Uwaga!

odcinek 6639

Uwaga!

Wracamy do wstrząsającej sprawy dotyczącej jednego z punktów przedszkolnych działających pod Łodzią. Sąd prowadził postępowanie w celu ustalenia, czy nastoletni syn dyrektorki placówki molestował dzieci. Jak to możliwe, że przy tego rodzaju zarzutach przedszkole wciąż działa?

Nastolatek, którego matka jest dyrektorką placówki, miał mieć swobodny dostęp do pomieszczeń przedszkola. Według części rodziców i ustaleń prywatnego detektywa, chłopak zabierał dzieci do położonej obok przedszkola części mieszkalnej.

Molestowanie w przedszkolu?

- Brał je na górę, oglądali filmy pornograficzne, a później odwzorowywali to u niego w łóżku, bądź w sypialni rodziców - opowiada matka jednego z dzieci.

- Syn powiedział mi: „Tato, ale nie będziesz krzyczał? … mnie rozbierał”. To nastoletni syn pani dyrektor. Pokazał mu… - dodaje jeden z ojców.

RODZICE TWIERDZĄ, ŻE ICH DZIECI BYŁY GWAŁCONE W PRZEDSZKOLU. SZOKUJĄCE RELACJE [CZĘŚĆ 1] >>>

TWIERDZĄ, ŻE ICH DZIECI BYŁY KRZYWDZONE W PRZEDSZKOLU. „OPRAWCA WYSZEDŁ NA WOLNOŚĆ” [CZĘŚĆ 2] >>>

Po emisji naszego reportażu, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej wystąpiła dyrektorka placówki i jej syn. Towarzyszył im detektyw Krzysztof Rutkowski oraz rodzice, którzy wciąż posyłali swoje dzieci do przedszkola.

- Mój syn nie zrobił nikomu nigdy krzywdy - zapewniała dyrektorka.

Zobacz poprzedni reportaż Uwagi! >>>

Zarzuty

Prokuratura Okręgowa w Sieradzu postawiła właścicielce i jednocześnie dyrektorce placówki zarzut narażenia na niebezpieczeństwo dzieci, które przebywały w prowadzonym przez nią punkcie przedszkolnym.

Kobieta jest również podejrzana o nieprawidłowości w wydatkowaniu funduszy unijnych, które otrzymała w związku z prowadzeniem przedszkola. Chodzi o ponad 130 tysięcy złotych.

Z kolei w sądzie rodzinnym dla nieletnich od ponad roku toczy się proces przeciwko synowi dyrektorki przedszkola.

O jego winie przekonani są rodzice chłopca, od którego zaczęła się cała sprawa.

- Nasz syn chodzi na terapię i stara się o całej sytuacji zapomnieć, nie chce do tego wracać - opowiada ojciec chłopca.

- Niestety, ostatnio byliśmy zmuszeni wrócić do tematu, bo nasze dziecko znowu było przesłuchiwane. W naszym odczuciu syn był bardzo wiarygodny. Mówił, że ten nastolatek wkładał mu siusiaka do … - mówi matka dziecka.

- Mówił, że go szantażował, przekupywał żołnierzykami, chipsami, obiecywał mu różne rzeczy. My wiemy i sprawca wie, że on to zrobił - dodaje ojciec.

Opinia biegłych

W sprawie syna dyrektorki przedszkola wydana została opinia podpisana przez trzech lekarzy psychiatrów, którzy badali nastolatka na zlecenie sądu rodzinnego. Z uwagi na obowiązujące przepisy prawa nie możemy ujawnić ani jej treści, ani konkluzji, do jakiej doszli biegli sądowi.

- Do czasu zakończenia postępowania nie możemy ferować wyroków, natomiast materiał dowodowy zmierza w kierunku potwierdzenia hipotezy, że w tym przedszkolu dochodziło do aktów seksualnych z udziałem osób nieletnich - mówi mec. Jarosław Szkudlarek, pełnomocnik rodziców dzieci, które miały zostać pokrzywdzone.

- Nie wierzę, żeby zarówno matka, jak i inni opiekunowie nie wiedzieli o tego typu preferencjach - dodaje mecenas Szkudlarek.

Przedszkole wciąż działa

Patryk P., syn dyrektorki przedszkola, ma sądowy zakaz wstępu do domu rodzinnego, w którym znajduje się punkt przedszkolny. Ma przebywać pod opieką ojca swojego ojczyma i objęty jest dozorem  kuratora.

