Pomagał kobiecie z dzieckiem i omal nie stracił życia. Jak teraz czuje się Dominik?
17-letni Dominik pomógł przypadkowej kobiecie wyprowadzić wózek z pociągu. Gdy chciał wrócić do wagonu, został wciągnięty na tory. Długo trwała walka o życie nastolatka, dziś mógł już wrócić do szkoły.
To był zwykły dzień, 17-letni Dominik z mamą wracał pociągiem z zakupów w Radomiu. Na stacji Wola Bierwiecka chłopak pomagał kobiecie wyprowadzić wózek z dzieckiem. Nie wrócił już do wagonu, bo przycięły go drzwi, a nikt z obsługi tego nie zauważył. Pociąg ruszył i pociągnął go na tory.
Trudny czas dla Dominika i jego rodziny
- Widziałem tę panią pierwszy raz. Gdy zawołała o pomoc, nie mogłem odmówić. Pamiętam moment wystawiania wózka i moment przytrzaśnięcia drzwiami – wspomina Dominik.
- Małżonka zadzwoniła do mnie i powiedziała, że Dominik chyba nie żyje. Dla mnie to było jak koniec świata. Najtragiczniejsze chwile naszego życia – mówi pan Dariusz, ojciec Dominika.
Po dwóch miesiącach walki o życie Dominika wybudzono ze śpiączki. Chłopiec stracił dwie nogi, prawą dłoń i palce lewej. Stracił też głos. Ale najważniejsze - przeżył i niemalże od razu rozpoczął intensywną rehabilitację, by wzmocnić mięśnie. Z foniatrą pracował nad odzyskaniem głosu.
- Dominik codziennie wykonywał bloki ćwiczeniowe, czyli ćwiczenia oddechowe, fonacyjne i artykulacyjne. Można powiedzieć, z każdym tygodniem jego głos był coraz silniejszy, aż pewnego dnia wrócił, jeszcze nie taki, jaki był na początku, ale był dźwięczny – opowiada Danuta Matukiewicz, neurologopeda.
- Prawdziwy głos Dominika wrócił na początku tego tygodnia, kiedy pacjent sam stwierdził, że to jest jego głos sprzed wypadku – dodaje Danuta Matukiewicz.
Determinacja, by wrócić do szkoły od września, była bardzo duża, Dominik musiał nadrobić materiał, ale też nauczyć się na nowo pisać, bo wcześniej był praworęczny.
- Na ten moment piszę lewą ręką. Nadal jestem w trakcie nauki pisania, ale jest już coraz lepiej – cieszy się nastolatek.
- To, jak Dominik radzi sobie po wypadku, przeszło nasze najskromniejsze oczekiwania. Pokazał, jak silnym jest dzieckiem – mówi z dumą ojciec nastolatka.
Zarzuty dla kierownika pociągu
Kto jest winny? Dlaczego drzwi przytrzasnęły dłoń chłopca, a pociąg odjechał razem z nim? Śledztwo nadal trwa. Prokuratura postawiła zarzuty kierownikowi pociągu.
- Stanął on pod zarzutem spowodowania wypadku komunikacyjnego w ruchu kolejowym. Nienależycie obserwował sytuację na peronie w momencie, gdy pasażerowie wysiadali z pociągu. Nie nadał sygnału ostrzegawczego gwizdkiem. Zbyt wcześnie nadał maszyniście sygnał do odjazdu pociągu – wylicza Aneta Goźdź, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
- Podejrzany złożył wyjaśnienia przed prokuratorem. Przyznał się do tego czynu i wyraził skruchę – dodaje prokurator Aneta Goźdź.
Przed Dominikiem otworzyły się już możliwości związane z jego kolejową pasją. Był zapraszany przez fundację PKP, a po studiach ma zapowiedź, że będzie mógł pracować na kolei.
By chłopak mógł funkcjonować, potrzebna jest ciągła rehabilitacja, ale też bardzo drogie protezy ręki i nóg.
- Bez wsparcia, które otrzymaliśmy, bez pomocy ludzi dobrego serca nie byłoby stać nas na kosztowną rehabilitację. Zaprotezowanie syna to setki tysięcy złotych – mówi pan Dariusz.
Chcesz pomóc Dominikowi? Szczegóły znajdziesz TUTAJ>>>