Mobilni mechanicy

sezon 5 odcinek 4

Mobilni mechanicy 5

W Gorzkowie nieopodal Bochni Adam i Tomek zmierzą się z naprawą uszkodzonej przyczepy. Sytuację komplikuje fakt, że obecnie jest ona wykorzystywana do transportowania łódki. Mechanicy już na etapie wyboru podnośników będą mieli dylemat: jeśli łódka warta 250 tys. złotych niekontrolowanie spadnie z przyczepy, to straty mogą być ogromne. W trakcie ekspertyzy okaże się, że części uszkodzonego pojazdu latami nie były wymieniane. Kontakt z wodą oraz wypłukiwanie się smaru doprowadziło do zniszczenia wielu wewnętrznych elementów. Kiedy będzie się wydawać, że awaria została naprawiona, a kryzys zażegnany, mechanicy dostrzegą kolejną usterkę.

Tym razem Piotrek otrzyma wezwanie do uszkodzonej Skody Fabii. Kierująca zgłasza, że w samochodzie głośno hałasuje silnik. Piotrek będzie zmuszony do samodzielnego rozebrania pojazd i diagnozy usterkę. Szczęście nie będzie mu sprzyjać: elementy, które musi rozkręcić, zostały zbyt mocno dokręcone podczas poprzednich napraw. Ich demontaż jest utrudniony, a śruby grożą obrobieniem. Okaże się, że użycie siły to kiepski pomysł: podczas demontażu Piotrek złamie klucz, a zapasowego akurat nie posiada.

W krakowskiej dzielnicy Prądnik Czerwony, Mirek i Szymon zajmą się naprawą Volvo C30. Kierująca zgłasza, że spod maski samochodu wydobywają się kłęby dymu. Wstępna diagnoza nie napawa optymizmem: zapieczone wtryskiwacze doprowadziły do tego, że pod silnikiem jest mokro. Próby usunięcia usterki będą szły opornie: w gwincie gniazd nawet po wyczyszczeniu pozostaje wypalony nagar. Pozostawienie zgromadzonego osadu szybko doprowadzi do ponownej nieszczelności. W takiej sytuacji dalsza jazda jest niemożliwa. Kierująca bardzo się spieszy, tymczasem mechanicy nie mają przy sobie narzędzi potrzebnych do całkowitego usunięcia usterki.