Po zabiegu wiła się z bólu, ale lekarz wypisał ją do domu. Okaleczona 20-latka szuka sprawiedliwości
Pani Sandra zaufała lekarzom, którzy zapewniali ją, że zabieg będzie nieskomplikowany i bezpieczny. Sprawy potoczyły się jednak inaczej. Okaleczona 20-latka szuka teraz sprawiedliwości.
Lekarze zapewniali panią Sandrę, że usunięcie polipa to rutynowy zabieg. Tego samego dnia pacjentka miała wrócić do domu. Tymczasem wizyta w prywatnej klinice spowodowała szereg kolejnych dramatycznych wydarzeń.
Ogromny ból po zabiegu
- Lekarz powiedział, że to trwa dosłownie 10-15 minut, że oni to robią, ja się wybudzam i idę do domu – opowiada pani Sandra. I dodaje: - Miałam robione USG, lecz zdjęcia z USG nikt nie ma. W dokumentacji również go nie ma.
Tuż po zabiegu kobieta poczuła ogromny ból. O swym fatalnym samopoczuciu poinformowała personel medyczny.
- Obudziłam się i od razu zaczęłam płakać. Bardzo mnie bolało. Nie było lekarza. Na łóżku czekał na mnie dokument, że wychodzę do domu, że jestem w dobrym stanie i że zabieg przeszedł bez powikłań – przywołuje pani Sandra.
- W pewnym momencie przyszła pielęgniarka i zapytała, co się stało. Powiedziałam, że bardzo mnie boli. Że nie daję rady wytrzymać. Powiedziała, że mam przejść na drugą salę, iść się ubrać, bo mój partner już na mnie czeka – opowiada młoda kobieta.
- Pani pielęgniarka oddała mi Sandrę praktycznie wiszącą na ramieniu – mówi pan Paweł, narzeczony pani Sandry.
Mimo że pani Sandra sygnalizowała ostry ból, została wypisana do domu.
- Nie była w stanie stać o własnych siłach, w domu było praktycznie to samo – zaznacza pan Paweł.
- Pamiętam, że czołgałam się do łazienki, cały czas wymiotowałam. Cały czas było mi słabo. W pewnym momencie poczułam ciepło na nogach. Usiadłam na toaletę, krwotok był tak mocny, że nie miałam, jak się podnieść – relacjonuje kobieta.
- Od razu pomyślałam, że musi być jakiś błąd, bo takie rzeczy nie zdarzają się przy drobnych zabiegach. Tak naprawdę wypuściłam zdrowe dziecko, a zwrócili mi kalekę – ubolewa pani Joanna, matka pani Sandry.
Nocna wizyta w szpitalu
Późnym wieczorem, kiedy kobieta poczuła się jeszcze gorzej, podjęła próbę kontaktu z chirurgiem, który ją operował.
- Napisałam mu o wymiotach, o krwotoku, o bardzo bolesnym brzuchu, że nie daję rady sama wstać, że nie daję rady w ogóle leżeć – opowiada pani Sandra.
Nocą przyjęto kobietę w Szpitalu Wojewódzkim w Lesznie.
- Skarżyła się na bardzo duży ból, płacz był nieustanny. Była tak wykończona bólem, że cała się trzęsła – opowiada pan Paweł.
- W szpitalu powiedziałam, że mam krwotok, że cały czas krwawię, że nie daję rady chodzić, że cały czas wymiotuję. Najpierw mnie zabrali na pobieranie krwi, zrobili mi badania, po czym stwierdzili, że żadnego krwotoku nie ma – przywołuje pani Sandra.
Następnego dnia kobieta trafiła na blok operacyjny. W szpitalu dyżurował lekarz, który wcześniej przeprowadził zabieg usunięcia polipa.
- Przyszedł potem lekarz i powiedział, że była przebita macica, ale że już ją zszył, że już jestem bezpieczna – mówi pani Sandra.
- Psychicznie było mi ciężko. Bałam się, czy kiedykolwiek będę mogła mieć dzieci – przyznaje pani Sandra. I dodaje: - W momencie kiedy morfina przestała działać, to wrócił ten sam ból.
- Dzwoniłam do rodziny i mówiłam, że chcę się pożegnać, bałam się, co będzie dalej – przyznaje młoda kobieta.
Świadkiem wydarzeń w szpitalu była jedna z pacjentek. Kobieta zgodziła się podzielić swoimi spostrzeżeniami, zachowując anonimowość.
- Dziecko naprawdę płakało. Ona nie mogła tego bólu wytrzymać – mówi nasza rozmówczyni.
Operacja ratująca życie
Tymczasem po operacji kobieta nadal czuła się źle. Okazało się, że pacjentka ma przebite jelito, ropień oraz zapalenie otrzewnej. Niezbędna była kolejna operacja ratująca życie.
- Przyszło do mnie trzech chirurgów, bez żadnego wytłumaczenia. Powiedzieli tylko, że będę cięta pionowo przez brzuch i że mogę się obudzić ze stomią – opowiada pani Sandra.
- Po trzeciej operacji usłyszałam, że miałam martwicę jelit i że perforacja była wykonana w dwóch miejscach. Nie mogłam na to patrzeć. Brzuch był przecięty pionowo, zszywki były metalowe i była stomia – mówi pani Sandra.
Pomimo zgody pacjentki na udzielenie informacji dotyczących jej stanu zdrowia zarówno szpital, jak i placówka medyczna, w której przeprowadzono pierwszy zabieg, nie odpowiedziały na zadane przez nas pytania, zasłaniając się tajemnicą lekarską. W przesłanej korespondencji wystosowanej przez pełnomocnika prywatnej placówki medycznej poinformowano nas jednak, że każdy zabieg wiąże się z możliwością powikłań, a ich wystąpienie nie oznacza, że popełniono błąd medyczny.
Opinia eksperta
O skomentowanie sprawy oraz następstw, jakie spotkały panią Sandrę, poprosiliśmy niezależnego eksperta.
- W obrębie jamy otrzewnej doszło do martwicy jelita, doszło do zapalenia otrzewnej, doszło do powikłań ropnych, co niestety jest skutkiem pierwotnego zabiegu – ocenia dr n. med. Grzegorz Południewski, ginekolog i położnik. I dodaje: - Zasada jest taka, że jeżeli prowadzimy zabieg, a każdy zabieg niesie za sobą ryzyko, to powinniśmy w trakcie tego zabiegu wszelkie powikłania rozpoznać. Trudno mi jest powiedzieć, co doprowadziło do przeoczenia, ale niewątpliwie jakieś problemy w trakcie zabiegu powinny zostać zauważone. Taka pacjentka przynajmniej przez dłuższy okres powinna być poddana obserwacji.
- Musimy zdawać sobie z tego sprawę, że pierwszy zabieg był czynnikiem wyzwalającym problemy. Problemy nie zostały rozpoznane. Doprowadziły do kolejnych postępowań, które związane były z ratowaniem życia pacjentki – podkreśla ekspert.
- Mam żal do tego lekarza. Nie mogę za bardzo uprawiać aktywności. Tak naprawdę jeszcze nie do końca wiadomo, czy w moim przypadku poród naturalny będzie wchodził w grę, czy w ogóle uda mi się zajść w wymarzoną ciążę i czy nie będzie po kilku latach jakichś komplikacji – kwituje pani Sandra.