Uwaga!

odcinek 6728

Uwaga!

Ponad miesiąc trwały poszukiwania zaginionej, 16-letniej Malwiny z Morynia. Niestety, odnaleziono jej ciało. Według prokuratury została zamordowana. Kto i dlaczego to zrobił?

Moryń to niewielkie miasto leżące na południe od Szczecina. Od lat mieszkają tam państwo Narkiewiczowie. W środę, 16-ego lutego, ich córka wyszła rano do szkoły. Wtedy jeszcze nic nie zwiastowało dramatu, który wkrótce miał się wydarzyć.

- Wróciła ze szkoły, trochę pomogła w domu, poszła po drzewo. Przyniosła je i powiedziała: „Mamuś idę się przejść z Anią”. Wróciła i wieczorem jeszcze wyszły z Kingą i psem na dwór. Kiedy Kinga wróciła, zapytałam, gdzie jest Malwina. Mówi: „Mamuś, ona zaraz przyjdzie, bo poszła na miasto”. Czekaliśmy godzinę, dwie, ale nie wracała – opowiada Ryta Narkiewicz.

Rodzice 16-latki podejrzewali, że ich córka pojechała do chłopaka.

- Zadzwoniłam, ale jego mama powiedziała, że jej nie ma, nie przyjechała – dodaje pani Ryta.

Jak przyznaje wychowawczyni ze szkoły, w której uczyła się Malwina, nastolatce wcześniej zdarzały się ucieczki.

- Była zakochana, miała 16 lat, każda nastolatka ma prawo do zakochania w tym wieku. Nie wiem, czy jej rodzice zabraniali spotykania się z tym chłopcem, ale ona uciekała do chłopaka. Była jednak wtedy w stałym kontakcie telefonicznym – opowiada. I dodaje: - Jak to się zaczęło pojawiać, Malwina natychmiast została objęta doraźną pomocą psychologiczną, pedagogiczną. Odbywało się wiele rozmów, że tak nie wolno postępować i sytuacja uległa poprawie. Zrozumiała, że źle robi.

- Zawsze jak szła na spacer, to mówiła, że idzie się przejść. I po godzinie, półtorej wracała – mówi Iga Narkiewicz, siostra Malwiny.

Poszukiwania

Rodzina nie zgłosiła policji zaginięcia. Poszukiwania dziewczyny prowadziła na własną rękę.

- Obdzwaniałam jej znajomych, pisałam. Rodzice dzwonili do swoich znajomych pytać, czy ją widzieli – tłumaczy siostra Malwiny.

- Myślałem, że może pojechała z chłopakiem, z którym SMS-owała. Pomyślałem, że wyszaleje się i wróci. Stwierdziłem, pal licho, że będzie w ciąży, ale żeby przyjechała. Ale niestety tak się nie stało – ubolewa Paweł Narkiwicz, ojciec Malwiny.

- Dla mnie niepokojący był fakt, że nagle ona nigdzie nie była dostępna. To są dzieci, które lubią się chwalić. Im wiele rzeczy, które nam nie imponują, imponuje. I one wtedy bardzo lubią ze sobą rozmawiać i się wychwalać. A Malwinka, tak jakby zaginęła. Nie kontaktowała się z nikim ze środowiska szkolnego. Bardzo mnie to przeraziło – przyznaje wychowawczyni 16-latki.

Tragedia

Dopiero po kilku dniach bezskutecznych poszukiwań, rodzice - za namową nauczycieli - powiadomili policję o zniknięciu córki. Mimo to, dziewczyny nie udało się odnaleźć. Przełom w poszukiwaniach Malwiny nastąpił po miesiącu od jej zaginięcia: 18 marca jeden z mieszkańców Morynia, podczas spaceru nad jeziorem, natknął się na zwłoki dziewczyny.

- Zauważyłem but i to mnie zaciekawiło. Rozejrzałem się i zobaczyłem coś jak worek. Z boku było widać kawałek gołego ciała. Wydawało mi się, że to ciało było z raną na boku. Wtedy nie miałem wątpliwości, że to człowiek. Ale nie widziałem głowy, rąk. Widziałem tylko bok tułowia, z barkiem, bo głowa i ręce były pod wodą i nogi tak samo – opowiada pan Krzysztof.

Natychmiast po potwierdzeniu tożsamości ofiary policja zatrzymała 19-letniego mężczyznę. Prokurator postawił mu zarzut zabójstwa, a sąd aresztował go tymczasowo na trzy miesiące. Na razie prokuratura nie ujawniła okoliczności śmierci nastolatki.

- Nie mówią zbyt dużo, co i jak, jakie okoliczności. Nie było do końca mówione, czy było tam więcej osób. Ale zatrzymanego znamy. Odradzałem jej znajomość z nim, nie odpowiadało mi to, żeby on się z nią spotykał – mówi ojciec Malwiny.

Mieszkańcy niewielkiego Morynia są wstrząśnięci tym, co się wydarzyło. Ci, których spotkaliśmy, znali zarówno ofiarę, jak i podejrzanego o zabójstwo chłopaka. Gdy próbowaliśmy pytać o niego – nie chcieli rozmawiać ze względu na stanowisko zajmowane przez jego ojca.