Ważyła 300 kilogramów, teraz schudła i pierwszy raz od 5 lat sama wyszła z domu
Pani Anita jeszcze dwa lata temu ważyła blisko 300 kilogramów. Dziś waży 100 kilogramów mniej i walczy, by odzyskać swoje życie. – Wierzę, że mi się uda – mówi kobieta.
Panią Anitę poznaliśmy dwa lata temu. Ważyła wtedy blisko 300 kilogramów i oddychała dzięki rurce z tlenem. Do tego stanu doprowadziła ją nie tylko otyłość, z którą zmaga się od dziecka, ale też róża krwotoczna, czyli ostre zapalenie skóry, przez które jej nogi stały się ciężkie i opuchnięte.
- Nie mogłam się ruszyć przez swoje ciało, przez swoje nogi, brzuch. Nie mogłam wstać, więc tak naprawdę byłam więźniem swojego ciała – mówi pani Anita.
Nasza rozmówczyni przyznaje, że towarzyszyło jej wówczas ogromne poczucie strachu.
- Bałam się, że tego nie przeżyję. Leżałam w łóżku, nie byłam w stanie pójść nawet do łazienki. Myślałam, że będę umierać. Że nie ma dla mnie pomocy – mówi pani Anita.
- Moja opiekunka, pani Radosia, zaczęła mnie uświadamiać: „Przecież masz córkę, masz dla kogo żyć, masz z kim wyjść. Chcesz zakończyć życie? Masz dopiero 30 lat”. I wtedy uświadomiłam sobie, że mogę jeszcze walczyć. Że jeszcze mogę być szczęśliwa – opowiada kobieta.
Pani Anita zaczęła walczyć o zdrowie
Po naszym pierwszym reportażu w życiu pani Anity pojawiła się nadzieja. Dzięki pomocy opiekunki zaczęła walczyć o zdrowie. Waga kobiety spadła o blisko 100 kilogramów. Aby to osiągnąć, pani Anita musiała wykonać ogromną pracę.
- Wiedziałam, że będzie czekała mnie długa droga do schudnięcia, przede wszystkim leczenia obrzęku, otyłości. Nie ma czegoś takiego, jak cudowne odchudzanie – podkreśla pani Anita.
Jedynym ratunkiem dla pani Anity był w tamtym czasie pobyt w szpitalu, aby mogła pod okiem lekarzy schudnąć i wstać z łóżka.
Najpierw była w szpitalu, a potem w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Gdańsku. Pani Anita zaczęła tracić kolejne kilogramy.
- W ZOL-u byłam pod okiem specjalistów – lekarzy, fizjoterapeutów i dietetyków. A w domu odpuszczałam sobie ćwiczenia czy jadłam np. batoniki. A tam był rygor, przychodził pan i nie było mowy, że mi się nie chce ćwiczyć. Aż w końcu udało mi się zrobić pierwszy krok, piąty i dziesiąty – opowiada nasza rozmówczyni.
Z Anitą kolejny raz spotkaliśmy się w 2025 roku.
- Zaczęłam stawać na nogi, powoli robię kroki. Ważę w tym momencie 188 kg i lecę do przodu. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Nie korzystam już z tlenu, oddycham sama – mówiła bohaterka reportażu.
- To było takie wow, widać było zmianę. I sama Anita zmieniła się, jak zobaczyła, że jednak da radę. Że można, że ma wewnętrzną siłę, by walczyć sama ze sobą. Nikt za nią tego nie zrobi – wspomina pani Radosława.
Walka cały czas trwa.
- Jest ciężko, ale mam partnera, który stoi nade mną, przytuli, pocałuje i mówi: „Ćwiczymy”. Od niedawna mieszkamy ze sobą, więc kontroluje też to, co ja jem – cieszy się pani Anita.
Pani Anita chce przejść operację bariatryczną
Nasza rozmówczyni jest dziś o krok bliżej do swojego celu - operacji bariatrycznej, czyli zmniejszenia żołądka. Ale najpierw lekarze muszą ocenić, czy operacja jest dla niej bezpieczna i czy kobieta jest gotowa na trwałą zmianę stylu życia.
- Od kilku lat chcę tego bardzo. Będę starała się też sama schudnąć dietą i ćwiczeniami, aby zejść do jak najniższej wagi do operacji – deklaruje pani Anita.
W codziennej pracy nad utratą wagi pani Anicie kibicuje Katarzyna Guzik, która kiedyś ważyła prawie 200 kg. Dzięki uporowi i determinacji schudła ponad 100. Panią Anitę poznała dwa lata temu.
- Rozmawiamy ze sobą bardzo otwarcie. Trochę jak dwie kobiety z podobną historią. Myślę, że Anita potrzebowała spotkania, żeby zobaczyć, że ktoś naprawdę ją wspiera – mówi Katarzyna Guzik, psychodietetyk i psychoonkolog.
Od tamtej pory obie panie są w stałym kontakcie.
Motywacją do schudnięcia jest córka
Największą motywacją dla pani Anity jest córka, która została jej odebrana m.in. z powodu problemów z poruszaniem się. Nastolatka przebywa teraz w domu dziecka.
- Moja córka dorastała, a mnie tak naprawdę przy niej nie było – ubolewa pani Anita. I dodaje: - Ona na pewno ma żal, że nie było mnie w niektórych momentach, ale ona jest bardzo wyrozumiała. Jak przyjeżdża lub dzwoni, zawsze powtarza: „Mamo, bardzo cię kocham i tęsknię. Czekam, kiedy wyzdrowiejesz”.
Towarzyszyliśmy pani Anicie, kiedy pierwszy raz od pięciu lat wyszła z domu na spacer.
- Jestem z siebie dumna. Jeszcze nie do końca, bo długa droga przede mną i muszę schudnąć jeszcze przynajmniej 100 kilogramów, ale wierzę, że mi się uda – kwituje kobieta.