Uwaga!

odcinek 8058

Uwaga!

Ciało 37-letniego Damiana odnaleziono 20 sierpnia 2024 roku wieczorem w lesie na terenie Katowic, nieopodal autostrady.

Rodzina mężczyzny – żona, syn i matka pana Damiana – bardzo mocno to przeżyli.

- Rodzina była dla niego najważniejsza. Syn był całym jego światem, a dla mnie Damian był idealnym ojcem. Bardzo go nam brakuje – mówi pani Iwona, żona pana Damiana.

- Przekazanie naszemu synowi tej wiadomości… tego nie da się opisać – przyznaje pani Iwona. I dodaje: - Są dni dobre, kiedy syn mówi „Mamo, damy sobie radę”, ale są i dni takie, kiedy chcielibyśmy być z nim po prostu.

- Ciężko to wszystko znieść. Damian to było dobre dziecko. My mamy wykształcenie zawodowe, a on się wykształcił na inżyniera. Jesteśmy dumni z niego bardzo - mówi pani Ala, matka Damiana.

- Dla wnuka rzeczy taty są święte. Niczego nie pozwala ruszać. Widać, że dziecko cierpi, wszyscy cierpimy – dodaje pani Ala.

Dlaczego pan Damian nie żyje?

Po śmierci pana Damiana prokuratura rejonowa w Katowicach wszczęła śledztwo. Sekcja zwłok, a także kolejne ekspertyzy z zakresu medycyny sądowej nie dają odpowiedzi na pytanie o przyczynę śmierci mężczyzny.

Ostatnia z nich wskazuje jedynie prawdopodobny scenariusz - powikłania cukrzycowe, wywołane połączeniem nadmiernego wysiłku fizycznego i nieadekwatnego posiłku.

- Damian chorował od 14. roku życia. Tak dobrze sobie z tym radził, że mało kto wiedział, że on jest chory. Miał tak wszystko dopracowane i wiedział, jak jego organizm reaguje, że trudno było coś zauważyć – opowiada żona mężczyzny.

Samobójstwo, zabójstwo, nieszczęśliwy wypadek

Prokurator nadzorujący śledztwo zlecił równolegle wykonanie opinii wybitnemu specjaliście w dziedzinie przestępstw związanych z użyciem przemocy, psychologowi śledczemu, który rozwiązał już w Polsce wiele głośnych spraw kryminalnych – doktorowi Bogdanowi Lachowi.

- Mamy do czynienia z trzema możliwymi rozstrzygnięciami: samobójstwo, zabójstwo albo nieszczęśliwy wypadek - ocenia dr Bogdan Lach, psycholog śledczy i profiler.

- Myślę, że wersja nieszczęśliwego wypadku hipotetycznie jest możliwa. Natomiast jeśli poskładamy wszystkie dowody, informacje na temat funkcjonowania naszego pokrzywdzonego, który doskonale znał swoją chorobę, bo miał wiedzę od dzieciństwa, to trudno założyć, że nagle ta wiedza jakoś umknęła – dodaje dr Lach.

- Ślady nie korelują też z sytuacją samobójczą. Choćby kwestia otarcie naskórka, obrażeń, które zostały ujawnione. Trudno założyć, że osoby dokonujące samobójstw, będą się tarzać po ziemi i próbować się obronić – mówi dr Bogdan Lach.

W wersję o samobójstwie nie wierzy również żona pana Damiana.

- Nie zawiódłby tak syna – uważa pani Iwona. I dodaje: - Mąż był bardzo dobrym, pozytywnym człowiekiem. Mówił, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Jak był jakiś kryzys, to właśnie on był wsparciem. Zawsze znajdował rozwiązanie – mówi pani Iwona.

- On kochał życie, wiedział, że każdy dzień jest cenny. Czasami się śmiałam i mówiłam, że nasze życie jest jak w bajce i oby się nigdy nie skończyło – dodaje ze łzami w oczach.

Tajemnicza śmierć pana Damiana z Katowic

- Taką najbardziej ewidentną wersją, która wynika z tej analizy, to wersja zabójstwa – uważa dr Lach.

W dniu zaginięcia, w poniedziałek rano, Damian odwiózł syna do teściów. Następnie pojechał do sklepu, by kupić żyletki, którymi, jak podejrzewa żona, miał wyciąć dla syna model samochodu. Kilka minut przed godziną 9 dotarł do biura, z którego wyszedł chwilę później, zostawiając telefony, portfel i komputer. Po przejściu kilku kroków zaczął biec.

- Dzwoniłem do niego w poniedziałek rano. Nie odebrał, ale oddzwonił po kilku sekundach i miał zaspany głos. Powiedział, że zaspał, ale musi jeszcze odwieźć syna do teściów i będzie w biurze. Ja musiałem zaraz wychodzić na spotkanie, ale spytałem, czy widzimy się po południu. Powiedział, że tak. Byłem chyba ostatnią osobą, która z nim rozmawiała - opowiada pan Adam, kolega z pracy.

Ciało pana Damiana odnaleziono około 3 kilometry od jego biura. Leżał twarzą do ziemi z rękami zgiętymi w łokciach, z opuszczonymi do kostek spodniami.

5 metrów od niego znaleziono jego buty, zniszczone okulary i paczkę żyletek. Jedna z nich miała na sobie ślady krwi, a na przedramieniu mężczyzny znaleziono powierzchowną ranę ciętą. Na ciele miał liczne zadrapania, sine oko i ślad po wkłuciu w okolicy lędźwiowej.

