Uwaga!

odcinek 7456

Państwo Markoccy są na finiszu prac wykończeniowych wymarzonego domu. Liczyli, że firma, na którą się zdecydowali, terminowo dostarczy dziewięć sztuk drzwi wewnętrznych.

- Nie dostaliśmy drzwi i nie możemy dokończyć prac wykończeniowych. Dlatego, że najpierw powinna powstać konstrukcja do drzwi kasetowych, a na końcu powinno być wstawione skrzydło drzwi – tłumaczy Magdalena Markocka. I dodaje: - Drzwi powinny być u nas dwa tygodnie po zamówieniu, jeszcze w lutym.

Kobieta wpłaciła firmie oferującej drzwi z montażem prawie 8 tysięcy złotych.

- Była to firma z polecenia. Właściciel wydawał się kompetentny i przekonujący. Przyjechał do nas osobiście na wykonanie pomiarów. Nie było sygnałów wskazujących, że mamy czego się obawiać – zaznacza pani Magdalena.

Certyfikaty i nagrody dla firmy

Sklep firmy handlującej drzwiami i oknami mieści się w Warszawie. Gdy poszliśmy do niego jako potencjalni klienci, nic nie budziło naszych zastrzeżeń.

Ofertę przedstawił szef firmy, pan Marcin, który do klientów przyjeżdża również wykonywać pomiary.

- Zaliczka 50 proc., a reszta po montażu. Możemy umówić się na pomiar – usłyszeliśmy.

W biurze firmy eksponowane są liczne certyfikaty i nagrody, te prezentowane są też w mediach społecznościowych.

- Chciałbym żyć w kraju, w którym, jak widzę w firmie certyfikaty, to mogę być pewny, że to jest uczciwa firma, że jestem u poważnych ludzi. Ale tu okazuje się, że certyfikaty na ścianach nic nie znaczą – ubolewa Rafał Rutowicz.

Drzwi wejściowe do mieszkania pana Rafała miały być zamontowane 4 miesiące temu. Pomiar wykonał właściciel firmy, a pan Rafał wpłacił ponad 2 tysiące zaliczki i czekał na montaż.

- Czekaliśmy kolejne tygodnie i nic. Potem ciężko było się z panem skontaktować. W końcu pan odebrał telefon i powiedział: „Ach tak, ojej, zapomniałem o państwa zamówieniu. Jaki to jest adres? Dzwonię do pana montażysty i umawiam go na realizację zlecenia”. Nie podał daty. Wiedzieliśmy już, że nie jest dobrze. Okazało się, że takich jak my, którzy czekają na realizację zlecenia, jest więcej – mówi mężczyzna.

Jak wybrać rzetelną firmę?

W Polsce są tysiące firm, które zajmują się wymianą drzwi na nowe. Co powinno nas zaniepokoić, gdy zlecamy taką usługę?

W naszym przypadku wystarczył jeden telefon do producenta drzwi, by zorientować się, czy sprzedawca, u którego chcemy kupić produkt z montażem, jest wiarygodny.

- Niestety, coś tam się pokićkało i mają duże problemy. Od początku roku nie biorą drzwi. Są problemy finansowe i tyle – usłyszeliśmy.

Pani Alicja od grudnia czekała na dwoje drzwi, które miały być zamontowane w jej nowym mieszkaniu. Mimo że wpłaciła prawie 4 tysiące złotych zaliczki, do montażu nigdy nie doszło, a pieniądze nie zostały zwrócone.

- Zwalniałam się z pracy i cztery razy na nich czekałam. Weszłam na Google, żeby sprawdzić salon i zaczęły pojawiać się negatywne opinie. Wtedy przez telefon powiedziałam właścicielowi, że proszę o przywiezienie drzwi. Właściciel powiedział, żebym dała mu kilka dni i wtedy napisałam do producenta, pytając go, co z moim zamówieniem. Producent napisał, że takie zamówienie nigdy do niego nie wpłynęło – opowiada pani Alicja.

Kobieta ostatecznie kupiła drzwi w innym miejscu. Podobnie zrobił pan Przemysław, który od producenta dowiedział się, że jego drzwi wejściowe czekają na odbiór, ale nie zostaną wydane, dopóki nie wpłyną pieniądze.

- Wzięliśmy sprawę w swoje ręce i skontaktowaliśmy się bezpośrednio z producentem. Dowiedzieliśmy się, że te drzwi czekają u nich od prawie miesiąca na magazynie – opowiada pan Przemysław. I dodaje: - Zaproponowaliśmy, żeby znaleźli nam kogoś innego, kto może taki montaż wykonać i wpłaciliśmy pieniądze ponownie, już do innej firmy, która w ciągu dwóch dni je przywiozła i zamontowała.

- W naszym przypadku uznaliśmy, że skoro przez trzy miesiące jest cisza, to skorzystamy z przepisów paragrafu 635 kodeksu cywilnego, czyli możliwości odstąpienia od umowy nawet przed terminem. Jednocześnie zwróciliśmy się z wezwaniem o zwrot wpłaconej zaliczki – mówi pani Magdalena.

- Najgorsze jest to, że podpisałam umowę, jak zaczynały się problemy w tej firmie. A są osoby, które podpisywały umowy w lutym, czyli w momencie, kiedy właściciel mnie oszukiwał. I najprawdopodobniej wiedział, że nie może dotrzymać zamówienia – mówi pani Alicja.

Sprawdziliśmy, jak zareaguje właściciel, gdy nasi rozmówcy po raz kolejny poproszą o zwrot pieniędzy. Nie zastaliśmy go jednak na miejscu.

- Firma … nie ma już tutaj siedziby. (…) Pan Marcin nie jest w tej spółce - usłyszeliśmy.

Potrzebna jest zmiana przepisów?

Tymczasem okazało się, że pan Marcin zawierał umowy prowadząc dwie firmy. Drugą z nich założył, gdy dystrybutorzy nie chcieli już z nim współpracować. Jej prezesem był przez około 3 miesiące. Z danych dostępnych w rejestrze przedsiębiorców wynika jednak, że większość udziałów nowej firmy należy do kobiety o tym samym nazwisku, co pan Marcin.

- Jest to chory system w naszym państwie, że jeden z właścicieli narobi długów, a potem może założyć spółkę i dalej funkcjonować – uważa Łukasz Markocki.

Szef firmy handlującej drzwiami nie odbierał naszych telefonów. Pocztą elektroniczną otrzymaliśmy pismo, w którym mężczyzna tłumaczy, że jego firma rozrosła się i to doprowadziło do problemów finansowych. W piśmie czytamy, że jednym ze sposobów na ratowanie biznesu była sprzedaż marki. Pan Marcin zapewnił, że wszystkie osoby, które wypowiedziały umowy zawarte z jego firmą, otrzymają zwrot zaliczek.

- Nie chcę powiedzieć, że mamy w Polsce raj dla nieuczciwych przedsiębiorców, ale chyba nie wygląda to dobrze. Nie wiadomo, czego się trzymać. Co jest dla nas wyznacznikiem, że możemy komuś zaufać, a co nie jest. To jest smutne, tym bardziej, że ten pan w dalszym ciągu funkcjonuje i w dalszym ciągu nieświadome osoby zawierają z nim umowy – mówi pan Rafał.