Uwaga!

odcinek 6023

Daniel Kania zmarł w samotności, po kilku dniach domowej kwarantanny. Nie został uwzględniony w statystykach, bo oficjalnie nie jest ofiarą koronawirusa. Rodzina i bliscy zmarłego mają żal do służb, że nie zareagowały odpowiednio szybko.

Kierowca

Pan Daniel był kierowcą. Poczuł się źle wracając z trasy.

- W czwartek zaczął narzekać na złe samopoczucie. Kaszlał, bolało go gardło i miał gorączkę. Kazałem mu kupić leki i pojechać do domu – opowiada szef pana Daniela.

- Zadzwonił z trasy, że źle się czuje i nie ma pewności, czy to zwykła grypa czy koronawirus. Powiedział, żebym wzięła córkę i pojechała do mamy. Tak zrobiłam – dodaje Ewelina Stępień, partnerka.

Powrót z zagranicy był powodem odesłania pana Daniela na przymusową, czternastodniową kwarantannę.

Mężczyzna był pod opieką sanepidu i ośrodka pomocy społecznej, który dostarczał mu jedzenie i leki. Pan Daniel chorował na cukrzycę i astmę. Poza opiekunką z MOPS-u, kontaktowali się z nim policjanci, którzy sprawdzali, czy jest w domu.

- Kiedy kontrolujemy osoby w kwarantannie, robimy to zdalnie. Dzwonimy do takiej osoby, prosimy żeby się pokazała w oknie. Robiliśmy tak codziennie, o różnych porach dnia, więc ten mężczyzna miał możliwość przekazania nam informacji, o swoim stanie zdrowia - twierdzi kom. Bogdan Kaleta z Komendy Powiatowej Policji w Głogowie.