„Niszczono grób mojego męża”, mówi żona ofiary Łukasza Żaka
Łukasz Żak, pędząc ponad 200 km/h na Trasie Łazienkowskiej, zabił jej męża, okaleczył ją i dwójkę jej dzieci. Dziś pani Ewelina mówi o zastraszaniu, niszczeniu grobu, bucie, arogancji i żartach skazanego sprawcy.
Łukasz Żak został w czwartek skazany na 20 lat więzienia.
- Liczę, że po tym wyroku nastąpią w świadomości naszego społeczeństwa zmiany – mówi pani Ewelina, żona 37-latka, który zginął w wypadku.
- To nam na pewno Rafałka nie zwróci, to był nasz najmłodszy syn, ale kara jest sprawiedliwa do tego, co zrobił – ocenia pani Bożena, matka ofiary wypadku.
Tragiczny wypadek na Trasie Łazienkowskiej
Do wypadku doszło niespełna dwa lata temu w Warszawie, na Trasie Łazienkowskiej. W kolizji zginął 37-letni Rafał - ojciec dwójki dzieci. Prokuratura domagała się najwyższego wymiaru kary, czyli 20 lat więzienia oraz dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów.
„Przyznaję się do prowadzenia arteona, do przekroczenia prędkości, w dalszym zakresie się do niczego nie przyznaję”, mówił w sądzie Łukasz Żak.
„Kierowca nie podjął żadnych manewrów obronnych, nie próbował skręcić kierownicą, nie hamował, po prostu najechał na tył jadącego prawidłowo z dozwoloną prędkością forda”, mówiła w sądzie prokuratorka.
O tragedii na Trasie Łazienkowskiej kilkukrotnie informowaliśmy w Uwadze! Nocą na szerokiej i niemal pustej jezdni rozpędzony volkswagen arteaon uderzył w tył prawidłowo jadącego forda, którym do domu wracała czteroosobowa rodzina. 37-letni Rafał zginął na miejscu.
- Nie ma dnia, abym nie wracała myślami do męża i do tego wypadku – przyznaje pani Ewelina.
Po wypadku kobieta oraz dzieci – 8-letnia dziewczynka i 4-letni chłopiec - ranni trafili do szpitala.
- Na początku miałam operacje wątroby, śledziony, problemy z oddychaniem, połamane wszystkie żebra z prawej strony z przemieszczeniem, przeokropny ból, do tego połamany kręgosłup – opowiada pani Ewelina.
- Córka na całym ciele miała siniaki, zadrapania. Miała wstrząśnienie mózgu. Synek też miał wstrząśnienie mózgu, miał pękniętą śledzionę, połamaną nóżkę, przez 6 tygodni chodził w gipsie i z prętem w kolanku, żeby się odpowiednio zrastało. Miał też problemy z oddychaniem – opowiada żona ofiary wypadku.
Kierował pijany i miał telefon w ręku
Z ustaleń prokuratury wynika, że podczas prowadzenia auta sprawca wypadku - Łukasz Żak był nietrzeźwy, a kierując, jednocześnie trzymał w ręku telefon, którym nagrywał jazdę, pędząc ulicami miasta. Kulminacyjna prędkość zarejestrowana na liczniku sięgnęła 226 km/h. W miejscu zderzenia dopuszczalna prędkość wynosiła 80 km/h.
- Na sali sądowej byli również bliscy oskarżonych. Któregoś razu usłyszałam bardzo nieprzyjemne, agresywne ataki ze strony tych bliskich: „Dlaczego tak się patrzę, czy widziałam siebie w lustrze?”. Żebym się opamiętała. Patrzyłam na tych ludzi, bo chciałam zrozumieć, dlaczego tak młodzi ludzie postępują w ten sposób. Na każdej rozprawie miałam poczucie, że jestem gdzieś na jakiejś imprezie – mówi pani Ewelina.
- Nie widziałam u tych ludzi żalu, że kogoś zabili, że zabrali życie młodemu człowiekowi. Oni przychodzili, witali się, śmiali. Oni nie zdawali sobie z tego sprawy tak naprawdę, co oni zrobili – mówi matka ofiary.
- To dla mnie było trudne, patrzeć, że ci młodzi ludzie cały czas się bawią, ich całe życie, a nawet rozprawy w sądzie są zabawą – oburza się pani Ewelina.
Zniszczony grób ofiary wypadku na Trasie Łazienkowskiej
Kluczowymi dowodami w toczącym się procesie karnym obciążającymi Łukasza Żaka stały się: prędkość, stan upojenia alkoholowego oraz jego zachowanie po wypadku. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy poszkodowanym.
Łukasza Żaka zatrzymano w Lubece na terenie Niemiec, dokąd uciekł tuż po wypadku. Będąc w areszcie, mężczyzna próbował także wpływać na świadków, zastraszając ich groźbami.
- Był moment, w którym i ja poczułam się zagrożona. Jeszcze przed procesem grób mojego męża był systematycznie niszczony. Wyrywane były kwiaty, wyrzucane rzeczy z grobu, a nawet był on spalony – mówi pani Ewelina.
Uzasadnienie wyroku
W przeszłości sprawca wypadku był wielokrotnie karany za jazdę pod wpływem alkoholu oraz łamanie sądowych zakazów prowadzenia pojazdów. Mimo że wobec Łukasza Żaka już pięciokrotnie orzekano zakaz prowadzenia pojazdów, wyroki nie powstrzymywały go przed wsiadaniem za kierownicę.
„Panie Żak, na tę karę pracował pan sobie latami. To jest wypadkowa pana całej działalności. Wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą. Kara w mojej ocenie uwzględniła pana motywację, pobudki, natężenie złej woli, stopień winy, społeczną szkodliwość tych czynów i to jest wypadkowa”, mówił sędzia w uzasadnieniu wyroku.
- To, co budowaliśmy przez 18 lat z mężem, w jednej chwili straciłam – mówi pani Ewelina. I dodaje: - Mimo tego, że minęły już prawie dwa lata, ja wciąż nie odzyskałam nawet połowy normalności. Straciłam filar swojego życia.
Obrońca Łukasza Żaka zapowiada apelację. Uważa, że wydany wyrok jest rażąco surowy.