Tymczasem rodzice chłopca, który miał zostać skrzywdzony, są zbulwersowani tym, że przedszkole wciąż działa.

- Cały czas widzimy rodziców, którzy odwożą tam swoje dzieci. Punkt przedszkolny dalej pracuje. Naszym zdaniem to znak, że prawo w naszym kraju po prostu nie działa - mówią rodzice.

- Prokurator skierował wniosek do wójta o wykreślenie z ewidencji placówek oświatowych tegoż niepublicznego  punktu przedszkolnego. Zdaniem prokuratora, już na etapie wpisywania go tam, nastąpiły nieprawidłowości i wpisu nie należało dokonywać - tłumaczy prok. Jolanta Szkilnik z Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.

- Wójt swoją decyzją wskazał, że nie dokona wykreślenia tego punktu przedszkolnego z ewidencji, z czym z kolei nie zgodził się prokurator. Naszym zdaniem, nie ma podstaw do przyjęcia, że zostały spełnione wymogi i warunki do tego, by ten niepubliczny punkt przedszkolny prawidłowo funkcjonował - dodaje prokurator Szkilnik.

Organem, do którego należy się w takim przypadku odwołać, jest kuratorium oświaty.

Wójt nie zamknął przedszkola

Dlaczego wójt odmówił wykreślenia placówki na wniosek prokuratury? Zupełnie inne stanowisko deklarował prawie rok temu w rozmowie z naszą reporterką.

- Gdyby było takie prawo, to najprawdopodobniej zamknąłbym to przedszkole - mówił wójt w styczniu 2021 roku.

O sprawę ponownie spytaliśmy wójta na początku grudnia 2021 roku.

- To jest już temat zakończony. Ten punkt przedszkolny działa, ja wydałem odmowną decyzję jeśli chodzi o wykreślenie z rejestru. Prokuratura się od tego odwołała, a kuratorium utrzymało decyzję wójta gminy. I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie - oświadczył wójt.

Kuratorium: Przedszkole zgodnie z przepisami

Dlaczego kurator oświaty utrzymał decyzję wójta o odmowie wykreślenia punktu przedszkolnego z właściwego rejestru? O spotkanie przed kamerą w tej sprawie prosiliśmy rzeczniczkę kuratorium, ale po naszych mailach przestała odbierać telefon.

Ostatecznie nikt z przedstawicieli Kuratorium Oświaty w Łodzi nie porozmawiał z nami przed kamerą. W przesłanym potem mailu rzeczniczka poinformowała, że kuratorium, rozpatrując odwołanie prokuratora, utrzymało w mocy decyzję wójta, bowiem ich zdaniem odpowiadała ona przepisom prawa oświatowego.

Interwencję w tej sprawie zapowiedział jednak minister w Kancelarii Premiera Michał Wójcik.

- Zwrócę się do Prokuratury Krajowej i dowiem się, co dokładnie się w tej sprawie działo oraz jakie były kolejne czynności prokuratora. Na tej podstawie będą mógł wyrobić sobie jakąś opinię - powiedział minister Wójcik.

Wyrok dla nastoletniego Patryka P.

Tymczasem Sąd Rejonowy w Łasku wydał wyrok w sprawie dotyczącej syna dyrektorki przedszkola.

Nastolatek uznany został winnym doprowadzenia do innych czynności seksualnych dwóch małoletnich chłopców, którzy byli pod opieką placówki prowadzonej przez matkę sprawcy. Sąd zdecydował o umieszczeniu nastolatka w placówce poprawczej, ale w zawieszeniu na dwa lata i zobowiązał go do poddania się terapii seksuologicznej. Wyrok ten nie jest prawomocny.

Rodzice jednego z pokrzywdzonych chłopców, wciąż boją się o swoje dziecko.

- Patrzymy na swoje dziecko z niepokojem. Widzimy, że zaczyna to wypierać. Boimy się, że nie przerobił jeszcze tych emocji. Nie wiemy, czy w przyszłości przed nimi ucieknie, czy się z nimi zmierzy. Patrzymy w przyszłość z niepokojem. Na razie żyjemy z dnia na dzień, ale cały czas mamy z tyłu głowy, że może wydarzyć się coś, co będzie konsekwencją tego, co go spotkało - mówią rodzice.