Tysiące drzew pod topór. Mieszkańcy Warmii i Mazur biją na alarm
Drogowcy chcą wyciąć na Warmii i Mazurach blisko siedem tysięcy przydrożnych drzew. Czy z krajobrazu znikną przepiękne aleje, które są jednym z symboli tego regionu? Gdzie przebiega granica między bezpieczeństwem a ochroną przyrody?
Na Warmii i Mazurach od dziesiątków lat rosną wyjątkowe aleje drzew. Tworzą je głównie lipy, klony, dęby i jesiony. Wiele z nich ma ponad 100 lat, sadzono je w XIX wieku na mocy dekretu króla pruskiego i do dziś są jednym z symboli krajobrazu regionu.
Przydrożne aleje drzew to jeden z symboli Warmii i Mazur
Olsztyński zarząd dróg wojewódzkich chce wyciąć część z nich. Budzi to kontrowersje wśród mieszkańców. Ostatnio przeciwnicy wycinki protestowali podczas sesji sejmiku województwa. Skupieni w grupie „Skraj Drzew-Stop Wycince” domagają się ocalenia alei drzew. Petycję w tej sprawie podpisało już ponad 20 tysięcy osób.
- Ludzie przyjeżdżają na Warmię i Mazury po widoki, które tutaj mamy. Aleje warmińskie są częścią tych widoków. To jest ogromne dziedzictwo kulturowe regionu. Te drzewa mają po 150, po 200 lat – podkreśla pani Natalia.
- To korytarze ekologiczne, siedliska ptaków, do tego bardzo duża grupa mieszkańców województwa żyje z turystyki. I im też zależy na tym, żeby widoki zachować. I to jest tym bardziej zaskakujące, że ktoś chce coś, z czego region jest znany, po prostu zniszczyć – dodaje nasza rozmówczyni.
W całym województwie warmińsko-mazurskim planuje się wyciąć ponad 6,5 tysiąca drzew. Najwięcej w powiecie kętrzyńskim, gdzie zniknąć mogą całe zielone aleje.
- Na niektórych drogach prawie 95 proc. drzew jest objętych planem wycinki. Wyznacza się drzewa, które według mnie jeszcze nie nadają się do wycięcia. Jeszcze mogą przez wiele lat służyć, pełnić swoje funkcje w krajobrazie – podkreśla Aldona Fenyk, dendrolog.
Drogowcy tłumaczą wycinkę względami bezpieczeństwa
Drogowcy uzasadniają swoje plany względami bezpieczeństwa. Do wycięcia wytypowano zarówno drzewa chore, jak i zdrowe, rosnące na łukach dróg oraz zbyt blisko jezdni. Zdaniem zarządców drogi ograniczają one kierowcom widoczność i zwiększają ryzyko tragicznych w skutkach wypadków.
- Drzewo nie wychodzi nikomu w drogę. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby drzewo wyleciało komuś pod samochód, żeby stanowiło zagrożenie ze swojej strony. Zawsze chodzi o bezmyślność człowieka, zawsze jest jakaś brawura, jakiś inny czynnik, ale na pewno nie drzewo – przekonuje pan Marek.
- Te drzewa stanowią psychologiczną barierę, ludzie jeżdżą wolniej, dlatego że mają troszkę słabszą widoczność, jest to naturalne. A to, że zdarzają się ludzie, którymi rządzi brawura, no to jest już inna sprawa – zauważa pani Natalia.
Część mieszkańców popiera wycinkę
Nie wszyscy mieszkańcy regionu z tym się zgadzają, część nie sprzeciwia się wycince.
Pan Bernard jest sołtysem wsi Stawki w gminie Węgorzewo. Jak mówi, każdego dnia obawia się wypadku, kiedy wyjeżdża na drogę wojewódzką.
