Uwaga!

odcinek 8049

Uwaga!

Śpi w piwnicy, bo mieszkanie zamieniła w śmietnik. „Ona nie dostrzega problemu”

Spała w piwnicy, bo mieszkanie wypełniła po sufit odpadami. Czy musi dojść do tragedii, żeby ktoś zareagował?

Sterty śmieci, odór i strach przed zagrożeniem biologicznym oraz robakami. Mieszkańcy jednego z bloków w Lublinie od lat borykają się z problemem, z którym nie potrafią sobie poradzić. Pani Joanna zbiera i gromadzi w swoim mieszkaniu odpady, a od kilku miesięcy mieszka w piwnicy, gdzie znosi kolejne śmieci.

Sąsiedzi boją się o swoje bezpieczeństwo i proszą o pomoc.

Kolejne mieszkanie zapełnione stertami odpadów

Kiedy pani Joanna zgromadziła w swoim mieszkaniu taką ilość śmieci, że nie mogła już do niego wejść, przeniosła się dwa piętra wyżej. Razem ze swoją matką zamieszkała u chorej na Alzheimera sąsiadki. Była przekonana, że ratuje ją przed umieszczeniem w domu opieki.

Jednak i tam historia się powtórzyła. Kolejne mieszkanie zapełniło się stertami odpadów. Po śmierci matki pani Joanny i właścicielki lokalu, jej spadkobierca nakazał kobiecie wyprowadzkę. Do akcji wkroczyła ekipa sprzątająca, która przez wiele godzin wynosiła śmieci do podstawionego przed blokiem kontenera.

- Śmieci, które pracownicy wynosili do kontenera, przenosiła do piwnicy – mówi pan Tomasz. I dodaje: - Mieszkamy 10 lat, a problem ze zbieractwem trwa podobno dłużej. Ostatnio to się jeszcze nasiliło.

- Ona nie dostrzega problemu, jaki ją dotyka, jaką ma poważną chorobę i że przez nią wylądowała w piwnicy – mówi pani Angelika. I dodaje: - Wielokrotnie proponowałam jej, że przyjdę, pomogę posprzątać jej mieszkanie, by mogła tam normalnie wejść i żyć. Ale padało: „Nie, pani Angeliko, ja sama. Sama to zrobię”. Proponowałam jej, żeby się umyła, bo zapach od niej jest nieprzyjemny, ale bez rezultatu.

- Nie mamy w nikim wsparcia, nie mamy w nikim pomocy. Każdy przerzuca to dalej, spółdzielnia, żeby iść do sądu, policja do spółdzielni i tak dalej. Jesteśmy odsyłani z kwitkiem – ubolewa pan Tomasz.

- Boimy się, że spłonie nam blok. To mieszkanie nie ma ani przeglądów kominiarskich, ani przeglądów instalacji elektrycznej, ani instalacji gazowej. I tak jest od 10 lat – zaznacza nasz rozmówca.

Mieszkańcy boją się, że dojdzie do samozapłonu

Mieszkańcy boją się, że przy wysokich temperaturach w mieszkaniu pani Joanny dojdzie do samozapłonu. W obecności naszych kamer sąsiedzi po raz kolejny zadzwonili po służby. Dopiero informacja, że na miejscu jest telewizja, sprawia, że przed blok przyjechała policja.

Funkcjonariusze mieli bardzo duży problem, żeby porozumieć się z kobietą. Po wstępnym wywiadzie ocenili, że wymaga ona pomocy lekarza psychiatry. Na miejsce wzywali pogotowie. Karetka zabrała panią Joannę do szpitala neuropsychiatrycznego.

W tym samym czasie na miejscu pojawili się: prezes i kierownik administracyjny ze spółdzielni. Mieszkańcy zwrócili się do nich, żeby pomogli rozwiązać problem.

- Nie wiem, co dalej będzie, to jest kwestia służb – usłyszeli.

Mieszkańcy poszli prosić o pomoc sanepid. Tam usłyszeli, że jest szansa na otworzenie mieszkania pani Joanny bez jej zgody.

Z kolei pracownicy miejskiego ośrodka pomocy rodzinie twierdzą, że o sytuacji pani Joanny wiedzą dopiero od czerwca.

- Jeżeli dostaniemy informacje ze szpitala, to w zależności, jakie to będą informacje, podejmiemy wszelkie niezbędne działania, żeby pomóc tej pani - deklaruje Anna Pawlak z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie.