Pijany wjechał w osoby, które udzielały pomocy po wypadku. Dlaczego sąd nie aresztował kierowcy?
Zatrzymali się, by pomóc rodzinie po wypadku. Kilka chwil później sami zostali staranowani przez pijanego kierowcę. Według świadków, sprawca próbował uciec. Dlaczego sąd nie zgodził się na tymczasowe aresztowanie kierowcy?
Skęczniew to niewielka wieś w powiecie tureckim. W nocy z soboty na niedzielę rozpędzony samochód wjechał tam w grupę osób, które udzielały pomocy rodzinie z dziećmi po tym, jak ich auto wpadło do przydrożnego rowu.
- Jak dojeżdżaliśmy do skrzyżowania z lewej strony, wyskoczyła nam sarna. W panice, że zwierzę jest przed autem, odbiłam i wjechaliśmy do rowu – opowiada pani Marta.
Udzielali pomocy, kiedy wjechał w nich samochód
Według świadków, wszystko zaczęło się od samochodu pani Marty, który zjechał z drogi i znalazł się w przydrożnym rowie. Chcąc pomóc kobiecie, jako pierwsi zatrzymali się kierowcy jednego z przejeżdżających aut. Później dołączyli pani Joanna z mężem, a następnie zatrzymał się samochód Kacpra. Wszystkie pojazdy miały włączone światła awaryjne i ustawione trójkąty ostrzegawcze. Nagle z naprzeciwka, z dużą prędkością nadjechał kolejny samochód. Kierowca nie skręcił na skrzyżowaniu i rozpędzonym autem wjechał wprost w osoby stojące na poboczu.
- Zobaczyłam auto jadące z bardzo dużą prędkością. Zaczęłam krzyczeć, żeby uciekać. Machałam kierowcy, miałam w ręku latarkę w telefonie, ale to nic nie pomogło – opowiada pani Joanna.
- Usłyszałam, jak Asia krzyknęła: „Uważajcie, auto!”. Odciągnęłam jej męża do rowu, spadliśmy i nie pamiętam momentu uderzenia – mówi pani Zuzanna.
- Całe szczęście rów był głęboki i on przez niego przeskoczył – zwraca uwagę pani Marta.
- Usłyszeliśmy, żebyśmy uważali, zdążyliśmy się odwrócić i wjechało w nas auto – relacjonuje Dominik, brat Kacpra. I dodaje: - Mojego brata auto uderzyło czołowo i prawdopodobnie uderzył głową w szybę.
Trwa walka o życie Kacpra
24-letni Kacper w wyniku wypadku doznał rozległych obrażeń mózgu. W szpitalu trwa walka o jego życie. W chwili tragedii stał obok swojego brata Dominika oraz przyjaciela Bartka, który również odniósł poważne obrażenia.
- Pamiętam osoby, które do mnie podbiegły i przeniosły mnie bliżej pojazdów. Był krzyk, chaos. Z tego, co pamiętam, to Kacper poleciał przez środek tego auta, a mnie uderzył bok tego auta - mówi Bartek.
- Zadzwoniłam po pogotowie, błagałam, żeby się pospieszyli – przywołuje pani Joanna. I dodaje: - Wiedzieliśmy, że Kacper jest mocno poszkodowany, ale Bartek też zaczął mieć drgawki. Było bardzo dużo krwi.
- Kierowca nie hamował. Jak wylądował na łące, to nie stanął, nie zatrzymał się, ale dodał gazu, tak jakby próbował uciekać – zaznacza pani Marta.
- Dobrze, że było tam więcej osób, bo pomogli zatrzymać tego zbrodniarza, jak próbował wysiąść i uciekać – mówi brat Kacpra.
- Poszedłem z krwią brata na rękach, by zapytać policję, co dalej, a ten zbrodniarz patrzy się i śmieje się w twarz. Do policji mówił, żeby go wypuścili, bo on nic nie zrobił, że on chce do domu – dodaje Dominik.
- On był perfidny, jakby to nic go nie ruszyło – oburza się pani Joanna.
- Miał uśmiech na twarzy, w radiowozie usiadł i zasnął – dodaje pan Józef.
