Marzyli o domach, zostali z niczym. „Nie jest mi wstyd, że mieszkam teraz w przyczepie, wstyd to kraść”
Marzyli o własnym domu, zaufali i wpłacili pieniądze. Dziś nie mają ani domu, ani pieniędzy, a niektórzy stali się bezdomni.
Na działce kupionej ze sprzedaży mieszkania w ekspresowym tempie miał stanąć dom. Wierząc w takie zapewnienia ze strony wykonawcy, pani Paulina zamieszkała na działce. Miało to potrwać kilka tygodni, ale od roku kobieta mieszka w przyczepie kempingowej.
- To jest miejsce, w którym jestem, bo nie lubię używać słowa mieszkam – mówi kobieta, pokazując leciwą przyczepę.
Dom z prefabrykatów
Budynek, który miał stanąć na działce pani Pauliny to tak zwany dom prefabrykowany. Duże elementy powstają w hali produkcyjnej, a następnie przywożone są na miejsce i od razu montowane. W przeciwieństwie do budowy domu metodami tradycyjnymi, ta technologia cechuje się szybkim tempem wykonania i często jest dużo tańsza.
- Zaczęłam bardzo mocno interesować się tematem domów modułowych. Porwało mnie to na tyle, że stwierdziłam, że może ja się tym zajmę, jako generalny wykonawca. Tak naprawdę Mateusza [wykonawcę – red.] miałam przetestować pod potencjalnych klientów. Stwierdziłam: „Dobrze, to Mateusz zbuduj mi dom, żeby była wizytówka dla moich klientów – opowiada pani Paulina.
- Sfinalizowaliśmy umowę, wpłacona została pierwsza transza. I gdzieś w sieci pojawił się jakiś komentarz jeden czy drugi, żeby uważać na tę firmę, że pobierają zaliczki i nie budują domów. A ja zapłaciłam 120 tys. zł – opowiada pani Paulina.
Pani Paulina czuła się zwodzona, a potem kontakt się urwał
Pani Paulina wpłaciła 80 procent wartości domu o powierzchni 50 metrów, który zgodnie z umową firma miała wybudować w stanie deweloperskim. W maju zeszłego roku po otrzymaniu wszystkich zgód na budowę kobieta czekała na przyjazd ekipy. Wielokrotnie zapewniano ją, że dom został już wyprodukowany. Pani Paulina, nie chcąc dłużej być obciążeniem dla rodziców, u których pomieszkiwała po sprzedaży mieszkania, przeprowadziła się do namiotu, wierząc, że będzie to jej dom przez trzy tygodnie.
- Na pytania, kiedy będzie ekipa padało, że jutro. A w momencie, kiedy byłam gotowa z działką, to kontakt się urwał – opowiada kobieta.
- 20 sierpnia 2025 roku dostałam telefon. Były pracownik poinformował mnie, że mojego domu nigdy na hali [w produkcji – red.] nie było. Nigdy nie mieli nawet żadnego projektu, żadnego rysunku – zaznacza pani Paulina.
Nie mając gdzie mieszkać, pani Paulina przeprowadziła się z namiotu do przyczepy i dalej prosiła prezesa firmy o wywiązanie się z umowy. W końcu na jej działkę przyjechała ekipa, ale zamontowała tylko szkielet domu. Niedokończony budynek był wielokrotnie zalewany przez deszcz i zasypywany śniegiem.
- Dom żyje teraz swoim życiem i niszczeje – ubolewa pani Paulina.
Dom w górach
Pan Robert ze swoją partnerką zaufali tej samej firmie co pani Paulina. Ich marzeniem był domek w górach, do którego chcieli jeździć ze swoimi psami.
- Nie znalazłem ani jednej negatywnej opinii na temat tej firmy. A wszystko, co miało tam być, jest w umowie. Produkcja prefabrykatów - 10-15 dni roboczych, montaż na placu - około 10 dni, później miały być jakieś prace wykończeniowe – mówi pan Robert.
- Zapłaciłem tej firmie ponad 176 tys. zł. Nabrałem jednak wątpliwości, ponieważ nie zgadzał się numer konta, który widniał w KRS z kontem, które wskazano do płatności. Pani, która była dyrektorem handlowym w tej firmie, powiedziała, że firma zmieniła numer rachunku i przysłała mi zrzuty ekranu z aplikacji bankowej. Wtedy stwierdziłem, że OK – tłumaczy mężczyzna.
We wrześniu zeszłego roku pan Robert oczekiwał na umówione z przedstawicielami firmy rozpoczęcie prac na jego działce. Był przekonany, że za chwilę zacznie się montaż jego wymarzonego domu.
- Ale nie wydarzyło się nic. Było zero kontaktu. Dom nie stanął, nikt na tej działce się nie pojawił. Pisałem maile z prośbą o zwrot pieniędzy, proponowałem rozłożenie tego na raty. Pan Mateusz powiedział, że nie odda ich, bo ich nie ma – przytacza nasz rozmówca.
Komentarze ostrzegające przed korzystaniem z usług firmy
Firma, która miała wybudować domy dla pani Pauliny i pana Roberta, to spółka z siedzibą w Warszawie. Jej głównym zarejestrowanym profilem działalności są roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków. W ciągu ostatniego roku w internecie pojawiły się komentarze ostrzegające przed korzystaniem z usług tej firmy.
Pod pozorem chęci wybudowania niewielkiego domu nasz dziennikarz umówił się na rozmowę z dyrektorką handlową tej spółki.
Usłyszał, że firma po wpłacie pieniędzy jest w stanie wyprodukować dom w dwa tygodnie. Na pytanie o niepochlebne opinie w sieci kobieta odpowiedziała, że czasami zdarzają się nieporozumienia, ale prace są wykonywane.
Następnie doszło do kolejnego naszego spotkania z przedstawicielami firmy. Dwoje dziennikarzy naszej redakcji udawało małżeństwo, które jest już zdecydowane na
podpisanie umowy. W warszawskim biurze firmy powitała nas dyrektorka handlowa i przedstawiła właścicielowi firmy. Kiedy dziennikarze ujawnili, kim są, usłyszeli:
- Nie będę teraz rozmawiał – stwierdził właściciel.
Działania prokuratury
Pan Robert zawiadomił o swojej sprawie prokuraturę, ale ta odmówiła wszczęcia postepowania, wskazując mu możliwość wytoczenia sprawy cywilnej. Natomiast w przypadku pani Pauliny prokurator zdecydował o wszczęciu śledztwa.
- Chodzi tutaj o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, poprzez wprowadzenie w błąd co do zamiaru i możliwości wykonania umowy cywilnoprawnej, której przedmiotem była realizacja wykonania budynku w stanie deweloperskim – mówi Marzena Kiełek-Łopińska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
- Wygląda to w ten sposób teraz, że te firmy, bo to na pewno nie jest jedna taka firma, działają i mają się dobrze, bo wiedzą, że nic im nie można zrobić. Chciałbym, żeby była sprawiedliwość i chciałbym mieć poczucie, że jeśli ktoś kogoś oszukuje, to państwo, czyli organy państwa zadziałają – kwituje pan Robert.