem nic pisemnie, także nic nie wiedziałem. Skąd miałem wiedzieć? – powiedział mężczyzna.

Reporterka spytała też o wypadek, w którym ucierpiał 17-letni Bartek.

- Nie pamiętam z tego wypadku nic – mówi Leszek G.

- Co ja komuś złego zrobiłem na drodze? Wątpię w to, że prawie go zabiłem, skoro ja prawą stroną samochodu uderzyłem, a on po lewej stronie siedział. Na chodnik wjechałem? Byłem po alkoholu? Ja nic nie pamiętam – mówił G. reporterce Uwagi!

Dlaczego Leszek G. nie trafił do aresztu?

Leszek G., mimo że usłyszał cztery zarzuty za potrącenie Bartka, nadal przebywa na wolności, ponieważ Sąd Rejonowy w Legionowie nie zgodził się na jego tymczasowe aresztowanie. Nie zgodził się, mimo że prowadził on samochód bez uprawnień, po spożyciu alkoholu, a jego ofiara w ciężkim stanie trafiła do szpitala.

- Dla mnie to jest kpina – komentuje ojciec ofiary.

Mimo wielu próśb o spotkanie rzeczniczka sądu odmówiła wystąpienia przed kamerą. W przesłanym do redakcji oświadczeniu poinformowała, że wniosek o tymczasowe aresztowanie nie został uwzględniony, ponieważ „mimo że uprzednio nie respektował on decyzji o cofnięciu uprawnień do prowadzenia pojazdów, to po spowodowaniu wypadku zrozumiał naganność swojego postępowania i twierdził, że nie dopuści się ponownie przestępstwa” – napisano w oświadczeniu.

- Dzień po tym był widziany na quadzie, jak znowu jechał po alkohol do sklepu. Czyli jak ten pan mógł zrozumieć swój błąd? Normalna osoba, która wie, że zrobiła już komuś krzywdę, to chyba powinna w jakimś stopniu sama zrozumieć, że coś jest nie tak – mówi pan Patryk.

Mimo zakazu i zarzutów, wciąż wyjeżdża na drogę

O tymczasowe aresztowanie Leszka G. prokuratura wystąpiła dopiero po tragedii, gdy wjechał samochodem w Bartka. Gdyby został zatrzymany wcześniej, chłopiec nie zostałby poszkodowany.

Dlaczego wtedy nie wnioskowano o tymczasowe aresztowanie?

- Na miejscu decyzję w takim wypadku podejmuje policja. Jeżeli policja nie zakwalifikuje tego jako sprawę karną, to te informacje nie są przekazywane, więc na tamtym etapie widocznie ta sprawa nie była przekazana. Dopiero później, przy tej kolejnej sprawie, już mieliśmy do czynienia z przestępstwem i teraz prokurator po analizie połączył to postępowanie - tłumaczy prok. Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie.

- Według dokumentacji sporządzonej na miejscu zdarzenia nie było przesłanek ku temu, żeby mężczyzna został zatrzymany - mówi podkom. Agata Halicka, oficerka prasowa KPP w Legionowie. I dodaje: - Informację o tym, że ten mężczyzna nie ma uprawnień do kierowania dostaliśmy dopiero kilka dni po zdarzeniu.

Jak to możliwe, że policja nie wiedziała, że mężczyzna ma odebrane prawo jazdy?

- To zdarzenie było zakwalifikowane jako kolizja i nie było ku temu przesłanek – mówi podkom. Halicka.
Dziś mężczyzna przebywa w areszcie. Trafił tam na trzy miesiące dopiero po tym, jak mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce. Zatrzymali go, gdy ponownie wyjechał na drogę. Determinacja mieszkańców okazała się skuteczniejsza niż działania sądu, prokuratury i policji.

„Chciałbym, żeby sprawca odpokutował”

Bartek wraca do zdrowia w szpitalu. Jego stan jest stabilny, ale przed nim długa rehabilitacja i psychoterapia. Chłopiec wciąż zmaga się z traumą po tym, co przeżył.

- Rany „w głowie”, czyli takie mentalne, mogą zostać na całe życie - mówi dr n. med. zastępca dyrektora ds. lecznictwa w DSK UCK WUM. I dodaje: - W przypadku złamań w obrębie czaszki, one też będą wymagały na pewno kilku, kilkunastu miesięcy leczenia. W przyszłości będzie ryzyko zmian niedokrwiennych w głowie, ryzyko padaczki. To pokaże dopiero czas.

- Trudno powiedzieć, jak się czuje dziś mój syn. Jest pod opieką psychologów. Nie chce rozmawiać absolutnie na temat tego wypadku – mówi pan Adrian, ojciec 17-latka.

- Chciałbym w tej sprawie sprawiedliwego wyroku, żeby sprawca odpokutował za to, co zrobił – dodaje pan Adrian.