Zabójstwo 16-letniej Mai z Mławy. Biegli odzyskali nagranie pokazujące przebieg zbrodni
- Niejeden horror nie odbiega od standardów tego zabójstwa – mówi pełnomocnik rodziny zmarłej 16-letniej Mai. 17-letniemu Bartoszowi G. grozi 30 lat więzienia.
Zabójstwo 16-letniej Mai z Mławy to jedna z najbardziej wstrząsających zbrodni ostatnich lat. Dziewczyna zaginęła w kwietniu zeszłego roku po spotkaniu z 17-letnim Bartkiem w warsztacie należącym do jego rodziny. Po tygodniu poszukiwań zmasakrowane ciało znaleziono w krzakach.
Wstrząsające nagrania z monitoringu. Co na nich widać?
Kiedy po znalezieniu ciała policja zabezpieczyła nagrania z monitoringu w warsztacie, gdzie Bartek spotkał się z Mają, okazało się, że nagrania z kamer przed budynkiem zostały skasowane. Biegłym udało się je jednak odzyskać i okazało się, że to właśnie na nich został utrwalony przebieg zbrodni.
- Nagrań nie widziałem, bo mój mecenas powiedział, że dopóki będzie mógł, to będzie mnie bronił przed nimi. To jest tak drastyczne, że jest nie do obejrzenia – mówi Jarosław Kowalski, ojciec Mai.
Prześledźmy ostatnie godziny życia Mai. Dziewczyna wróciła do rodzinnej Mławy po kilku latach spędzonych w Olsztynie i postanowiła spotkać się z Bartkiem, który w czasach szkolnych był jej bliskim kolegą.
- Powiedziała, że jak Bartek ją wkurzy, to do domu wróci za 5 minut, a jeśli nie, to wróci za pół godziny – opowiadała w rozmowie z Uwagą! pani Milena, kuzynka Mai.
- Chyba około 19:53 Maja napisała do koleżanki wiadomość o treści: „Szybko”. Koleżanka po 20 próbowała się dodzwonić, ale już nie mogła – mówiła pani Eliza, kuzynka Mai.
O tym, co zarejestrowały kamery wewnątrz zakładu, gdzie doszło do spotkania, opowiadała nam – po zatrzymaniu Bartosza G. – jego matka.
- Widać, jak ona wędruje na czworaka, na korytarzu, naga. A mój syn szedł obok. Oni szli w kierunku schodów, gdzie się wychodzi z zakładu.
Co się stało na tych schodach, nie wiem. Mogła po prostu spaść z tych schodów, a że była na czworaka, to poleciała przodem po tych schodach. Ja tego nie wiem, bo tam z kolei kamery nie ma – stwierdziła kobieta.
Udało nam się dotrzeć do kluczowych dla śledztwa, wstrząsających nagrań z monitoringu. Kamera na zewnątrz nie obejmuje schodów, o których mówiła matka Bartosza G., ale nagrywa, co dzieje się na podwórku. To ona utrwaliła przebieg zbrodni.
- Na nagraniu widać, że Bartek ciągnie za włosy Maję po ziemi, od strony domu w głąb podwórka. Chłopiec ma na sobie tylko majtki, Maja jest naga, ręce ma związane
plastikowymi opaskami i wygląda na kompletnie bezwładną. Potem Bartek wychodzi z kadru i wraca z kijem, którym zaczyna okładać głowę Mai - opowiada reporter Uwagi! Tomasz Patora.
Dziewczyna przytomnieje i próbuje zasłaniać się przed ciosami, bezskutecznie. W końcu napastnik zamienia kij na łopatę. Maja nie ma już żadnych szans na obronę.
- Motywu tak naprawdę nie poznaliśmy, ponieważ podejrzany skorzystał ze swojego prawa. Jedyne, co, to zawarł krótkie oświadczenie, że jest mu przykro, że taka sytuacja ma miejsce – mówi Bartosz Maliszewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku.
- Być może był to zawód miłosny, być może to była jakaś sytuacja, którą zobaczyła Maja, której nie powinna zobaczyć. Być może dowiedziała się o czymś, co niekoniecznie miała wiedzieć – przypuszcza mec. Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Mai.
- Moim zdaniem on jest złym człowiekiem. Młody, zły, zdemoralizowany do szpiku kości. Miał już kuratora. Nie ponosił konsekwencji, a był broniony przez matkę – mówi ojciec Mai.
Bartosz G., jak gdyby nigdy nic, pojechał na wycieczkę do Grecji
Kilka dni po zabójstwie, przed znalezieniem ciała Mai, nieniepokojony przez policję Bartek wyjechał do Grecji ze swoją klasą w ramach szkolnej wymiany. Tam został zatrzymany i dopiero pół roku później, w wyniku ekstradycji, trafił do płockiego aresztu, w którym do dziś czeka na proces.
Co biegli mówią na temat stanu psychicznego Bartosza G.?
