Zmiótł 9-letniego Fabiana z chodnika. Dlaczego nikt nie powstrzymał wcześniej kierowcy?
9-letni Fabian stał na chodniku, gdy wjechało w niego rozpędzone bmw. Chłopiec nie miał szansy uciec. Mimo walki, nie udało się go uratować. Za kierownicą siedział drogowy recydywista – z zakazem prowadzenia i pod wpływem środków odurzających. Co więcej, w samochodzie byli pasażerowie. Dlaczego nikt go nie powstrzymał?
Tragedia, do której doszło we wsi Stara Kuźnica niedaleko Kłobucka, wstrząsnęła mieszkańcami okolicy. Nie żyje 9-letni Fabian. Dziecko zginęło pod kołami pędzącego auta kierowanego przez nieodpowiedzialną, karaną i odurzoną narkotykami osobę.
9-letni Fabian potrącony na chodniku
Do wypadku doszło około 19:30. Fabian jechał rowerem. Czuł się bezpiecznie, ponieważ poruszał się po chodniku.
Tymczasem do skrzyżowania, łukiem jezdni, podjechało rozpędzone BMW. Fabian, trzymając rower, czekał, aż auto przejedzie, by bezpiecznie przejść pasami dla pieszych. Kierowca stracił jednak panowanie nad pojazdem. Samochód wypadł z trasy, z impetem uderzając w chłopca, który nie miał szans, aby uciec.
- Wybiegłam jakieś 20 sekund po tym, jak usłyszałam ten straszny huk. Zobaczyłam dym i ten samochód. Cały przód auta był rozbity, płot był zmasakrowany, a rowerek leżał po drugiej stronie ulicy - opowiada Justyna Glinko, prezeska Ochotniczej Straży Pożarnej w Kuźnicy Starej.
Życia 9-latka nie udało się uratować
- Ten chłopczyk był bardzo siny. Zaczęłam krzyczeć do kolegi: „Dawaj apteczkę, bo tutaj jest pełno krwi” – mówi pani Justyna.
- Prawie przez pół godziny walczyliśmy o jego powrót. Wróciło serduszko, ale oddech był dalej mechanicznie podtrzymywany - mówi Tomasz Izydorczyk z Ochotniczej Straży Pożarnej w Przystajni.
Fabian został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Opolu. Niestety, mimo kilkugodzinnej walki lekarzy o życie chłopca, nie udało się go uratować.
Tragedia wstrząsnęła kolegami i nauczycielami ze szkoły Fabiana.
- Był bardzo dobrym uczniem, przed wakacjami zdał do trzeciej klasy - opowiada Bartłomiej Antczak, dyrektor Szkoły Podstawowej im. M. Konopnickiej w Przystajni, w której uczył się chłopiec.
- Niewyobrażalna tragedia, nadal nie umiemy się z tym pogodzić – dodaje dyrektor.
Kierowca był pod wpływem środków odurzających
Jak ustaliła policja, autem jechały trzy osoby. Kierowca i pasażerowie byli pod wpływem środków odurzających. Kierującego autem zatrzymano, dwójkę pasażerów zwolniono do domu. Są świadkami w sprawie.
- W pojeździe, którym poruszał się ten 39-latek z pasażerami, zostały ujawnione środki odurzające. Wstępne testy wykazały, że są to narkotyki. Oczywiście środki te zostaną poddane szczegółowej analizie - mówi st. asp. Joanna Wiącek-Głowacz z Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku.
- Prokurator przedstawił Jakubowi S. zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku drogowego pod wpływem środków odurzających oraz w trakcie obowiązywania zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych - informuje Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
Prok. Ozimek dodaje, że Jakub S. przyznał się do przestępstwa i złożył wyjaśnienia.
- Stwierdził, że zażywał środki odurzające. Z opinii toksykologicznej wynika, że był w znacznym stopniu odurzony. Z całą pewnością wpływało to na jego percepcję – mówi prokurator.
Pasażerka bmw: Widziałam tylko, że on ledwo na nogach stoi
Jakub S. w ogóle nie powinien wsiadać do auta, miał orzeczony przez sąd zakaz prowadzenia pojazdów.
W samochodzie były też inne osoby. Reporterce Uwagi!, Dorocie Pawlak, udało się porozmawiać z jedną z pasażerek.
- Ten człowiek był normalny, jak ja z nim jechałam – mówi kobieta i podkreśla: - Ja nie brałam narkotyków, a on przy mnie brał takie malutkie tabletki, ale nie wiem, co to było. (…) Mówiłam mu, żeby przestał brać te tabletki. Brał je jedną po drugiej. Mógł ich wziąć z pięć.
Pasażerka dodaje, że nie wiedziała, że były to narkotyki ani, że kierowca może być pod ich wpływem.
- Widziałam tylko, że on ledwo na nogach stoi, ale nie wiedziałam, czy to jest po alkoholu czy po narkotykach. (…) Wsiadłam z nim do samochodu, normalnie jechał – opowiada kobieta.
Gdy reporterka zwróciła uwagę na to, że badania wszystkich osób znajdujących się w samochodzie wykazały obecność narkotyków w organizmie, pasażerka odpowiedziała:
- To mogło być z Holandii, bo ja tylko marihuanę palę.
