Uwaga!

odcinek 8070

Uwaga!

- To musi się skończyć. Nie wyobrażam sobie, że będzie to trwać i trwać, i nie dowiemy się, co się z nią stało – mówi przyjaciółka Iwony Wieczorek. Co po 16 latach naprawdę wiadomo o sprawie zaginięcia 19-latki? Prokuratura ma nowy dowód. Czy tym razem śledczy są już bliżej prawdy?

Śledczy zakładają, że Iwona Wieczorek nie żyje. Jej ciała, mimo 16 lat poszukiwań, wciąż nie odnaleziono.

- To raczej nie był przypadek, najprawdopodobniej zrobiła to osoba, którą ona znała. Ciężko mi o tym mówić, bo nie jestem w stanie nawet myśleć, że znam tę osobę, że to mógł być ktoś z naszego otoczenia – mówi pani Katarzyna, przyjaciółka Iwony Wieczorek. - To musi się skończyć. Nie wyobrażam sobie, że będzie to trwać i trwać, i nie dowiemy się, co się z nią stało – podkreśla nasza rozmówczyni.

Zaginięcie Iwony Wieczorek

19-latka zaginęła nad ranem 17 lipca 2010 roku. Dzień poprzedzający zaginięcie spędzała razem z przyjaciółką. Wieczorem miały wspólnie bawić się na urodzinowym ognisku w nadmorskim Parku Reagana w Gdańsku. Iwona zdecydowała jednak, by pójść do klubu w Sopocie z innymi znajomymi.

- Tego dnia spędzałam z nią czas do około godziny szesnastej. Byłyśmy na plaży na meczu beach soccera naszych kolegów. Wracaliśmy razem tramwajem, pamiętam, że to był bardzo ciepły dzień – wspomina pani Katarzyna. 

Przyjaciółki rozmawiały o wieczornych planach.

- Iwona bardzo cieszyła się na to wyjście. Wbrew pozorom nie chodziłyśmy często po klubach, bardziej spędzałyśmy czas gdzieś nad morzem – mówi pani Katarzyna. I dodaje: - Iwona mówiła, że teraz idzie się ogarnąć, czesać, malować. Była podekscytowana wyjściem.

Matka Iwony Wieczorek doświadcza hejtu

Zaginięcie Iwony od lat śledzą tysiące internautów. W sieci pojawiają się teorie spiskowe, a wraz z nimi hejt na jej najbliższych. Mama Iwony dostaje dużo nienawistnych wiadomości. Rozmawiamy o tym z Anną Trojanowską, którą matka zaginionej poprosiła o wystąpienie w jej imieniu.

- W SMS-ach, które dostaje, pada m.in.: „Ty stara ku***, zabiłaś swoją córkę. Powiedz, gdzie ją schowałaś?” – cytuje licencjonowana detektyw Anna Trojanowska. I dodaje: - Jak możemy nazwać takiego człowieka, który wie, że wypisuje takie obrzydliwe treści do matki, która straciła dziecko i od 16 lat nie wie, co się stało, nie ma grobu? 

Co wiadomo o zaginięciu Iwony Wieczorek?

Oddzielmy fakty od internetowych teorii. Co wiadomo na pewno, a co jest tylko sensacją tworzoną kosztem najbliższych Iwony?

- Przez pierwsze tygodnie policja nie robiła nic – ocenia pani Katarzyna, przyjaciółka Iwony.

Policja początkowo bagatelizowała zaginięcie Iwony, a jednym z niewielu zabezpieczonych wtedy dowodów były bilingi. Wynika z nich, że podczas wieczoru w Sopocie Iwona nie bawiła się najlepiej. Cały wieczór pisała do znajomych, sprawdzając, gdzie są. Około 1 w nocy dostała wiadomość, że jej były chłopak bawi się w plażowej dyskotece w damskim towarzystwie. Według zeznań znajomych z Dream Clubu, m.in. Adrii i Pawła P., około godziny 2 Iwona chciała wracać. Namawiali ją, by została. Doszło do kłótni. Gdy po raz kolejny wyszła z klubu, zdecydowali się wracać do domu. Iwona odmówiła jednak wspólnego powrotu i sama ruszyła pieszo w stronę Gdańska.

- W momencie kiedy wychodziła z klubu, to ja już dawno spałam. Nie pisała mi, że z kimś się pokłóciła. Nie miałam informacji, że dzieje się coś złego. Dopiero gdy Iwona wychodziła z klubu, dostałam SMS-a o treści: „Zadzwoń” – opowiada pani Katarzyna.

- Jest duże prawdopodobieństwo, że Iwona chciała jeszcze do kogoś pójść, ewentualnie pochodzić w okolicy, kogoś spotkać, wyżalić się po kłótni – mówi dziennikarka Marta Bilska, która od lat zajmuje się sprawą zaginięcia Iwony.

Feralnej nocy Iwona mogła zmierzać do plażowej dyskoteki, w której bawił się jej były chłopak lub, co bardziej prawdopodobne, na ognisko w Parku Reagana, z którego wcześniej zrezygnowała na rzecz imprezy w Sopocie. Potwierdzają to bilingi. O 2:56, tuż po wyjściu z Dream Clubu, napisała do przyjaciółki bawiącej się na ognisku, prosząc o telefon. Siedem minut później wysłała kolejny SMS, a między nimi dwukrotnie puściła jej sygnał, prosząc o oddzwonienie.

- Bardzo długo miałam sobie za złe, że się wtedy nie obudziłam. Wiem, że gdybym się obudziła, to mogłoby się nie wydarzyć i skończyć inaczej. Zamówiłabym taksówkę, czy nawet wyszła tam, gdzie ona by była i mogłaby wtedy wrócić bezpiecznie do domu – przypuszcza pani Katarzyna.

Iwona nie miała środków na karcie, mogła wysyłać tylko darmowe SMS-y. Idąc, cały czas kontaktowała się ze znajomymi. O 3:11 napisała do Adrii, że czeka przy molo, licząc, że ta przyjedzie po nią taksówką. O 3:31 kontaktowała się z kolegą bawiącym się na ognisku. O 3:33 wysłała kolejnego SMS-a do Adrii, ale ta wracała już taksówką do domu. O 3:48 Iwona wysłała ostatni SMS do kolegi z ogniska. Minutę później rozładował się jej telefon.

O 4:12 widziano ją po raz ostatni.

- Jeżeli skręciła do parku, to tam niestety nie ma już żadnego monitoringu. Jeśli nawet przeszłaby obok tych dwóch imprez, które się wtedy odbywały, to mogło tam wydarzyć się wszystko – uważa detektyw Anna Trojanowska.

Brak kamer sprawił, że do dziś nie wiadomo, czy Iwona dotarła na ognisko lub drugą imprezę, grilla, oddalonego o około 200 metrów, na którym bawili się jej znajomi z meczów plażowej piłki.

Niestety, nie zabezpieczono też nagrań z kamer zainstalowanych na jej osiedlu, a te mogłyby pomóc odpowiedzieć na pytanie, czy jej ślad rzeczywiście urywa się w parku.

- Kamery, które były na osiedlu, gdzie Iwona mieszkała, w ogóle nie zostały przez śledczych zabezpieczone. Dopiero mama, po czasie, poszła do osoby, która miała do nich wgląd, ale okazało się, że już się nadpisały – tłumaczy detektyw Anna Trojanowska. 

Nowy dowód w sprawie Iwony Wieczorek

Najwyższa Izba Kontroli wskazała błędy policji w pierwszych dniach poszukiwań. Zbyt późno zabezpieczono dowody, przez co część została bezpowrotnie utracona. Dlatego dziś tak trudno ustalić, co się wydarzyło.

- Cały czas pracujemy na tym, żeby gromadzić dowody i po latach udaje nam się niektóre dodatkowe dowody uzyskać, choć wydawałoby się, że niemożliwe jest, żeby się zachowały przez tyle lat – mówi Eryk Stasielak, naczelnik Małopolskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Najnowszy, odnaleziony niedawno dowód dotyczy Parku Reagana.