- Podejrzany był wnikliwie badany. Przeprowadzona była obserwacja sądowo-psychiatryczna. Biegli nie mieli żadnych wątpliwości co do poczytalności podejrzanego – mówi prokurator Bartosz Maliszewski.
Dotarliśmy do znajomych Bartosza G. z dawnych lat i ich rodziców.
- Kiedyś wychodziliśmy razem, ale nasz kontakt się urwał po tym, jak Bartek stał się bardzo agresywny wobec rówieśników - usłyszeliśmy.
- Bartek niejednokrotnie bił słabszych i młodszych kolegów. Dla mnie to był socjopata. Jego mama nie reagowała, nieważne, co zrobił, był jej oczkiem w głowie – mówi matka kolegów.
- W sądach rodzinnych prowadzone były różne postępowania przeciwko Bartoszowi G. Dochodziło do różnych przejawów agresji i przemocy względem rówieśników czy też zwierząt. Wiemy również o tym, że w szkole pisano na niego skargi. W niecenzuralny sposób odnosił się do swoich nauczycieli – mówi mec. Wojciech Kasprzyk.
- Ustalenia śledczych rzucają nowe światło na zachowanie Bartosza G. Już wcześniej informowaliśmy, że wraz z kolegami terroryzował rówieśników na ulicach Mławy, ale
teraz okazuje się, że pastwił się także nad kolegami w szkole i wykazywał skrajną agresję wobec nauczycieli. Do nauczycielki niemieckiego potrafił rzucić, cytuję: „Zamknij pysk ku*** i jedź do bu*** zarabiać” – przytacza reporter Uwagi! Tomasz Patora.
Po śmierci Mai i zatrzymaniu Bartosza G. jego mama przeprowadziła w mediach społecznościowych kampanię, w której broniła syna i jednocześnie oczerniała ofiarę zabójstwa oraz jej bliskich.
- To 8-10 tys. wpisów. Są to okropne rzeczy, wulgarne – mówi pełnomocnik rodziny Mai.
- Padały groźby pod kierunkiem moim i Jarosława Kowalskiego, że zapłacimy życiem, jeżeli jej synowi coś się stanie. To są realne groźby. I pod tym kątem toczy się postępowanie w Mławie, które toczy się w naszej ocenie bardzo ślamazarnie – dodaje mecenas Wojciech Kasprzyk.
Sąd, jeszcze nieprawomocnie, uznał, że matka Bartosza G. musi zapłacić 150 tys. zł ojcu zamordowanej dziewczynki i opublikować na swój koszt przeprosiny. Sąd w wyroku zabronił jej też publicznych wypowiedzi na temat zbrodni.
Co działo się na podwórku przed warsztatem?
Wróćmy jednak do kluczowego w sprawie zabójstwa nagrania monitoringu.
- Maja już nie żyła, ale Bartosz G. nie tracił zimnej krwi. Położył koło zwłok plastikowy kubeł na śmieci i próbował wsunąć do niego zwłoki. Potem kubeł z ciałem Mai postawił pionowo i gazowym palnikiem próbował spalić zwłoki. Pomiędzy tymi czynnościami, jak gdyby nigdy nic, głaskał pilnującego obejścia psa – przytacza reporter Uwagi! Tomasz Patora.
Czy Bartosz G. działał sam?
- Jest to czyn popełniony w formie jednosprawstwa, czyli jest jeden podejrzany w tej sprawie i teraz już oskarżony o tę zbrodnię – mówi prokurator Bartosz Maliszewski.
Kto w takim razie skasował nagrania z monitoringu?
- Takich szczegółów nie mogę ujawnić – ucina prokurator.
- Natomiast wiemy o tym, bo pani Katarzyna G. niejednokrotnie w telewizji mówiła i w różnych wywiadach, że to ona dostarczyła dysk twardy na policję. Więc ona była ostatnią osobą, która miała w rękach ten twardy dysk – mówi mecenas Wojciech Kasprzyk.
- To było brutalne, okrutne morderstwo, więc można sobie wyobrazić, jak to miejsce wyglądało. Trzeba to było perfekcyjnie posprzątać, trzeba było przetransportować ciało. Może odległość jest niedaleka, ale teren jest trudny, więc ja jako ojciec nie wierzę w to, że on to zrobił sam – podkreśla pan Jarosław.
Pojemnik z ciałem Mai znaleziono w zaroślach położonych kilkaset metrów od warsztatu, gdzie doszło do zbrodni.
Bartoszowi G. grozi 30 lat więzienia
Proces Bartosza G. rozpocznie się za kilka miesięcy. Rodzice Mai będą w nim uczestniczyć jako oskarżyciele posiłkowi.
- Wiem, że to będzie dla mnie trudne. Jestem pod opieką zespołu lekarzy i zaczynają już mnie przygotowywać na ten prawdopodobnie najgorszy okres w całej tej sprawie. Spojrzę Bartoszowi G. w oczy ze względu na moją córkę, bo będę walczył o sprawiedliwość dla niej – kwituje pan Jarosław.