Uwaga!

odcinek 8069

Uwaga!

Tragedia Polaków na węgierskiej autostradzie. „Ci, którzy zginęli, siedzieli koło okna”

12 osób zginęło w wypadku autokaru wiozącego Polaków wracających z Medziugorie. Reporter Uwagi! pojechał na Węgry i rozmawiał z tymi, którzy cudem ocaleli.

Autokarem z Medziugorie w Bośni i Hercegowinie podróżowali mieszkańcy kilku podkarpackich powiatów. Pierwotnie wśród pasażerów miał być pan Wiesław.

- Miałem pojechać, ale ze względów rodzinnych nie pojechałem – tłumaczy mężczyzna i dodaje: - W niedzielę o godzinie 6 rano zadzwonił kolega, który był na tej pielgrzymce. Pomyślałem, że chce, żebym wyjechał po niego do Strzyżowa. Odebrałem telefon i usłyszałem, że spotkała ich tragedia, że żona kolegi nie żyje i najprawdopodobniej też jego sąsiedzi.

- To był szok. Nigdy u nas w Siedliskach nie wydarzyła się taka tragedia, żeby w jednym wypadku tyle osób straciło życie i zostało rannych. Znałem wszystkie te osoby. W większości tutaj się znamy – mówi Wojciech Tatara, sołtys wsi Siedliska.

Autokarem jechało 57 pasażerów i 2 kierowców. 11 osób zginęło na miejscu. Kilkanaście innych trafiło do kilku węgierskich szpitali.

- Ciągle czuję ból głowy, nie mogę się przekręcić, bo mam poobijane ciało – mówi jedna z poszkodowanych. I dodaje: - Wypadku nie pamiętam, obudziłam się w szpitalu.

Pasażerowie spali, kiedy doszło do tragedii

Żonę w wypadku stracił pan Zbigniew, kobieta siedziała koło okna.

- Wcześniej wszystko wyglądało chyba normalnie, kierowcy mieli tam miejsce do spania. My siedzieliśmy z żoną pośrodku autobusu. Było już późno, więc wszyscy poszli spać i nagle „bach” – opowiada pan Zbigniew.

Kolejną osobą, która zmarła, była ciotka pani Beaty.

- Wszyscy poszliśmy spać, pogaszone zostały światła. Trzy starsze osoby położyły się w przejściu. Nagle usłyszałam ostre hamowanie, złapałam ręką za uchwyt przy siedzeniu. To były sekundy, autobus położył się na jedną stronę – relacjonuje pani Beata. I dodaje: - Moja ciocia miała miejsce obok okna. Jak się autobus zatrzymał, wylądowaliśmy pod spodem. Wyszłam na kolanach. Był żwir, trawa, trzeba było to rwać, żeby się wydostać.

Po opuszczeniu autobusu kobieta zaczęła szukać swojej krewnej.

- Ale zobaczyłam, że jej nie ma, wczołgałam się więc z powrotem i zaczęłam jej szukać. Wszędzie kapała krew. Znalazłam ciocię, zaczęłam klepać ją po buzi, powiedziała, że żyje. Wyciągałam ją, ile mogłam, ale jestem drobną osobą. Krzyczałam o pomoc, ktoś podszedł i pomógł – mówi pani Beata.

- Wszystkie osoby, które zginęły, siedziały przy szybie – dodaje nasza rozmówczyni.

Co o sprawie mówi właściciel firmy przewozowej?

Przed jednym ze szpitali na Węgrzech spotykaliśmy właściciela firmy transportowej, której autobus uległ wypadkowi.

- Przyjechaliśmy po poszkodowanych. Czekamy, żeby ich odebrać i zabrać do Polski. Z tego, co wiem, to dzisiaj część ludzi będzie wypisywana ze szpitala – mówi Tadeusz Dykas.

Mężczyzna po wypadku rozmawiał z kierowcami, którzy uczestniczyli w wypadku.

- Mówili, że wcześniej wszystko było OK. Z kierowcą, który prowadził, rozmawiałem kilka sekund, tyle pozwoliła policja. Powiedział, że nie wie, co się stało – mówi właściciel firmy transportowej. I dodaje: - Nie chcę oceniać tego, co podaje policja, że jest duże prawdopodobieństwo, że kierowca zasnął. Ja tego nie wiem. Teraz, na gorąco, mówi się różne rzeczy. Dochodzenie wszystko wyjaśni.

Autokar jechał w nocy

Dwaj kierowcy autokaru mieli tego dnia do pokonania ponad tysiąc kilometrów. To około 14 godzin jazdy, ale do tego czasu trzeba doliczyć jeszcze przystanki.

Autokar wyruszył z Medziugorie do Polski około godziny 9. Po drodze pielgrzymi zatrzymywali się w Sarajewie, a po zwiedzaniu miasta zatrzymali się jeszcze na obiad. Przyjazd do Polski na parking w Strzyżowie zaplanowano po całonocnej jeździe na niedzielę rano.

Niestety 300 kilometrów od celu doszło do wypadku na węgierskiej autostradzie.

- Ten kierowca pracuje u nas kilka lat. Ma wielkie doświadczenie, całe życie przejeździł za kierownicą. Niejednokrotnie sam z nim jeździłem w trasy i nigdy nie było żadnych problemów – zapewnia Tadeusz Dykas.

- Jeśli chodzi o autokar, to był on z 2012 roku. Miesiąc temu przeszedł badanie techniczne bez zastrzeżeń. Na bieżąco był serwisowany – dodaje mężczyzna.

Inspekcja Transportu Drogowego do tej pory nie miała większych zastrzeżeń do tego przewoźnika.

- Dokonaliśmy 11 kontroli autobusów tego przewoźnika. 9 kontroli zakończyło się brakiem naruszeń przepisów prawa. A dwie ujawnieniem naruszeń. Chodziło o brak wykresówki, za co kierowca otrzymał mandat w wysokości 1 tys. zł. Drugie naruszenie polegało na przekroczeniu czasowych norm pracy. Zostało wszczęte postępowanie – mówi Marek Konkolewski, pełniący obowiązki zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego.

Próbowaliśmy porozmawiać z właścicielem biura podróży, które organizowało tę pielgrzymkę i zapytać, dlaczego plan zawierał nocne przejazdy. Niestety, nikogo nie zastaliśmy na miejscu.