Podczas porodu na sali nie było lekarza dyżurnego, z personelem kontaktował się telefonicznie. Dziecko przyszło na świat z niedotlenieniem, w przyszłości będzie niepełnosprawne. Zdruzgotani rodzice skierowali sprawę do prokuratury.
Pani Marta pojechała do szpitala zaraz po tym, jak odeszły jej wody.
- Obudziłam męża i o godz. 3.30 byłam już na miejscu. Przyszedł lekarz, zlecił badania m.in. KTG. Zapis był nieprawidłowy, lekarz spojrzał i kazał to obserwować. I tyle widziałam lekarza… - mówi Marta Długosz, matka Stasia.