Uwaga!

odcinek 6713

Uwaga!

Pani Zofia ma 80 lat, żyje samotnie w małym, zimnym domku, bez toalety i dostępu do czystej wody. Kiedy dotarły do niej wolontariuszki, okazało się, że nie jadła od czterech dni. O dramatycznej sytuacji kobiety wiedzieli urzędnicy, zdaniem mieszkańców doskonale wiedział też proboszcz, któremu pani Zofia 20 lat sprzątała plebanię.

O skandalicznych warunkach, w których żyje 80-latka powiadomiły nas wolontariuszki fundacji, zajmującej się opieką nad zwierzętami.

- Jadąc z interwencji zobaczyłyśmy betonową budę i wychudzonego psa, który wyglądał jak szkielet. Nie miał wody, jedzenia, dodatkowo dużą ranę na pysku. Wyszła do nas właścicielka. Kobieta była bardzo chuda, brudna, z jej ręki lała się krew. Okazało się, że ta pani nie jadła od czterech dni i sama potrzebuje pilnej pomocy – opowiada Beata Porębska, wolontariuszka Fundacji Przyjaciele Konia Petrusa.

Pani Zofia nie sprząta i nie jest w stanie przygotowywać sobie posiłków. Problemem jest duży ból ręki, po niedawnym złamaniu.

- Nikt mnie nie odwiedza, mam siostrę w hospicjum, ale nie wiem nawet czy żyje – wyznaje Zofia Kaczmarczyk.

- To są bardzo ciężkie warunki. Przedtem dawała sobie radę sama, jeszcze dorabiała sobie, pracując u ludzi. Teraz trzeba już chodzić koło niej – mówi Władysław Synowski, sąsiad, który pomaga kobiecie.

Co robi MOPS i proboszcz?

Ośrodek pomocy społecznej wspiera 80-latkę dwa razy w roku, dostarczając jej węgiel. Losem kobiety, według sąsiadów nie przejmuje się także ksiądz proboszcz, któremu kobieta przez 20 lat oporządzała gospodarstwo i sprzątała plebanię.

- W nocy ksiądz zadzwonił, że ma zimno w domu. Ona pobiegła, napaliła mu w piecu i wróciła do siebie – mówi Synowski. I dodaje: - Krowy doiła, jajka zbierała. Jak wzięła sobie kilka dla siebie, to uszy jej powykręcał.

- Nic jej nie płacił, a jeszcze ona mu pieniądze dawała – dodaje Jerzy Mierzwa, drugi sąsiad 80-latki.

Z relacji mieszkańców wynika, że pani Zofia miała bardzo ciężkie życie.

- I z teściową, i z mężem. Ileż razy on ją bił, kopał przy tych dzieciach. Brała je, uciekała, spała z nimi w polu kukurydzy. Potem syn dorósł, zaczął pić i torturować ją – opowiada Mierzwa.

„Nie jest ubezwłasnowolniona”

O tym, że pani Zofia wegetuje od stycznia w fatalnych warunkach wolontariuszki alarmowały także MOPS. Urzędnicy tłumaczą, że pani Zofia odmówiła pomocy, a emerytura powyżej tysiąca złotych pozwala zaspakajać jej swoje potrzeby.

- Zdecydowałam, że pani Zosia będzie miała opiekunkę. Ona nie jest ubezwłasnowolniona, nie mogliśmy narzucać jej niczego, jeśli ona nie widziała takiej potrzeby – tłumaczy Małgorzata Gołębiowska, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Proszowicach.

Wszyscy chcący pomóc Pani Zofii mogą kontaktować się z wolontariuszką Fundacji Przyjaciele konia Petrusa, która poinformowała nas o sprawie. Prosimy o kontakt na adres: porebska_beata@o2.pl