Uwaga!

odcinek 7507

Uwaga!

Na jednej z klatek na krakowskiej Olszy znaleziono dwa ciała. Kobieta i mężczyzna mieli rany po ciosach zadawanych nożem. Do zbrodni przyznał się syn małżeństwa.

Kilka dni temu, tuż po godzinie 7, oficer dyżurny krakowskiej komendy miejskiej odebrał zgłoszenie dotyczące dwóch rannych osób znajdujących się na klatce schodowej w jednym z bloków.

- Na miejsce natychmiast zostali wysłani policjanci. (…) Zatrzymali 38-letniego mężczyznę, podejrzewanego o to, że mógł przyczynić się do ich śmierci. Został natychmiast obezwładniony, skuty w kajdanki i zatrzymany – mówi Piotr Szpiech, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.

Morderstwo na klatce schodowej w Krakowie

Podejrzanym okazał się syn ofiar. Piotrowi K. zarzuca się, że brutalnie zamordował swoją 60-letnią matkę i 70–letniego ojca w bloku na krakowskiej Olszy, gdzie mieszkał z rodzicami. Mężczyzna jeszcze kilkanaście minut przed zbrodnią widziany był w pobliskim sklepie. Z zakupami wrócił do mieszkania, a potem miał rzucić się na rodziców z nożem. Ranni zdołali wydostać się z mieszkania. Tam rozegrał się dramat.

Zaatakowanym przez syna emerytom próbował pomóc jeden z sąsiadów, który na korytarzu usłyszał ich przeraźliwe krzyki. Wytrącił nóż z dłoni Piotra K., jednak nie udało mu się obezwładnić napastnika.

Mężczyzna złożył zeznania, jednak jest w tak złym stanie psychicznym, że nie jest w stanie o tym opowiadać. Na rozmowę zgodziła się jego żona.

- Była godz. 7, robiłam mężowi śniadanie do pracy. Nagle usłyszeliśmy głos: „Pomocy! Ratunku!”. Mąż, nie zastanawiając się, wyleciał na klatkę. Ja za nim. Zobaczyłam trzy osoby. Jedna osoba klęczała i walczyła o życie. To była mama tego chłopaka, pani Halina. Prosiła: „Nie zabijaj, nie rób tego”. On był z nożem, ojciec obok. Wszyscy byli zakrwawieni, łącznie z synem, od góry do dołu – opowiada kobieta.

- Widok tego to był koszmar. Zleciałam na dół, mój mąż za mną, wziął miotłę. Poleciał z miotłą, żeby jakoś się bronić. I okładał go tą miotłą – relacjonuje kobieta.

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem

Obrażenia u obojga rodziców 38-latka były tak rozlegle, że ponieśli oni śmierć na miejscu. Po zatrzymaniu, podejrzany o zabójstwo, został przewieziony do prokuratury.

- Piotr K. złożył wyjaśnienia w prokuraturze. Są one dość obszerne. Można powiedzieć, że przyznał się do zarzucanego mu czynu. Został mu przedstawiony zarzut zabójstwa dokonanego ze szczególnym okrucieństwem oraz w wyniku motywacji zasługującej na szczególnie potępienie – mówi Krzysztof Dratwa, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Podwójne zabójstwo miało tak makabryczny przebieg, że przez wiele godzin śledczy i policyjni technicy zabezpieczali potem ślady i dowody w tej sprawie.

Sąsiedzi i mieszkańcy z osiedla znający rodzinę K. są wstrząśnięci okrucieństwem tej zbrodni.

- To jest szok, to bardzo spokojna dzielnica - usłyszeliśmy.

- Kojarzę tę panią z tego, że codziennie rano wyciągała rower z piwnicy i jechała, by pilnować wnuki. Pan często chodził na ryby. To była normalna, spokojna rodzina. Nigdy się nie awanturowali – mówi jedna z mieszkanek.

Wszyscy na osiedlu zastanawiają się, dlaczego 38-latek mógł w tak bestialski sposób odebrać życie swoim rodzicom? Co nim powodowało? Prokuratura nie ujawnia motywu tej zbrodni. Wiadomo jednak, że w mieszkaniu wybuchła awantura z powodu bardzo błahego incydentu. Wtedy właśnie Piotr K. miał zaatakować. Najpierw matkę, a potem ojca.

- W trakcie zdarzenia Piotr K. posługiwał się dwoma nożami. Były to długie noże, które wbijane w ciała ofiar powodowały dużego rodzaju obrażenia, stąd nagły i szybki zgon, i wykrwawienie się obu ofiar. Zadanych zostało kilka, kilkanaście ciosów – mówi prokurator Krzysztof Dratwa.

Prokuratura, z uwagi na dobro śledztwa, nie potwierdza, czy Piotr K. leczył się psychiatrycznie. Zabezpieczono już jego dokumentacją medyczną. Śledczy nie wykluczają, że zostanie on poddany obserwacji psychiatrycznej.

- Sąsiadów cały czas mam przed oczami. Zamykam oczy i mam ich przed oczami, otwieram i mam ich przed oczami. Nie mogę spać, nie mogę jeść. Jest mi bardzo żal tych ludzi – mówi sąsiadka małżeństwa.