Za nic ma ludzi i prawo. Bezczelny biznesmen niszczy uwielbiane miejsce
Jeszcze do niedawna stawy były pełne ryb i dzikiego ptactwa. Dziś można przejść po nich suchą nogą. Jak mówią mieszkańcy, od kilku lat, wbrew przepisom prawa, stawy mają być systematycznie niszczone przez nowego właściciela. Mimo że szereg instytucji obiecywał pomoc, nic się nie zmieniło. Czy stawy we wsi Masłomiąca uda się jeszcze uratować?
Stawy we wsi Masłomiąca przez kilkaset lat służyły lokalnej społeczności jako miejsce wypoczynku, pełniły też funkcję retencyjną. Wszystko zmieniło się kilka lat temu wraz z pojawieniem się nowego właściciela. Według mieszkańców od tego momentu, wbrew przepisom zakazującym działania na szkodę środowiska, stawy są dewastowane.
Redakcja Uwagi zajmowała się tą sprawą dwa lata temu.
Obiecano pomoc, nic się nie zmieniło
Dwa lata temu wiele instytucji obiecało naszej reporterce pomóc w ratowaniu stawów. Niestety mieszkańcy zaalarmowali nas, że na deklaracjach się skończyło i Tomasz N. dalej bezkarnie stawy zasypuje.
- Jak państwo byliście dwa lata temu staw był w połowie zasypany. W tej chwili jest już praktycznie w całości zasypany – mówi pan Bogdan Skoczek, mieszkaniec wsi Masłomiąca.
- Tutaj jest staw, który został zasypany – pokazuje pan Bogdan. I dodaje: - Sukcesywnie co kilka tygodni przyjeżdża kilka, kilkanaście ciężarówek dziennie. Utylizuje odpady, no bo jego firma zajmuje się utylizacją odpadów. Dziura została na full zasypana odpadami.
- Od miesiąca jest już taka drastyczna dewastacja. Przez ostatnie dwa lata zwożono tam taki syf budowlany: ziemia, gruz… A od miesiąca są zwożone stare sprzęty, płyty betonowe – dodaje mężczyzna.
- To jest zwykłe przestępstwo – ocenia pan Bogdan.
Zarzuty dla Tomasza N.
Prokuratura skierowała przeciwko Tomaszowi N., właścicielowi terenu, akt oskarżenia do sądu. Co więcej od lutego tego roku śledczy prowadzą kolejną sprawę przeciwko N. o niszczenie stawów. Mężczyzna odmówił składania wyjaśnień.
A jak nam wytłumaczy swoje działania? Reporter Uwagi!, Maciej Dopierała, zapytał dlaczego mężczyzna niszczy stawy w Masłomiące.
- Bzdura – usłyszeliśmy od Tomasza N. zanim się rozłączył.
- Tutaj kiedyś był staw. Teraz można po tym chodzić, bo jest tyle odpadów zwiezione. To jest dewastacja, która moim zdaniem ma na celu wpisanie potem w protokół „stawów nie ma”, a potem można procedować pozwolenie na budowę na przykład hotelu. On to kupił za grosze, a uzyska przebitkę 20-30 milionów – uważa pan Bogdan, mieszkaniec wsi.
Instytucje przerzucają się odpowiedzialnością i pismami
W walkę o stawy włączyło się Krakowskie Towarzystwo na rzecz ochrony przyrody. Jego prezes zasypuje instytucje setkami próśb o pomoc w obronie stawów.
- Problem polega na tym, że jeżeli w coś jest zaangażowanych ileś instytucji, to żadna z nich nie poczuwa się do tego, żeby podjąć sprawę, bo każda mówi: „To nie nasz urząd, to tamten urząd” - mówi Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody w Krakowie.
- Nawet było spotkanie wojewody w Masłomiącej. Wojewoda obiecywał, co to on niby nie zrobi. Nie zrobił nic kompletnie – dodaje Waszkiewicz.
Jakie działania podjął zatem wojewoda w tej sprawie?
- Wojewoda spotkał się w nieformalnym zespole z przedstawicielami służb. Polecił im, aby byli tam na miejscu i sprawdzali, czy wszystko odbywa się zgodnie z literą prawa - mówi Maksymilian Kosowski, rzecznik prasowy Wojewody Małopolskiego.
- Wojewoda wysłał też stosowne pismo z prośbą o informację o aktualnym stanie sprawy i czekamy na odpowiedź – dodaje Kosowski.
