Uwaga!

odcinek 8073

Uwaga!

Kilkadziesiąt zwierząt w ciasnym mieszkaniu w bloku. „Co chwila jakieś zwierzę umiera”

Gromadzi w domu śmieci i przygarnia bezpańskie zwierzęta. A mieszkańcy skarżą się na potworny fetor. Mimo to problem od lat pozostaje nierozwiązany.

Problem uciążliwości sąsiedzkiej dotknął mieszkańców jednego z bloków w Warszawie. Mimo że wspólnota mierzy się z kłopotem od lat, nikomu nie udało się skutecznie przekonać jednej z sąsiadek do zmiany przyzwyczajeń. Kobieta w swoim czterdziestometrowym mieszkaniu żyje ze zwierzętami i gromadzi przedmioty przynoszone z okolicznych śmietników.

- Jak jest upał i przypuśćmy te 30 kotów nie ma co pić, to co chwilę jakieś zwierzę umiera. Zwierzaki, które nie wytrzymują, wyrzuca do śmietnika – opowiada pani Greta, sąsiadka uciążliwej lokatorki.

Mieszkańcy prosili urzędników o pomoc

Mieszkańcy bloku już dwa lata temu zgłaszali urzędnikom podejrzenia dotyczące warunków, w jakich przebywają zwierzęta. Rok później mieszkanie odwiedzili lekarze inspektoratu weterynarii. W wyniku interwencji zainicjowanej przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt „Animals” w Warszawie, służby odebrały właścicielce 19 kotów i psa. W mieszkaniu panowały skrajnie złe warunki sanitarne. Sprawa dotycząca znęcania się nad zwierzętami trafiła do sądu.

- W tym mieszkaniu nie ma warunków na przebywanie jakiejkolwiek żywej istoty. Nagromadzone zostały tam różnego rodzaju odpady, graty i to aż po sam sufit – mówi Antoni Łukasiak ze Stowarzyszenia „Animal Support”.

- Ona ma tam sterty brudnych pudeł i wąskie korytarze, którymi się porusza po mieszkaniu. Ściany są wręcz czarne – opowiada pani Greta.

Problem zbieractwa

Zwierzęta odebrane podczas przeprowadzonej interwencji trafiły do warszawskiego schroniska „Na Paluchu”, gdzie przebywają już ponad rok. Ponieważ właścicielka nie chce zrzec się praw do swoich kotów, schronisko nie może zainicjować ich adopcji.

- Wszystkie koty, które do nas trafiły, były w złym stanie, miały zaniedbany włosy, zapalenia uszu, zapalenia oczu i raczej średnią kondycję. Wśród przyjętych kotów była również kotka karmiąca – mówi Marta Lapsz ze schroniska dla zwierząt „Na Paluchu” w Warszawie.

- Nadal toczy się postępowanie wobec tej pani. My nie możemy tymi kotami dysponować, ponieważ właścicielska nie chce się ich zrzec. W związku z czym koty muszą u nas przebywać do czasu, aż zostanie rozstrzygnięta sprawa – dodaje Marta Lapsz.

Mimo toczącej się sprawy sądowej dotyczącej znęcania się nad zwierzętami, kobieta ponownie zaczęła w swoim mieszkaniu gromadzić koty. Sąsiedzi znów skarżą się na fetor, jednocześnie obawiając się o swoje bezpieczeństwo. W mieszkaniu nie są przeprowadzane obowiązkowe przeglądy techniczne instalacji.

- Żyjemy tutaj na takiej tykającej bombie. Zalała parter i nie wpuściła wtedy żadnej instytucji. Zaraz znowu zaleje sąsiadów i będzie problem. Za chwilę będziemy mieli pluskwy, karaluchy i tym podobne – ocenia pani Greta.

- Za każdym razem, kiedy jej drzwi otwierają się i zamykają, to smród jest na całej klatce - mówi pani Elżbieta.

Mieszkańcy regularnie zgłaszają inspektorom sanepidu problem odczuwanego fetoru oraz fakt przetrzymywania zwierząt w mieszkaniu. Jednak interwencje urzędników nie wykazują nieprawidłowości, tym samym nie przynoszą oczekiwanych przez mieszkańców bloku rezultatów.

- Musimy rozdzielić dwie kwestie. Pierwsza kwestia to uciążliwości, a druga sprawa to czynniki środowiskowe, które mogą wpływać na zdrowie – tłumaczy dr Artur Walkiewicz, zastępca Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w m.st Warszawie. I dodaje: - Każda interwencja, która do nas trafia, jest oceniana. Aby stwierdzić, że to jest czynnik środowiskowy, który może mieć wpływ na zdrowie człowieka, zdrowie populacji, musi być coś, co przeniesie go na otaczające lokale. Najczęściej są to różnego rodzaju wektory. Mówimy tutaj o karaluchach, prusakach, ewentualnie gryzoniach. W tym przypadku niestety nie mieliśmy wstępu do tego mieszkania, ponieważ właścicielka tego mieszkania nie życzyła sobie tego, a my nie mamy prawa, jeżeli nie zachodzą przesłanki, a tutaj nie zaistniały.

Kontrola przeprowadzona miesiąc temu przez Powiatowego Inspektora Weterynarii wykazała, że w mieszkaniu ponownie przebywają zwierzęta, a liczba kotów wzrosła. Ze względu na stan lokalu inspektorzy zalecili odebranie zwierząt właścicielce.

- Ta pani nie wpuszcza żadnych służb, co jest potencjalnie zagrożeniem – ubolewa pani Marta.

- Nie mamy pomocy od żadnej instytucji państwowej. A my się tylko próbujemy bronić przed tym, co ona nam robi – mówi pani Greta.

Próbowaliśmy wielokrotnie porozmawiać z właścicielką mieszkania. Niestety nasze próby okazały się bezskuteczne.

Co dalej z uciążliwą sąsiadką?

W sprawie dotyczącej znęcania się nad zwierzętami orzeczenie wyda sąd, który kilka miesięcy temu powołał biegłych, którzy mają ustalić stan zdrowia kobiety. Póki co mieszkańcy bloku pozostają z problemem sami.

- Jest to klasyczny przypadek zbieractwa zwierząt, bardzo niebezpiecznego zaburzenia, które może doprowadzić do śmierci tych zwierząt w ogromnych męczarniach – mówi Antoni Łukasiak. I dodaje: - Polskie prawo, oprócz wszczynania kolejnych postępowań i kwalifikowania tego jako kolejną sprawę, nie przewiduje zbyt wielu środków, które pozwoliłyby temu przeciwdziałać, zanim ta pierwsza sprawa wszczęta o znęcanie prawomocnie się nie zakończy. Tak naprawdę my możemy złożyć kolejne zawiadomienia o przestępstwie, po raz kolejny odebrać zwierzęta i nie mamy żadnej gwarancji, że ta pani znowu nie nagromadzi kolejnych zwierząt.