- Jak wyjeżdżam od siebie z posesji, to muszę pięć razy się zastanowić, postać chwilę, patrzyć między drzewa i odrosty na lipach, czy coś jedzie czy nie. To jest totolotek, jakby jechał motocyklista 120 km/h, nie miałbym szans – stwierdza Bernard Nowosad.
W ubiegłym roku na Warmii i Mazurach doszło do 118 wypadków związanych z najechaniem w drzewo. Zginęło w nich 30 osób.
Jedną z ofiar był 29-letni kierowca hondy, który w marcu uderzył w drzewo na drodze wojewódzkiej 507. Siła zderzenia była tak ogromna, że pojazd rozpadł się na części. Mężczyzna zginął na miejscu.
- Nie jesteśmy robotami. Są dni słabsze, jest udział osób trzecich. Są różne warunki drogowe, jest ślisko i gdyby nie drzewa, to po prostu byśmy lądowali w rowie. Byłaby amortyzacja – uważa pan Bernard.
Okolice wsi Stawki przy drodze wojewódzkiej nr 650 od lat są miejscem tragicznych wypadków. W ostatnich latach doszło tu do co najmniej sześciu poważnych zdarzeń. Miesiąc temu zginął tam 16-letni pasażer bmw. Prowadzone przez nietrzeźwego kierowcę, auto roztrzaskało się na drzewie. Sołtys wspomina też tragedię, jaka miała miejsce w pobliskiej miejscowości Przystań, gdzie zginęła 25-letnia kobieta. Osierociła dzieci.
- Wpadła w poślizg i uderzyła w drzewo – mówi pan Bernard.
By ocalić drzewa, można zastosować alternatywne rozwiązania
Przeciwnicy usuwania zdrowych drzew domagają się zastosowania alternatywnych rozwiązań, np. montażu luster drogowych. Przeciwko planom drogowców występują również niektórzy samorządowcy, między innymi burmistrz gminy Dobre Miasto.
- Plany drogowców nie są dobre dla tych drzew, bo to wycinka po całości. Wiem, że życie ludzkie jest najważniejsze, ale drzewo też jest ważne. Nie spotkałam się z taką wycinką, pierwszy raz jest taka rzeź niewiniątek – mówi Beata Harań, burmistrz Dobrego Miasta. I dodaje: - Tu jest jeszcze taki problem, że ta wycinka nie jest związana z inwestycją. Bo gdyby była to wycinka związana z inwestycją, że wycinamy drzewa, bo musimy budować, poszerzać itd., to też byłby inny kontekst.
W gminie Dobre Miasto drogowcy planują likwidację 650 drzew. Burmistrz zapowiada, że nie zgodzi się na usuwanie tych zdrowych.
Jak stan drzew ocenia dendrolog?
Największy wyręb zaplanowano w powiecie kętrzyńskim. O ocenę drzew wskazanych przez drogowców do wycięcia poprosiliśmy dendrologa, czyli specjalistę zajmującego się zdrowiem drzew.
- W drzewie, które jest przed nami, nie widzę niczego, co by mnie niepokoiło. Ja bym tego drzewa do usunięcia nie zakwalifikowała. Widać, jak witalna jest korona drzewa – pokazuje Aldona Fenyk.
Drogowcy uzasadniają plan wycinki założeniami programu „Wizja Zero”. To koncepcja bezpieczeństwa drogowego, której celem jest wyeliminowanie ofiar śmiertelnych i ciężkich obrażeń uczestników wypadków. Program zakłada, że błędy kierowców są nieuniknione, dlatego drogi mają ograniczać skutki takich pomyłek i chronić ludzkie życie.
- Moim obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo wszystkich użytkowników dróg i o zapewnienie wymaganych normatywnych parametrów drogi – tłumaczy Marek Raczkowski, zastępca dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich w Olsztynie.
Ostateczną decyzję w sprawie wycinki drzew podejmą władze poszczególnych gmin, do których trafiły już wnioski drogowców. Nawet jeśli samorządy wyrażą zgodę na usunięcie części drzew, konieczna będzie jeszcze zgoda Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.