Sprawca wypadku miał 3 promile
Wracający z imprezy sprawca wypadku miał ponad trzy promile alkoholu. Prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania wypadku drogowego pod wpływem alkoholu, w którym poszkodowani odnieśli ciężkie obrażenia, ale z uwagi na liczbę osób biorących udział w zdarzeniu, nie wyklucza zmiany zarzutów na spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym.
- Podczas wyjaśnień stwierdził, że najprawdopodobniej przymknęło mu się oko, nie zahamował na skrzyżowaniu i wjechał w tę grupę ludzi – mówi Nikola Baranowska z Prokuratury Rejonowej w Turku.
Prokuratura złożyła wniosek o zastosowanie wobec sprawcy tymczasowego aresztu. Sąd nie przychylił się do tego wniosku. Mężczyzna jest na wolności.
- Pierwszy raz się spotkałam z taką argumentacją, że mimo zagrożenia surową karą, sąd uznał, że nie ma potrzeby zastosowania tymczasowego aresztowania – dziwi się prok. Nikola Baranowska.
- Ten facet wjechał w nas jakby z premedytacją, wszyscy mogliśmy zginąć i taki człowiek wychodzi na wolność? – oburzają się pani Joanna i pan Józef.
Podejrzany jest zawodowym kierowcą
Podejrzany ma 45 lat. Nie był wcześniej karany za jazdę pod wpływem alkoholu. Na koncie ma mandaty za przekroczenia prędkości. Według osób, które go znają, od pewnego czasu ma problem z alkoholem. Jest zawodowym kierowcą. Do niedawna prowadził samochody ciężarowe.
- Jego matka utrzymywała, że on się zwolnił z pracy, bo pracodawca nie utrzymywał samochodu w dobrym stanie technicznym. To ściema. Myśleliśmy, że siedzi w domu. Zachowywał się dziwnie, jeździł po nocach, bez celu – słyszymy od mieszkańców.
Mężczyzna mieszka w niewielkiej wsi położonej niedaleko miejsca zdarzenia.
- Chciałem to ominąć, tylko nie zdążyłem ominąć tego wypadku. (…) Ci ludzie mnie zdezorientowali i cała ta sytuacja. (…) Wypiłem dwa, trzy drinki na imprezie - tłumaczył w rozmowie z reporterką Uwagi!, Arletą Boldą-Górną.
Najciężej poszkodowany w wypadku Kacper doznał poważnych urazów. Ma obrzęk mózgu, złamane kości zatok. Stwierdzono także powstanie krwiaka przymózgowego i stłuczenie płuc. Wciąż nie odzyskał przytomności. Młody mężczyzna od dwóch lat jest policjantem, a od 16. roku życia działa jako strażak. Tamtej nocy zachował się tak, jak wiele razy wcześniej - chciał po prostu pomóc.
- Wyszedł pomagać, a teraz cierpi. Mimo że nie był na służbie, to nadal był jak na służbie. Zachował się jak prawdziwy policjant – mówi pani Agnieszka, matka Kacpra.
- Ten kierowca, ja wiem, że on się śmieje, ale on nas zabił. Nie chcę teraz zemsty, ale chcę sprawiedliwości – dodaje pani Agnieszka.
Do szpitala trafił także Bartek, najlepszy przyjaciel Kacpra. Doznał obrażeń twarzy oraz nóg. Na szczęście wrócił już do domu.
- Jeśli chodzi o moją nogę, to lekarz stwierdził, że uszkodzone są więzadła poboczne i krzyżowe i prawdopodobnie łękotka – mówi.
Kierowcy grozi do 16 lat pozbawienia wolności. Po wypadku zatrzymano mu prawo jazdy.
- Z treści odczytanych protokołów świadków tylko jeden z nich zachowanie podejrzanego zinterpretował jako próbę ucieczki – stwierdza Karolina Przybylska z Sądu Okręgowego w Turku. I dodaje: - Przeanalizowałam materiał dowodowy, który znajdował się w aktach sprawy, nadal podtrzymuję swoją decyzję, że przesłanki, które wynikały z materiału dowodowego, nie były wystarczające, by zastosować środek izolacyjny.
Z decyzją sądu nie zgodził się prokurator i złożył zażalenie. Również uczestnicy wypadku oraz rodziny poszkodowanych nie kryją rozczarowania.