- Dotyczy to momentu, kiedy Iwona była ostatni raz widziana w parku Reagana – mówi prokurator Eryk Stasielak. 

O jaki dowód chodzi?

- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie – ucina Eryk Stasielak. 

Park Reagana to 14-hektarowy, w dużej części zalesiony teren. Śledczy potwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że Iwona do niego weszła. Wielokrotnie przeszukiwano go georadarem i z psami wyszkolonymi do wykrywania zwłok. Sprawdzano stawy obok miejsca ogniska, na które była zaproszona.

Z deptaka, gdzie zarejestrowała ją po raz ostatni kamera, mogła pójść do parku ścieżką naprzeciwko plażowego wejścia numer 60, prowadzącą nad stawy, wejściem 58 - w stronę obecnej ulicy Lecha Kaczyńskiego lub wejściem 56. Według przyjaciółki najbardziej prawdopodobna była ścieżka naprzeciwko wejścia numer 60, bo Iwona ją znała i była najbliżej jej osiedla.

- Równy tydzień wcześniej wracałyśmy z imprezy o tej samej porze, z butami w ręku, tą samą trasą. Było wtedy piękne lato, bardzo gorące, było jasno, czułyśmy się bardzo bezpiecznie, zawsze byli jacyś znajomi – wspomina pani Katarzyna.

Kim jest kierowca białego fiata?

Jeśli miejscem zdarzenia jest rzeczywiście Park Reagana, związek ze sprawą może mieć kierowca zarejestrowanego przez monitoring białego fiata. Poszukuje go prokuratura.

- Bardzo poważnie pod uwagę brana jest wersja, że Iwona odjechała z tamtego miejsca białym fiatem. Ale to jest jedna z wersji. W tej sprawie badanych jest wiele wersji. One są podzielone na wersje bardziej prawdopodobne i mniej prawdopodobne – mówi prokurator Eryk Stasielak.

Z zaginięciem Iwony łączono m.in. mężczyznę z ręcznikiem, którego tożsamości do dziś nie ustalono; Pawła P., który bawił się z nią w Dream Clubie; jej byłego chłopaka Patryka, a nawet słynnego łowcę nastolatek z Sopotu, czy też rodzinę ofiary.

- Śledczy przebadali jej mieszkanie pod kątem krwi, przebadali całą rodzinę, łącznie z siostrami mamy Iwony – zdradza detektyw Anna Trojanowska. 

Czy prokuratura może ujawnić, jaka wersja tego, co się wydarzyło, jest dziś najbardziej brana pod uwagę?

- Nie – ucina prokurator Eryk Stasielak.

A która wersja została wykluczona?

- Wykluczyliśmy jedną bardzo poważną wersję osobową. Ale która to wersja, to nie mogę powiedzieć – dodaje prokurator.

Prokuratura nie ujawnia czy chodzi o Pawła P., kolegę z Dream Clubu. Od lat jest traktowany jako główny podejrzewany przez prokuratorów. W 2022 roku Paweł P. został zatrzymany. Zarzucono mu posiadanie narkotyków, a jedyny zarzut związany z Iwoną Wieczorek: utrudnianie śledztwa, wyłączono do osobnego postępowania.

Według nieoficjalnych ustaleń, w dniu zaginięcia, miał wejść do jej mieszkania i usuwać pliki z jej komputera. Po czterech latach wciąż nie ma aktu oskarżenia ani postanowienia o umorzeniu postępowania.

- Muszę podkreślić, że śledztwo w sprawie trwa i obowiązują zasady nieujawniania materiału – mówi Krzysztof Woliński, obrońca Pawła P.

Czy Paweł P. przyznał się do tego, że wchodził do mieszkania Iwony Wieczorek? 

- Na pewno się nie przyznał. Na pewno nie przyznał się do zarzutu, który finalnie brzmi, że utrudnia śledztwo i pomaga sprawcom zaginięcia – mówi adwokat Krzysztof Woliński.

Według obrońcy Pawła P., wieloletnie traktowanie jego klienta jako potencjalnego zabójcy Iwony zniszczyło mu życie zawodowe i rodzinne. Paweł P. odmówił nam wypowiedzi przed kamerą.