W makabrycznym wypadku na krakowskim Podgórzu zginęło młode małżeństwo. Para osierociła 8-miesięcznego chłopca. – Mam rozerwane serce, nie wiem, czy to się kiedyś zagoi – mówi ojciec zmarłej kobiety.
W wypadku, do którego doszło w centrum Krakowa zginęło młode małżeństwo, Mateusz i Klaudia. Para szła chodnikiem, razem z ośmiomiesięcznym dzieckiem. Zmierzali do domu, aby nakarmić i położyć spać maleństwo. Nagle uderzyło w nich auto. Rodziców dziecka nie udało się uratować. Osierocony chłopiec walczył o życie w szpitalu.
- Z dzieckiem jest już trochę lepiej. Było na intensywnej terapii, ale już dochodzi do siebie. Ma gips na ręce i nóżce. Ma jeszcze wgniecenie pod okiem, ale lekarz mówił, że to zejdzie. Zaczął już nawet pić, otwiera oczy. Idzie ku dobremu – ocenia pan Andrzej, ojciec zmarłej w wypadku Klaudii.
- Cały czas patrzę na niego, na jego oczka, jakbym patrzył na córkę. Bo to jest część córki. On był uśmiechnięty jak moja córka – dodaje dziadek Oliwiera.
Według prokuratury makabryczny wypadek spowodował 26-letni Hubert B. Mężczyzna został zatrzymany przez policję zaraz po zdarzeniu. Z policyjnego radiowozu obserwował akcję ratunkową.
Co mówią rodzice zatrzymanego kierowcy?
Hubert B. pochodzi z Podkarpacia. Do Krakowa przyjechał razem z narzeczoną, na weekend, odwiedzić przyjaciół.
Jako jedynym udało nam się dotrzeć do rodziców 26-latka i z nimi porozmawiać.
- Serce nam pękło, gdy dowiedzieliśmy się o tej tragedii. Nie znajdujemy słów, które mogłyby wyrazić nasz ból i współczucie dla osób, które ucierpiały w tym wypadku. Modlimy się za nich codziennie – mówi matka kierowcy golfa.
26-latek kupił auto, którym uderzył w młode małżeństwo, miesiąc temu. To sportowa wersja popularnego golfa. Był z zakupu bardzo dumny. Ogłosił to na swoich social mediach.
- Auto było potrzebne w spełnieniu jego marzeń. Chciał mieć taki samochód, bo był fotografem samochodowym. Ten samochód nie był do wyścigów, do ścigania się. Mój syn nigdy nie ścigał się na ulicy. Robił tylko zdjęcia – zapewnia ojciec 26-latka.
Skoro według rodziców Huberta B. ich syn nie ścigał się, to jak doszło do tak makabrycznego wypadku? Poszliśmy do prokuratury.
- Kierujący samochodem Volkswagen Golf nie opanował pojazdu w związku z nadmierną prędkością. W tym miejscu obowiązywało ograniczenie prędkości do 30 km/h. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że kierowca jechał z prędkością około 70
km/h, zdaniem prokuratury utracił panowanie nad samochodem i uderzył w pokrzywdzonych – mówi Tomasz Waszczuk z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
- W tym momencie wina kierowcy jest ewidentna, natomiast sprawa jest na wstępnym etapie. Na pewno będzie powołany biegły do spraw rekonstrukcji wypadków – dodaje prokurator Tomasz Waszczuk.
Prokuratura powołała biegłego, który ma pobrać dane z czarnej skrzynki auta. Poznamy dokładną prędkość, z jaką jechał Hubert B.
Na razie śledczy są bardzo oszczędni w informacjach opisujących przebieg wypadku. Pojechaliśmy na miejsce tragedii, aby spróbować zrekonstruować, jak doszło do katastrofy.
- Prokuratura zabezpieczyła nagrania z pobliskiego hotelu, na których widać przejazd 26-letniego kierowcy. Mężczyzna zjeżdżał po łuku. Prawdopodobnie na wysokości mostu stracił panowanie nad swoim samochodem. Przekroczył oś jezdni. Wpadł na chodnik, którym spacerowało młode małżeństwo z dzieckiem. Uderzył w nich. Samochód obrócił się wokół własnej osi i zatrzymał na nasypie – opowiada reporter Uwagi! Maciej Dopierała.
Mężczyzna nie przyznał się do stawianych zarzutów. Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.
- To było mocne uderzenie, Mateusz zginął na miejscu, a moja córka w szpitalu. Zniszczenia w środku były na tyle duże, że nie było szans na ratunek. Na szczęście Oliwier był zapięty w wózeczku. Uderzenie było tak mocne, że odbiło i wyrzuciło go na bok. Razem z wózkiem. To go uratowało, to zapięcie w wózku – opowiada pan Andrzej.
Jak mówi dziadek, babcia jest teraz z wnukiem w szpitalu. Czuwa przy nim przez 24 godziny na dobę.
- Jest ciężko, jest na lekach, mówi, że nie wierzy w to, co się stało. Ja też płaczę – przyznaje pan Andrzej.
Także przyjaciele młodego małżeństwa nie mogą się pogodzić ze śmiercią Mateusza i Klaudii.
- To byli wspaniali ludzie z ogromnym sercem. Klaudusia była bardzo mądrą, piękną i kochającą żoną i chciała być najlepszą mamą. Mateusz to był gość, który wszystkich rozweselał – opowiada pan Krystian, przyjaciel nieżyjącego małżeństwa.
„Zabił moją córkę”
- Syn do mnie pisał od razu po wypadku: „Mamuś, stało się coś bardzo złego. Módl się” – przytacza matka Huberta B.
- On już na miejscu im pomagał, on żałował tego, co się wydarzyło – podkreśla ojciec 26-latka.
Zdaniem rodziców Huberta B. ich syn był dobrym kierowcą.
- Nie miał żadnych mandatów, nie popełniał wykroczeń, a przejechał setki kilometrów – mówią ojciec i matka 26-latka.
Inaczej na kierowcę patrzy ojciec jednej z ofiar.
- Czytałem, jak on się chwali, jakie ma auto, jakiej mocy. Był dumny, że ma taki samochód - mówi pan Andrzej.
Rodzice Huberta B. chcą przeprosić bliskich ofiar.
- Nie wyobrażam sobie, co ci ludzie muszą przeżywać. Nic teraz już nie możemy zrobić. Możemy się za tych ludzi modlić, za całą rodzinę, za to dziecko. Ja codziennie odmawiam różaniec z żoną i córką. Modlimy się za tych ludzi i będziemy to robić do końca życia – mówi ojciec Huberta B.
- Bardzo ich przepraszamy za to, co się stało w tragicznym wypadku – dodaje mężczyzna.
Wszystkie reportaże Uwagi! można znaleźć na Player.pl>>>
wg
Maciej Dopierała