Uwaga!

odcinek 8047

Uwaga!

Setki kierowców mogą stracić prawo jazdy przez fałszywy podpis właściciela szkoły nauki jazdy

Dostali pisma ze starostwa, że ich kurs prawa jazdy może zostać uznany za nieważny. Okazało się, że właściciel ośrodka nauki jazdy miał prowadzić szkolenia, do których nie był uprawniony. Kursanci, z których część od lat pracuje „za kierownicą”, są przerażeni.

Podczas kursów na prawo jazdy muszą odbyć się zajęcia z pierwszej pomocy. Jeśli szkolenia były prowadzone przez osobę bez stosownych uprawnień lub w ogóle się nie odbyły, kursanci, mimo że zdali egzamin, mogą stracić prawo jazdy. W takiej sytuacji znalazło się kilkaset osób z okolic Tarnowa.

Zrobili prawo jazdy, a dziś są zawodowymi kierowcami

- Od dziecka lubiłem pracować. Prawo jazdy kategorii B zrobiłem w wieku 18 lat w lipcu 2018 roku, a kategorię C+E w 2019 roku. I od tego czasu jeżdżę zawodowo – opowiada pan Krzysztof.

Nasza kolejna bohaterka, też potrzebuje prawa jazdy do wykonywania pracy.

- W 2021 roku był Covid i nie było żadnej teorii w szkole jazdy, nie mieliśmy też żadnych spotkań. Do teorii przygotowywałam się sama, wcześniej dostałam materiały ze szkoły nauki jazdy. Zajęć z pierwszej pomocy nie było. To był czas Covidu, więc stwierdziłam, że teraz tak po prostu jest – tłumaczy pani Jowita.

Pan Krystian zaufał szkole nauki jazdy, uważając, że ta ma wszystkie uprawnienia.

- Na kursie na kategorię B miałem teorię i jazdy, czy było to zgodne z przepisami, to nie mam pojęcia – mówi pan Krystian, dziś zawodowy kierowca.

Po latach mogą stracić prawo jazdy

Wszyscy nasi rozmówcy, a także pozostałe blisko czterysta osób, to byli kursanci Dariusza B. Ośrodek szkolenia kierowców należący do tego mężczyzny znajdował się w małej miejscowości pod Tarnowem. Po latach okazało się, że - nie tylko w trakcie pandemii - albo w ogóle nie było realizowane szkolenie z pierwszej pomocy albo prowadził je sam właściciel szkoły, który nie miał do tego uprawnień.

- Postępowanie w tej sprawie zostało zainicjowane przez jednego z kursantów, który oblał egzamin państwowy na prawo jazdy. Według zawiadamiającego, został on źle przygotowany do egzaminu państwowego w tej szkole. Okazało się, że w latach 2018-2024 prowadzący szkołę Dariusz B. fałszował podpis ratownika medycznego w karcie przeprowadzonych zajęć i poświadczył również nieprawdę w wystawionych zaświadczeniach, co do tego, że zaliczone zostały wszystkie bloki tematyczne – mówi Mieczysław Sienicki z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

- W listopadzie 2025 roku Sąd Rejonowy w Tarnowie wydał w tej sprawie wyrok skazujący – dodaje prokurator Mieczysław Sienicki.

Niedługo po tym, jak właściciel szkoły jazdy został skazany, jego byli kursanci - a obecnie już kierowcy - zaczęli otrzymywać pisma ze starostwa.

„Starosta Tarnowski postanawia wznowić postępowanie w sprawie wydania prawa jazdy”, napisano w piśmie, które otrzymała pani Jowita.

- Pomyślałam, że to jakaś pomyłka – tłumaczy kobieta.

- Na podstawie prawomocnego skazania przedsiębiorcy, który prowadził ośrodek szkolenia kierowców, zakwestionowane zostały poszczególne kursy poszczególnych osób w tym ośrodku – mówi Tomasz Stelmach ze Starostwa Powiatowego w Tarnowie.

Stanowisko starostwa

Stanowisko starostwa, które wydaje uprawnienia do kierowania pojazdami, jest jasne: sfałszowanie dokumentów podważa ważność kursu. A skoro ważnego kursu nie było, nieważny jest również egzamin państwowy zdawany po jego ukończeniu.

Ta sytuacja może poważnie skomplikować życie naszych rozmówców.

- Pracując jako kierowca zarabiam na życie i utrzymanie rodziny. Jeżeli stracę prawo jazdy, to automatycznie zostanę zwolniony z pracy, nikt nie będzie na mnie czekał i trzymał miejsca, bo mój szef ma kontrahentów i musi wywiązywać się ze zleceń i transportów – mówi pan Krzysztof.

W podobnej sytuacji jest pan Krystian, który jest zawodowym kierowcą.

- Ponowne zrobienie prawa jazdy wszystkich potrzebnych mi kategorii zajmie około roku i w tym czasie byłbym pozbawiony pracy – denerwuje się mężczyzna.

Od decyzji starostwa byli kursanci Dariusza B. mogą się odwołać. Z dużym prawdopodobieństwem nieskutecznie. Podobnymi sytuacjami zajmował się już Rzecznik Praw Obywatelskich.

- Mieliśmy bardzo, bardzo podobną sprawę z Mysłowic. Niecałe 200 osób zostało poddane procedurze pozbawienia prawa jazdy. Rzecznik przystąpił z urzędu do postępowań przed sądami administracyjnymi, żeby skłonić sądy do przyjęcia korzystnej dla tych osób interpretacji przepisów. Ta interpretacja sprowadzała się do tego, że nie powinno im się odbierać prawa jazdy, które posiadali już od lat, ale powinno im się umożliwić uzupełnienie braków szkolenia z zasad pierwszej pomocy. Niestety, nasza argumentacja nie przekonała Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nasze skargi kasacyjne oddalał, uznając, że na tym etapie nie można takich braków uzupełniać. – mówi Łukasz Kosiedowski z biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Jak tłumaczy się właściciel ośrodka szkolenia kierowców?

Dariusz B. nie prowadzi już ośrodka szkolenia kierowców. Został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 12 tysięcy złotych grzywny. Wyrok nie jest wysoki, bo mężczyzna przyznał się i dobrowolnie poddał się karze. Wydaje się jednak, że ucierpiał mniej niż jego byli kursanci.

- Niech pani mnie nie obwinia, ponieważ obwiniła mnie pani prokurator, która postąpiła ze mną nie fair. Przyznałem się i błagałem, mówiłem, że ci ludzie są niewinni. (…) Nie chciałem ich krzywdzić – stwierdza mężczyzna.

O ile kurs pozwalający uzyskać uprawnienia kategorii B to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, w przypadku prawa jazdy kategorii C i C+E należy przygotować się na zapłacenie kilkunastu tysięcy złotych. Spójrzmy jednak na tę sprawę z nieco innej strony.

Prawo jazdy naszym rozmówcom chce odebrać to samo starostwo, które powinno kontrolować szkołę nauki jazdy, sprawdzając, czy takie zajęcia, jak szkolenie pierwszej pomocy, odbywają się właściwie.

- Pracownicy dokonywali kontroli zgodnie z przepisami również w tym ośrodku i w dokumentacji nie stwierdzili żadnych nieprawidłowości – stwierdza Tomasz Stelmach ze Starostwa Powiatowego w Tarnowie.

Ostatnio pojawiła się jednak iskierka nadziei. W tej sprawie, nawet jeśli starosta utrzyma decyzję o odebraniu prawa jazdy, to zaskarżyć może ją prokurator.