Uwaga!

odcinek 5155

Uwaga!

Adaś Małko to pogodny, pełen dobroci, kochający chłopiec. 9-latek jest otoczony miłością przez rodzinę zastępczą, bo dla biologicznej matki był dzieckiem niechcianym. Adaś jest podopiecznym, Fundacji TVN "nie jesteś sam", bo miłość i poświęcenie to w tym przypadku za mało. Potrzebne są pieniądze na rehabilitacje, suplementy i turnusy, by chłopiec mógł kiedyś być samodzielny.

Adam to 9-letni niepełnosprawnym chłopcem z zespołem Downa. Ma problemy z koordynacją ruchową, utrzymywaniem równowagi, koncentracją i mową. Wszystko przez słabe napięcie mięśni, które odpowiadają za poszczególne procesy. Chłopiec jest podopiecznym Fundacji TVN "nie jesteś sam".

- Taki spokojny był, wyciszony. Ja już wiedziałam, że to jest mój syn - mówi o pierwszym spotkaniu z Adasiem Elżbieta Małko-Kołodziej, adopcyjna mama chłopca. Kobieta wcześniej miała córkę, Izę, którą wychowywała ją samotnie. Mąż zostawił ją przez to, że dziewczynka urodziła się z zespołem Downa. Iza rok po urodzeniu zmarła na sepsę.

- Nagle pojawiła się pustka, tylko swoje cztery ściany i leżenie w łóżku... Myśli, których do dzisiaj się wstydzę. Myśli samobójcze - wspomina trudne chwile po śmierci córki pani Elżbieta. Przyznaje, że innej drogi wtedy nie widziała.

Dwa lata po tym, odeszła Iza, w życiu pani Elżbiety pojawił się właśnie Adaś. Chłopca mogłoby nie być, bo biologiczna matka chciała poddać się aborcji. Pani Elżbieta odnalazła kobietę na forum internetowym dla mam dzieci z zespołem Downa i poprosiła ją, by ta donosiła ciążę.

- Postanowiłam się odezwać i powiedzieć, żeby nie robiła tego najgorszego kroku, żeby nie usuwała, żeby dała szansę dziecku i sobie - wspomina pani Elżbieta. - Powiedziałam jej, że jeżeli urodzi, to ja się tym dzieckiem zaopiekuję. Mama nie zmieniła swojego zdania, pozostawiła Adasia w szpitalu. Zdecydowano, że Adaś może tworzyć ze mną rodzinę - opowiada.

- Mając Izę, nauczyłam się wiele o niepełnosprawności, poznałam techniki rehabilitacji, wiedziałam, gdzie są jakie szpitale, przychodnie. Nie chciałam, żeby to przepadło - mówi kobieta. Jak dodaje, miała już wtedy świadomość, że niepełnosprawność to nie jest koniec świata, ale "zadanie, z którym trzeba się zmierzyć". - To chciałam wykorzystać dalej w swoim życiu. Skoro już mam to życie niechciane na tamten moment, to żeby nadać temu życiu sens i powiązać je z tym, co było dla mnie najważniejsze, czyli z Izabelą - mówi pani Elżbieta.