Co pasażerka pamięta z wypadku?
- Dotarliśmy do dziewczyny z miejscowości Przystajń, która minęła się z tym kierowcą 1,5-2 kilometry wcześniej na drodze. Dziewczyna uciekła samochodem na chodnik, bo doszłoby do zderzenia czołowego – opowiada Jarosław Brzęczek, dziennikarz portalu Kłobucka.pl.
- Nagrania z monitoringu, do których dotarliśmy, pokazują, że kierowca jechał szybko. Myślę, że około 80-100 km/h – dodaje dziennikarz.
Pasażerka bmw powiedziała reporterce Uwagi!, że z tego co wie, w momencie wypadku licznik zatrzymał się na 140 km/h.
- Nie wydawało mi się, że on tak szybko jedzie – mówi.
- Moim zdaniem on dobrze prowadził, ale w pewnym momencie się odbił od krawężnika. Wtedy się wystraszyłam i chciałam mu zabrać kluczyki od samochodu, ale nie słuchał mnie – opowiada pasażerka BMW.
- Prosiliśmy, żeby zwolnił – mówi kobieta i dodaje, że nie wiedziała, że Jakub Sz. ma zakaz prowadzenia pojazdów.
- Z wypadku pamiętam uderzenie tego chłopczyka i jak poduszka powietrzna wybuchła mi przed oczami. (…) Pamiętam, że wyszłam z samochodu i odeszłam, bo ja nie chciałam tego dzieciaka… Ja nie mogłam mu pomóc – opowiada. .
Kierowca już wcześniej był karany
Sprawca wypadku był w przeszłości karany za posiadanie narkotyków, jazdę pod ich wpływem oraz ucieczkę przed policją. Były to kary grzywny oraz ograniczenia wolności w zawieszeniu. Jakub S. miał także zakaz prowadzenia pojazdów.
Czy wydając wyrok, sąd sugerował, aby skierować Jakuba S. na leczenie odwykowe?
- W treści wyroku takiego rozstrzygnięcia nie ma. Nie było takiego wniosku prokuratora. Nikt o to nie wnosił w toku postępowania, a sąd nie uznał też za konieczne orzeczenie takiego środka. Wyrok ten nie był zaskarżany, uprawomocnił się w pierwszej instancji i nie ma też pisemnego uzasadnienia - mówi Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie.
„Dlaczego nikt wcześniej nie reagował?”
Rodzice i dziadkowie Fabiana są pogrążeni w żałobie. Chłopiec był uczony bezpiecznych zachowań na drodze, był uważnym dzieckiem.
- Ogromna tragedia. Tragedia dla rodziców, ale też myślę, że nauczka dla wszystkich, którzy słyszą o tej sytuacji. Dlaczego nikt wcześniej nie reagował, kiedy osoba, która nie miała uprawnień, była pod wpływem środków, wsiadła za kierownicę i dokonała czegoś takiego? - pyta Tomasz Izydorczyk z Ochotniczej Straży Pożarnej w Przystajni.
- Ten chłopczyk przychodził tutaj na plac zabaw koło remizy, widywaliśmy go – mówi Sławomir Marczak z Ochotniczej Straży Pożarnej w Kuźnicy Starej.
- Mocno to przeżyliśmy. Wszyscy strażacy to też są ludzie, nie jesteśmy robotami. My też musimy umieć przepracować te emocji, żeby móc dalej funkcjonować i ratować następne osoby – mówią strażacy.
- Był radosnym chłopcem, pogodnym, był wszędzie. Jak czegoś potrzebował, to prosił o pomoc. Jest nam bardzo ciężko – przyznaje Bartłomiej Antczak, dyrektor szkoły, w której uczył się 9-latek.
„Zatrzymywani, a za chwilę wypuszczani”
- Cały czas uderza mnie bierność polskich służb – sądów, prokuratury, policji. Mają wszelkie możliwości zatrzymania takich osób, które są groźne dla społeczeństwa, bo jeżdżą pod wpływem, a tego nie robią. Są zatrzymywani, a za chwilę wypuszczani. Wracają na wolność i nie ma nad nimi żadnej kontroli - uważa Jarosław Brzęczek, dziennikarz portalu Kłobucka.pl.
- Jeśli mamy do czynienia z osobami chorymi, to one niezależnie od wszystkiego, wsiądą do samochodu. To są ludzie uzależnieni, którzy nie kontrolują swoich emocji i poczynań – dodaje dziennikarz.
- Sąd na tamten moment ocenił, że kara pozbawienia wolności w zawieszeniu jest wystarczająca. Niestety, historia pokazała nam, że było inaczej. Sąd nie jest w stanie przewidzieć, jak dany oskarżony zachowa się w przyszłości – mówi Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie.
- To była szansa dana oskarżonemu i niestety oskarżony z tej szansy nie skorzystał – dodaje Bogacz.
- Mam do siebie żal, że mu nie wyciągnąłem z ręki kluczyk od samochodu i że w ogóle wsiadłam do tego samochodu. Ale nie wiedziałam, że tak się stanie, że dziecko może zginąć – mówi pasażerka samochodu, która była świadkiem wypadku.