Wyzwiska i pogróżki
Urzędnicy produkują kolejne dokumenty. Niestety, na efekty ich pracy czeka się latami.
Od samego początku w obronę stawów zaangażowana jest pani sołtys Masłomiący. Jej marzeniem jest, aby to miejsce znowu było zielone, pełne ryb i służyło lokalnej społeczności.
- Właściciel wini mnie za to, jak wyglądają teraz te stawy – mówi Dorota Dąbrowska, sołtyska wsi Masłomiąca.
Według pani sołtys, Tomasz N. mści się na niej za jej działalność na rzecz obrony stawów.
- Wyzwiska, pogróżki, np., że jestem „głupią babą ze wsi” i nie będę się rządzić – mówi pani Dorota.
- Ja szanuję prywatną własność, ale on nie kupił ziemi rolnej, tylko stawy i powinien je traktować jak stawy – dodaje sołtyska.
- To jest arogancja człowieka, który uważa, że jeśli coś jest jego, to może zniszczyć i jeszcze pokazuje wszystkim, że jest bezkarny. „Nic mi nie zrobicie, ja sobie zwiozę, co będę chciał”. Na tym polega cała arogancja tego człowieka – mówi pan Bogdan.
- Od takich ludzi trzeba trzymać się z daleka. Są niebezpieczni – dodaje.
- Staram się tutaj nie przyjeżdżać sama, bo się boję – mówi pani Dorota. I opowiada: - Byliśmy tutaj z mieszkańcami i robiliśmy coś koło budynku. W pewnym momencie pan wyjechał koparką i zaczął nas gonić. (…) Wyzywał nas, przeklinał na nas wszystkich. Zachowywał się agresywnie.
„Kto powiedział, że tam ma być pięknie?”
W trakcie nagrywania materiału Tomasz N. oddzwania do naszego dziennikarza. Maciej Dopierała ponownie zapytał mężczyznę, dlaczego wywozi odpady budowlane na teren stawów.
- To są płyty drogowe. Jakie śmieci, jaki gruz? – powiedział mężczyzna.
Czy mężczyzna nie uważa, że niszczy stawy w Masłomiący?
- Uważam, że wszystko jest prawnie w porządku. No i po temacie. Tam nie ma żadnego niszczenia. (…) Kto powiedział, że tam ma być pięknie? – powiedział Tomasz N.
Czy stawy w Masłomiący uda się jeszcze uratować?
Odwiedzamy kolejne instytucje, aby sprawdzić, czy wywiązały się ze swoich obietnic, że zajmą się problemem dewastowania stawów Masłomiący.
- Powiem nieskromnie, że jesteśmy jedyną instytucją, która się tą sprawą zajęła. Były kontrole, były nakładane kary. Na właściciela nałożono karę finansową w wysokości 250 tys. złotych. Nie zapłacił jej - mówi Wojciech Kozak, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.
Sprawą zajmuje się kilka instytucji, dlaczego wciąż nie widać efektów?
- Postępowania administracyjne mają to do siebie, że są przewlekłe – mówi Daniel Gajoch, wójt gminy Michałowice.
- Jest wydana decyzja i są egzekwowane grzywny. 20 tys. złotych grzywny w oparciu o ustawy o odpadach i prawie 51 tys. złotych za nielegalną wycinkę ośmiu drzew. Grzywny należy liczyć podwójnie, bo jest dwoje współwłaścicieli. Łącznie 140 tys. złotych – dodaje Gajoch.
Lokalny wójt jako jedyny nie tworzy jedynie kolejnych dokumentów. Poprzez komornika egzekwuje nałożone przez siebie kary. Ściągnął już od właściciela stawów około 70 tys. złotych.
Czy stawy wrócą do swojego poprzedniego stanu?
- Musiałbym być idealistą, żeby powiedzieć, że już w przyszłym roku coś tam się zmieni. Właściciel stawów musiałby chcieć się porozumieć. Niestety, to, co do tej pory pokazuje, to wyklucza – mówi wójt Daniel Gajoch.
- Żeby coś się zmieniło, musiałyby zadziałać instytucje – dodaje wójt.
- Najbardziej boli mnie w tej sprawie niemoc instytucji. Każdy inny mieszkaniec musi się podporządkować prawu, a tutaj jest człowiek, który niszczy coś pięknego i to prawo nie działa – mówi Dorota Dąbrowska, sołtyska wsi Masłomiąca.