Uwaga!

odcinek 7238

Uwaga!

200 tysięcy złotych z kieszeni podatników kosztowały elementy małej architektury, które mogły być zutylizowane podczas budowy linii tramwajowej w Krakowie. O niechciane kosze, stojaki rowerowe i ławki upomniał się 24-letni krakowianin. Część z nich odzyskał od wykonawcy inwestycji i znalazł nowe miejsce, by dalej mogły służyć mieszkańcom.


Prace przy budowie linii tramwajowej do Mistrzejowic w Krakowie rozpoczęły się w lipcu tego roku. Inwestycja za około 2 miliardy złotych od początku budzi duże kontrowersje.


Niechciane kosze i ławki?


Przy okazji inwestycji mieszkaniec miasta, 24-letni pan Łukasz, zauważył, że na terenie przeznaczonym pod budowę niszczeją, będące w bardzo dobrym stanie kosze. W sieci odnalazł umowę pomiędzy miastem, a wykonawcą, z której wynikało, że około 80 elementów tzw. „małej architektury” jak ławki, śmietniki, stojaki i podpórki na rowery, zostało przeznaczonych do rozbiórki przez wykonawcę remontu.


- Skontaktowałem się z firmą, która jest wykonawcą inwestycji. Powiedziano mi, że jest zgoda na rozbiórkę i utylizację wszystkich elementów małej architektury i jeśli chcę, mogę je sobie zabrać – opowiada Łukasz Puła.


Wykonawca budowy w piśmie do pana Łukasza podkreślił, że zgodnie z umową z miastem rzeczone elementy podlegają rozbiórce, a materiał z rozbiórki – utylizacji. Pismo zostało także wysłane do wiadomości między innymi Zarządu Dróg Miasta Krakowa. ZDKM na nie nie odpowiedział.


- Nie było decyzji, która skierowałaby elementy małej architektury do utylizacji. Nie było o tym mowy – twierdzi Krzysztof Wojdowski, rzecznik Zarządu Dróg Miasta Krakowa. I dodaje: - Ławki przechodzą na rzecz Zarządu Zieleni Miejskiej, a kosze do Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania.


Wykonawca: Nie dostaliśmy odpowiedzi


Gdy o akcji 24-latka zrobiło się głośno w mediach społecznościowych, miasto zaczęło działać. W pierwszym komunikacie Zarząd Dróg Miasta Krakowa wyraźnie napisał, że materiały z rozbiórki, m.in. ławki i kosze należą do wykonawcy remontu i że „wartość tych materiałów została uwzględniona w ofercie, obniżając tym samym koszty dla miasta”. ZDMK dodał także, że czeka na informację, co chce z nimi zrobić.


Przedstawicielka wykonawcy powiedziała, że firmie nie zależy na tym, by elementy małej architektury pozostały jej własnością. Miasto może je wszystkie odzyskać. Powinno tylko wyrazić taką chęć.


- Przedstawiciel miasta powinien wskazać nam, które to są elementy małej architektury. Jak dotąd czekamy na odpowiedź urzędników – mówi Magdalena Fijołek z firmy Gulermak. I dodaje: - Kiedy pan Łukasz do nas zgłosił, nie widzieliśmy powodu, żeby mu nie pomóc i oddać tych kilka koszy na psie odchody.


Już po zakończeniu realizacji naszego reportażu krakowski Zarząd Zieleni Miejskiej napisał do pana Łukasza pismo z żądaniem zwrotu koszy na śmieci. Zaznaczył, że w innym przypadku wystąpi na drogę prawną. Stoi to jednak w sprzeczności z umową z wykonawcą – zgodnie z prawem i oświadczeniami urzędników właścicielem wszystkich elementów małej architektury, które kolidują z remontem – jest wykonawca. A wykonawca sam oddał kosze w ręce pana Łukasza.


- Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie utylizował ławek, ale trudno żebyśmy wszystko w umowie tak opisywali – odpowiada Krzysztof Wojdowski, rzecznik Zarządu Dróg Miasta Krakowa.


„Lubię dbać o okolicę”


24-letni pan Łukasz ma już na koncie kilka zgłoszonych i zrealizowanych projektów z budżetu obywatelskiego. Na przykład park kieszonkowy pod blokiem, w którym mieszka.


- Od czasów szkolnych lubiłem udzielać się na rzecz społeczności lokalnej, przede wszystkim były to akcje charytatywne. Teraz są to bardziej akcje dotyczące tego, co się dzieje wokół mnie. Taką mam potrzebę, lubię dbać o swoją najbliższą okolicę – podkreśla Łukasz Puła.


Odzyskane od wykonawcy remontu kosze znalazły już swoje nowe miejsce.


- Jedna ze spółdzielni bardzo ucieszyła się z możliwości skorzystania z tych koszy, bo ich brakuje – mówi pan Łukasz.


Mieszkańcy dzielnicy byli bardzo wdzięczni.


- Doskonała inicjatywa, koszy nigdy nie za dużo. Dziękujemy – mówi jedna z mieszkanek.
Urzędnicy, już po naszej rozmowie z panem Łukaszem, zaczęli odzyskiwać ławki z terenu inwestycji. Pan Łukasz jest bardzo chętny, by podarować miastu pozostałe, jeszcze niewkopane kosze.


- Działanie miasta w tym przypadku przypomina sytuację, gdybyśmy sobie w domu kupili nową lodówkę, a obecną, razem z jedzeniem wyrzucili w całości. Urzędnicy chcąc coś wybudować, nie myślą o tym, jak zadbać o te elementy, które są dobre i można ich ponownie użyć – kończy 24-letni aktywista.