Uwaga!

odcinek 8061

Uwaga!

Płot podzielił mieszkańców. Żeby dostać się do swoich domów, mają wchodzić przez lokale usługowe?

Od kilkudziesięciu lat korzystali z drogi, nagle zagrodził ją płot. Teraz mieszkańcy Kraśnika, żeby dostać się do swoich domów, muszą przechodzić przez dziurę w płocie. O wjeździe na posesje nie ma mowy. Czy zwaśnione strony uda się pogodzić?

Płot zagrodził mieszkańcom drogę

Od ponad pół roku pani Jadwiga żyje w sytuacji, która nie powinna się wydarzyć. Jej samochód stoi uwięziony za zaspawaną bramą, a ona sama nie ma swobodnego wyjazdu z posesji. Mieszkańcy dostają się na podwórko tylko przez niewielką furtkę w płocie.

- Ta droga była. 33 lata z niej korzystaliśmy i nagle pewnego dnia się okazuje, że my drogi nie mamy – opowiada pani Jadwiga.

Dwadzieścia lat temu lokalny biznesmen wykupił teren z drogą i złożył wniosek o zakaz korzystania z tej drogi przez mieszkańców posesji obok. W odpowiedzi Pani Jadwiga wystąpiła o ustanowienie drogi koniecznej. Spór trwa do dziś, a kilka lat temu właściciel wykupionej posesji zlikwidował wjazd na podwórko sąsiadów.

Karetka nie mogła wjechać

Trzy lata temu doszło do tragedii. Tak wspomina to pani Alicja, której mąż wtedy zmarł.

- Przyjechała karetka, ale nie mogła wjechać. Jeden ratownik przez płot skoczył, przewrócił się, bo to było po deszczu – mówi pani Alicja. I dodaje: - Zastanawiali się, co zrobić. Stwierdzili, że trzeba dzwonić po straż pożarną, żeby przeciąć te przęsła, żeby ratować człowieka.

- Przyjechała straż i strażak spytał ratownika, czy mają ciąć. Na początku kierownik grupy ratowniczej powiedział, że tak, ale po chwili dodał: „Chwileczkę, chwileczkę, serce stanęło” – opowiada kobieta.

- Gdyby karetka mogła wjechać, to mój mąż byłby do uratowania. To trwało ponad dwie godziny. (…) Ta noc to jest dla mnie tragedia i ona zostanie ze mną do końca życia – dodaje pani Alicja.

- Uważam, że pan Ryszard nie dostał szansy na pomoc. I to może spotkać też każdego z nas – uważa pani Jadwiga.

Służby mogą „wtargnąć na posesję”

Dziś przejazd znów jest zablokowany, a postępowanie o udostępnienie dojazdu wciąż się nie zakończyło. Mieszkańcy prosili sąd o nakaz usunięcia ogrodzenia do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Sąd jednak odmówił, uznając, że w razie zagrożenia, służby „mogą wtargnąć na posesję”.

- Jeżeli mówimy o wejściu bez zważania na kwestię zakazu czy ograniczenia, potocznie można to określić jako „wtargnięcie”. Natomiast tutaj chodzi o to, żeby wykonać te zadania, do których te służby są powołane - mówi Renata Borek, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

- Trzeba też pamiętać, że postanowienie w przedmiocie tego wniosku o zabezpieczenie będzie przedmiotem rozważań sądu drugiej instancji. Ona jest nieprawomocna – podkreśla Renata Borek.

Mają wchodzić do mieszkań przez lokale usługowe?

Budynki, o których mowa, to lokale usługowo-mieszkalne - od strony ulicy są one wynajmowane na cele usługowe, a wejścia do mieszkań są wybudowane od strony podwórka. Mimo to sąd stwierdził, że mieszkańcy mogą wchodzić do swoich domów… przez wynajęte lokale usługowe.

- Z uzasadnienia postanowienia wynika, że pani wnioskodawczyni nie podała faktów, które związane by były z utrudnianiem jej dostępu do wejścia do części mieszkalnej – mówi rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie, Renata Borek.

