Pięciomiesięczny chłopiec ze złamaną ręką i nogą. Wcześniej matka chciała oddać synka koleżance
Złamane rączka i nóżka u zaledwie pięciomiesięcznego chłopca. Jego matce przedstawiono zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Okazuje się, że już po narodzinach dziecka pracownicy szpitala informowali sąd rodzinny o niepokojących zachowaniach matki.
Pod koniec sierpnia na numer alarmowy 112 zadzwoniła roztrzęsiona kobieta. Zgłosiła, że podczas rozmowy na komunikatorze internetowym jej znajoma przyznała się do skrzywdzenia swojego pięciomiesięcznego synka.
Niemowlę z połamanymi kończynami
Policjanci odnaleźli kobietę z niemowlęciem w jednym z łódzkich szpitali. Matka chłopca tłumaczyła, że do złamania rączki i nóżki dziecka doszło w wyniku zaplątania w szczebelki łóżka. W taką wersję zdarzeń nie uwierzyli lekarze. Kobieta została zatrzymana, a chłopczyk trafił na oddział w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
- Niestety to klasyczne obrażenia, które obserwujemy u dzieci maltretowanych – ocenia prof. Krzysztof Zeman, lekarz naczelny ds. pediatrii w CZMP w Łodzi.
- Są duże wątpliwości, czy to była jednorazowa sytuacja, czy też wcześniej nie dochodziło do pewnych uszkodzeń ciała. Jesteśmy po dosyć dokładnych badaniach. Czekamy na wyniki – dodaje prof. Krzysztof Zeman.
Roztrzęsiona kobieta, która poinformowała służby o skrzywdzeniu niemowlęcia, to dawna znajoma matki chłopca. Właśnie po jego narodzinach kobiety odnowiły ze sobą kontakt.
- Wysyłała zdjęcia, mówiła, że mały rośnie, że wszystko z nim w porządku, że chodzi z nim na rehabilitację. Ale nie mówiła, że coś się dzieje – mówi nasza rozmówczyni.
Niespodziewanie kobieta opowiedziała koleżance o pobiciu synka.
- Zaczęła mówić z płaczem, że zrobiła coś bardzo złego. Powiedziała, że mały ma złamaną rączkę i nóżkę. I że ma siniaki. Stwierdziła, że złamała mu rączkę i nóżkę, jak go ubierała. A siniaki zrobiła mu w nerwach. Powiedziałam, żeby wzięła małego i pojechała do szpitala. Na co powiedziała, że zadzwoni po Piotrka, swojego partnera i pojadą. Rozmowa zakończyła się, a dalej rozmawialiśmy przez głosówki – opowiada nasza rozmówczyni.
„Piotrek powiedział, żeby powiedzieć, że poturbował się w łóżeczku. Jest mi z tym ciężko. Nie wiem, czy ja będę umiała żyć dalej, że go w ten sposób potraktowałam. Nie mam pojęcia, co mi odbiło, bo nigdy tak się nie zachowywałam. Nigdy nie podniosłam na niego ręki”, słychać na jednym z nagrań.
Po zatrzymaniu kobiety, policjanci wylegitymowali jej partnera, który jest też ojcem dziecka. Okazało się, że mężczyzna był poszukiwany listem gończym, celem doprowadzenia do zakładu karnego. Wcześniej był prawomocnie skazany za kradzieże.
Zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem
Prokuratura przedstawiła kobiecie zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi jej do 10 lat więzienia. Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie w stosunku do niej aresztu na trzy miesiące i kobieta wróciła do domu. Sąd uznał, że wystarczający będzie dozór policji.
Okazuje się, że zanim doszło do tragedii rodzice chłopczyka mieli ograniczone prawa rodzicielskie. Chłopczyk pierwsze trzy miesiące życia spędził w szpitalu, którego pracownicy zaobserwowali niepokojące ich zdaniem zachowania matki. Zawiadomili sąd rodzinny, że mają wątpliwości co do zdolności kobiety do opieki nad dzieckiem. Sąd ustanowił kuratora i zobowiązał rodziców chłopca do współpracy z asystentem rodziny.
- Odbyły się dwie domowe wizyty asystenta – mówi Piotr Kowalski, dyrektor MOPS w Łodzi. I dodaje: - Rozmawiałem i z asystentem, i z pracowniczką socjalną. Asystent powiedział, gdyby wszyscy byli otwarci na współpracę, tak jak ta pani, to praca asystentów rodziny byłaby prostsza.
- Nie pojawił się jakikolwiek sygnał, że może być coś nie tak – zaznacza Piotr Kowalski.
Matka chciała oddać dziecko koleżance?
Pracownicy socjalni nie zauważyli niczego niepokojącego. Natomiast koleżanka matki dziecka opowiada nam o szokującej sytuacji, do której miało dojść zaledwie na 2 dni przed pobiciem chłopczyka. Obie kobiety razem pracowały jako sprzątaczki.
- Zawsze była w jakiś nerwach. Zapytałam: „Co z tobą?”. A ona mówi: „Denerwuję się Piotrkiem”. Powiedziała, że Piotrek pije i ćpa. Jak się dziecko urodziło, chciała mi je zostawić. Powiedziała, że ona sobie z nim nie da rady. Powiedziała, żebym wychowała jej dziecko. Byłam zaskoczona. Powiedziała to tuż przed tragedią – mówi nasza rozmówczyni.
Skoro kobieta nie radziła sobie z opieką nad dzieckiem, dlaczego nie poinformowała o tym kuratora lub pracowników socjalnych? Próbowaliśmy porozmawiać z kobietą, odmówiła, stwierdziła, że rozmawiamy z niewłaściwą osobą.
Prokuratura zapowiada, że przed sądem drugiej instancji będzie domagać się aresztowania kobiety.
- Prokurator zawnioskował o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Przede wszystkim powołaliśmy się na obawy przed wymierzeniem surowej kary. Taka osoba może się ukrywać przed organami ścigania – mówi Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
- Powołaliśmy się też na uzasadnioną obawę matactwa. Podejrzana zadzwoniła do kobiety, która zgłosiła sprawę i zmieniała wersję zdarzeń, a później wprost zaczęła ją pytać w agresywny sposób, dlaczego zawiadomiła policję – dodaje prokurator Paweł Jasiak.
Prokuratura ustala wszystkie okoliczności sprawy znęcania się nad pięciomiesięcznym niemowlęciem.
- Sąd zdecydował o umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej. Mam nadzieję, że szybko taka rodzina się znajdzie. Więc jeżeli ktoś na przykład teraz nas ogląda i poczuje, że chciałby zostać rodziną zastępczą, to zachęcamy oczywiście do kontaktu z Centrum Administracyjnym Pieczy Zastępczej. Jest też profil na Facebooku „Rodzina jest dla dzieci” – mówi Piotr Kowalski.
- To dziecko jest malutkie, więc jeszcze tak bardzo nie okazuje swojej radości. Natomiast ma niesamowite oczy, przypatruje się każdemu bardzo dokładnie. Już bardzo polubił te kontakty, które nasi lekarze, pielęgniarki mają z nim prawie cały dzień. I bardzo protestuje, jak się od niego odchodzi – mówi prof. Krzysztof Zeman.