Miał kilka tożsamości, często zmieniał miejsca zamieszkania. Konstruował urządzenia nasłuchowe, a nawet materiały wybuchowe. To metody działań Bogusława K., jednego z najbardziej zuchwałych polskich porywaczy.
Policjantom i prokuratorom z krakowskiego Centralnego Biura Śledczego Policji udało się rozpracować metody działania Bogusław K. Niektóre wyglądają, jak te z filmów akcji.
Bogusławowi K. przypisuje się porwanie, co najmniej trzech osób, w tym 10-letniego chłopca. Do uprowadzeń wykorzystywane były drewniane skrzynie. Mężczyzna przetrzymywał w nich swoje ofiary. Skrzynie ukrywał w zalesionych, trudno dostępnych częściach Krakowa. Tak było też w przypadku porwania 10-latka.
- Za każdym razem, jak porywacz szedł do skrzyni, chłopak myślał, że porywacz go zabije. Trudno sobie wyobrazić, co czuło to dziecko - mówi pracujący przy sprawie oficer policji.
Po uwolnieniu 10-latka, śledczy przez prawie rok namierzali jego oprawcę. Mężczyzna świetnie przygotował uprowadzenie. Długo pozostawał krok przed policją. W końcu udało się go zatrzymać na jednym z krakowskich osiedli.