- Trzeba pamiętać, że w tym postępowaniu zabezpieczającym sąd nie analizuje całokształtu historii użytkowania tej nieruchomości. Skupia się tylko na tych faktach i okolicznościach, które uczestnik podaje we wniosku – dodaje rzeczniczka.

Miasto mogłoby rozwiązać konflikt

Prawnik reprezentujący rodzinę pani Jadwigi przed sądem wskazuje, że urząd miejski mógłby zapobiec konfliktowi.

- To jest kuriozum. W obecnej sytuacji najkorzystniejsze byłoby rozstrzygnięcie sądu, które by ustanowiło służebność drogi koniecznej po gruncie, który kiedyś był wykorzystywany przez właścicieli. Droga była w planach. Ona nigdy nie została wydzielona geodezyjnie, ale mieszkańcy przez wiele, wiele lat, może 40-50 lat, byli przekonani, że to jest droga publiczna - mówi Piotr Kapica, prawnik.

- Błąd popełniło miasto. To można było zrobić w momencie, kiedy użytkowanie wieczyste było przekształcane we własność – dodaje Kapica.

Nasz reporter, Mariusz Zieliński, postanowił spytać o tę kwestię w Urzędzie Miasta Kraśnik.

- Trudno powiedzieć, jak to się stało. W każdym razie to nie była droga gminna. W związku z tym doszło do sporu między sąsiadami – mówi Krzysztof Staruch, burmistrz Kraśnika.

- Gdy sprawa trafia do sądu, samorząd ma związane ręce. Czekamy na postanowienie sądowe – dodaje burmistrz.

Co ma do powiedzenia właściciel płotu?

- Gdyby nie furtka, to musielibyśmy fruwać. Tak powiedział pan Andrzej [sąsiad – przyp.red.] w sądzie, że „mamy sobie fruwać” – opowiada pani Jadwiga.

- Nam chodzi tylko o drogę, o nic innego. Chcemy dojeżdżać do swoich domów tak, jak dojeżdżaliśmy przez tyle lat – dodaje kobieta.

W trakcie rozmowy z panią Jadwigą, przy spornym płocie pojawił się sąsiad – pan Andrzej - i poprosił naszego reportera o możliwość rozmowy.

- Myślę, że wyrok sądu w 90 procentach związał nasz problem. Najważniejszy jest zakaz wchodzenia na mój plac – mówi mężczyzna.

- Sąsiedzi mogą się rozgrodzić i próbować załatwić sobie drogę, tak jak zrobiłem to ja. Przecież ja nie dostałem nic za darmo, wszystko musiałem kupić – dodaje pan Andrzej.

Konflikt sąsiedzki trwa od lat

- Jeszcze przed 2021 rokiem była podjęta próba mediacji. Niestety, nie doprowadziło to do rozwiązania tej sytuacji – mówi burmistrz Kraśnika, Krzysztof Staruch.

- Trudno jest pogodzić dwie od lat zwaśnione strony – dodaje burmistrz.

- Ja już sam nie wiem, o co jest ten spór. Po prostu chcę mieć tu spokój. Od 15 lat się z tym morduję, ja chcę mieć po prostu spokój – mówi pan Andrzej. I dodaje: - Ta pani dalej tu chodzi, coś grzebie, robi zdjęcia, wprowadza tu jakiś ludzi. Ja po prostu nie zgadzam się, żeby wszyscy chodzili i jeździli po moim terenie.

- Dalej będziemy walczyć o tę drogę, nie mamy innego wyjścia. To jest dla nas być albo nie być. Nie mamy innego wyjścia – deklaruje pani Jadwiga.

- Nie może być tak, że żeby urządzić jednego człowieka, pokrzyżowano życie tylu osobom. Coś jest nie tak – dodaje kobieta.

Sąd zapowiada, że ostateczne orzeczenie w tym sporze zapadnie już w najbliższym czasie.

- Jeżeli sąd powie ma być tam droga, to będzie. Jeśli sąd stwierdzi odwrotnie, zaproponujemy jakiś wariant, dzięki któremu spróbujemy zadowolić obie strony, z wykorzystaniem miejskich działem – deklaruje Krzysztof Staruch, burmistrz Kraśnika.