- Obrażenia, które zostały ujawnione na ciele pokrzywdzonego, mogą sugerować udział osób trzecich. Na miejscu odnalazłem ślady wskazujące na występowanie inscenizacji tzw. z premedytacją – mówi dr Bogdan Lach.

Jak uściśla reporterka Uwagi!, Ewa Wąsek, oznacza to, że ewentualny sprawca mógł w ten sposób chcieć zatuszować swój udział w tym zdarzeniu.

- W mojej ocenie w dużym stopniu się to udało – dodaje profiler.

Szereg błędów prokuratury?

Katowicka prokuratura i policja miała popełnić szereg błędów, o czym mówi nam jeden z pełnomocników rodziny. Były funkcjonariusz policji z wieloletnim doświadczeniem.

- Przedmioty z miejsca odnalezienia ciała zostały zabezpieczone, po czym nie stało się z nimi nic – mówi apl. adw. Paweł Dyduch z kancelarii Adwokaci Reck i Partnerzy.

- Ważne też jest to, że okulary były pomiażdżone. Są to zbyt duże obrażenia, żeby mogły świadczyć o tym, że pochodzą od samego upadku. De facto te okulary też zostały znalezione w miejscu innym niż ciało – wymienia pełnomocnik rodziny. I dodaje: - Same oględziny miejsca były przeprowadzone w godzinach wieczornych, kiedy było ciemno.

W miejscu, w którym leżał pan Damian, znaleziono liczne ślady krwi.

Niecały miesiąc po zdarzeniu bliscy mężczyzny znaleźli tam również pustą ampułkę po insulinie i wężyk do pompy insulinowej.

- Mój mąż na pewno nie nosił takich rzeczy przy sobie – podkreśla żona mężczyzny.

- Kolejna rzecz, która nie została w naszej ocenie zrobiona, to oględziny zabezpieczonych urządzeń elektronicznych, czyli komputera, telefonów. Funkcjonariusz policji przeprowadził oględziny tylko poprzez wejście na urządzenie, przepatrzenie wiadomości, folderów. Tak naprawdę nic więcej. Nie było żadnej ekstrakcji wstecznej plików, które mogły zostać usunięte, a mojej ocenie mogły być kluczowe w takim postępowaniu – wymienia dalej apl. adw. Paweł Dyduch.

- To, co czuję do organów ścigania, to nie jest żal. To jest całkowita utrata zaufania do ludzi, którzy wykonują tak ważną pracę. Potraktowano nas jak kolejny numer w sprawie – mówi pani Iwona, żona pana Damiana.

Zabójcą mógł być ktoś znajomy?

Opinia sporządzona przez profilera wskazała, że ewentualny zabójca Damiana najprawdopodobniej był jego znajomym.

- Sprawca niewątpliwie znał teren, umiał się w nim swobodnie poruszać. Znał zwyczaje, miał dobre kontakty z pokrzywdzonym. Poza tym te inscenizacje miały pozorować to, iż zdarzenie to miało mieć charakter samobójstwa. Motywem wiodącym był motyw emocjonalny, więc może mieć różne konotacje - może być związany z kwestiami zawodowymi, może ze sprawami prywatnymi. Z pewnością sprawca odczuwał poczucie krzywdy i urazy – uważa dr Bogdan Lach.

Choć przeprowadzona przez profilera analiza jest bardzo szczegółowa, a jej wnioski okazują się przełomowe, prokuratura wykonuje zaskakujący dla rodziny ruch. Umarza postępowanie.

W podsumowaniu opinii poświęcono jeden z akapitów opinii biegłego, gdzie wskazano, że w środowisku pokrzywdzonego Damiana nie ma osoby, która odpowiadałaby opisowi ewentualnego sprawcy, który stworzył profiler.

- W mojej analizie jest na tyle dużo informacji o tym, jakie cechy posiada sprawca, że należałoby się tym kwestiom przyjrzeć. Przede wszystkim, moim zdaniem, absolutnie nie można lansować tezy, że w środowisku nie ma takiej osoby – komentuje dr Lach.

„Nie domagam się niczego więcej niż prawdy”

Bliscy pana Damiana odwołali się od postanowienia o umorzeniu. Sąd Rejonowy w Katowicach niedawno przyznał im rację i uchylił decyzję prokuratury.

- Sąd uznał, że decyzja prokuratora jest przedwczesna. Należy przeprowadzić szereg czynności, a następnie dokonać kompleksowej, wnikliwej analizy materiału dowodowego - informuje Alicja Skoczylas-Kwaśnik z Sądu Rejonowego Katowice-Zachód.

- Sąd zlecił wykonanie dwóch opinii: jednej biegłego informatyka, drugiej dotyczącej śladów zabezpieczonych na miejscu zdarzenia oraz analizę zabezpieczonych danych z urządzenia – dodaje Skoczylas-Kwaśnik.

Prokuratura, która umorzyła postępowanie w sprawie śmierci pana Damiana, odmówiła spotkania przed kamerą. W mailu powołała się na dobro wznowionego śledztwa.

Mimo podejmowanych prób, nikt z prokuratury nie zgodził się na rozmowę z reporterką Uwagi!

- Nie domagam się niczego więcej niż prawdy. Mój syn na to zasługuje i codziennie o to pyta. Chcę poznać prawdę nawet jeśli miałaby się okazać gorsza od niewiedzy – mówi pani Iwona.

 

as

Ewa Wąsek