Jechali pijani, zginęła piesza. Kierowca i pasażerka-pielęgniarka zamiast udzielić pomocy uciekli
37-letnia Anita zginęła pod kołami rozpędzonego bmw. Samochodem kierował pijany 26-latek, obok siedziała, również pijana 26-latka. Para nie udzieliła pomocy i uciekła z miejsca wypadku. Pasażerka z zawodu pielęgniarka została skazana na 3 tys. grzywny.
Do tragedii doszło 1 stycznia tego roku. 37-latka i jej partner poruszali się chodnikiem, kiedy w kobietę wjechało rozpędzone bmw.
Partner Anity natychmiast wezwał pogotowie. Tymczasem sprawca wypadku, Daniel Z., odjechał wraz z pasażerką, nie udzielając pomocy rannej kobiecie. Zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu. Nie ujawniamy materiałów ze względu na ich drastyczność.
- W pewnym momencie poczułam, jak samochód wpadł w poślizg. Widziałam uderzenie, że uderzyliśmy człowieka – mówiła w sądzie partnerka kierowcy.
- Oni po prostu zabili mi dziecko i odjechali. Myśleli, że im się upiecze. Ich pierwszy telefon nie był na policję, nie był na pogotowie, tylko do kolegi, żeby się schować – podkreśla Donata Idziorek, matka zmarłej Anity.
- Partner córki sam próbował ją reanimować. Będę mu zawsze za to wdzięczna, za to, że był przy niej i nie umierała sama – dodaje pani Donata.
Tuż po godzinie 4 nad ranem, medycy pogotowia podjęli próbę ratowania ofiary wypadku. Czynności reanimacyjne kontynuowano w szpitalu. Niestety kobiety nie udało się uratować. Godzinę po wypadku stwierdzono zgon 37-latki.
Kierowca i pasażerka mieli około 2 promile
Jeszcze tej samej nocy policja ujęła sprawcę wypadku. Okazał się nim 26-latek, który wraz ze swoją partnerką, z zawodu pielęgniarką, wracał autem z zabawy sylwestrowej. Para była upojona alkoholem.
- Jak można nie stracić panowania nad kierownicą jadąc 100 km/h i mając 2 promile alkoholu – oburza się pani Donata.
- W momencie zatrzymania stężenie alkoholu u kierowcy wynosiło ponad 2 promile, a w przypadku pasażerki 1,8 – precyzuje Maciej Meler z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
- Oni sami świadomie wsiedli do auta. Mieli do wyboru taksówkę – podkreśla matka zmarłej 37-latki.
Pielęgniarka nie udzieliła pomocy
Prokuratura oskarżyła kierującego pojazd o spowodowanie śmiertelnego wypadku, prowadzenie auta w stanie nietrzeźwości, a także nieudzielenie pomocy poszkodowanej i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Mężczyznę zatrzymano. Z kolei pasażerce zarzucono nieudzielenie pomocy.
- Analizowałam tę sytuację w kółko i nie miałam możliwości zrobić nic, dlatego nie przyznaję się do zarzucanego czynu – stwierdziła w sądzie pasażerka.
- Nie rozumiem, jak można tak postąpić, nie rozumiem, jak można zrobić komuś krzywdę i nawet nie zobaczyć czy ta osoba potrzebuje pomocy – dziwi się pani Anna, przyjaciółka zmarłej Anity.
- Oskarżona posiada wykształcenie wyższe i zawód pielęgniarki. Takie osoby są przygotowywane do tego, jak udzielić pomocy. Samo tłumaczenie, że ktoś jest w szoku bądź też znajduje się pod wpływem alkoholu, nie uzasadnia takiego, a nie innego zachowania obu oskarżonych, jakim była ucieczka z miejsca zdarzenia – mówi adwokat Michał Trzecki, pełnomocnik rodziny zmarłej Anity.
- Gdybym miała wsiąść z pijanym mężem do samochodu, to zabrałabym kluczyki i nie pozwoliła mu jechać. A ona wsiadła razem z nim. Nikt jej do tego nie zmusił. Wszystko jest na monitoringu – podkreśla pani Donata.
Wyrok ws. wypadku
Sąd Rejonowy w Ostrowie Wielkopolskim skazał sprawcę wypadku, Daniela Z., na 15 lat pozbawienia wolności. Toczący się proces przyniósł także zaskakujące decyzje, gdyż sąd, orzekając w sprawie, zmienił kwalifikację czynu nieudzielenia pomocy ofierze wypadku przez kierowcę oraz pasażerkę - na wykroczenie. Za ten czyn Daniel Z. otrzymał 30 dni aresztu, z kolei kobieta - 3 tysiące złotych grzywny. Kluczowa w sprawie stała się opinia biegłego, który przyjął, że ofiara wypadku poniosła śmierć na miejscu.
- Prokurator zaskarżył powyższe orzeczenie i wniósł o zasądzenie kary wyższej niż 15 lat – mówi Maciej Meler z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. I dodaje: - Przepis dotyczący nieudzielenia pomocy nie zakłada kwestii związanych z tym, że pomoc musi być skuteczna. Rolą osób uczestniczących w wypadku jest podjęcie wszelkich działań, żeby ograniczyć negatywne skutki. Te osoby takich działań nie podjęły.
- Oboje, zarówno pani, jak i pan oskarżony przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów, czyli przyznali się do popełnienia przestępstwa nieudzielenia pomocy. Natomiast jeżeli chodzi o samą panią oskarżoną, to pani oskarżona zmieniła swoje stanowisko po wniesieniu aktu oskarżenia i nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej przestępstwa. Orzeczenie, w mojej ocenie, zaskoczyło wszystkie zainteresowane strony tego postępowania – mówi adwokat Michał Trzecki.
- Według relacji przedstawionej przez partnera zmarłej, w momencie, kiedy kontaktował się z numerem alarmowym pani Anita jeszcze oddychała – zaznacza adwokat Michał Trzecki.
- Na miejsce przyjechała karetka pogotowia i obecni w niej ratownicy medyczni podjęli czynności resuscytacyjne. Takich czynności nie podejmuje się po stwierdzeniu zgonu – dodaje prawnik.
Rodzina oraz przyjaciele zmarłej kobiety nie mogą pogodzić się z tak łagodnym orzeczeniem sądu. Są zbulwersowani zasądzoną karą grzywny. Tym bardziej że tuż po wypadku pasażerka bmw próbowała dodzwonić się do znajomego, aby ten pozwolił na swojej posesji ukryć auto.
- Doskonale wiedzieli, co robią. Wyrok jest nieadekwatny do tego, co zrobili – podkreśla pani Donata. I dodaje: - Ból matki zrozumie tylko matka, która straciła dziecko.
- Powinniśmy skupić się na karach, które ponoszą ludzie wsiadający za kierownicę po alkoholu. Bo jeśli to nie zmieni się od tego najwyższego szczebla, czyli od właśnie wyroków, to jest to uderzanie głową w mur – ocenia pani Aleksandra, kuzynka pani Anity.
- Chcielibyśmy, aby wszyscy zapamiętali śmierć Anity na przekór takim sytuacjom. Żeby znalazł się ktoś, kto w takiej sytuacji zabierze klucze, ktoś, kto powie nie, ktoś kto powie: "Nie wsiadaj". I dzięki temu może ktoś inny, ktoś następny, nie straci życia – mówi pani Anna, przyjaciółka zmarłej Anity.