Kobieta w ciąży ucieka ze szpitala, by ratować siebie i dziecko. "Poszedł do gabinetu i miał mnie gdzieś"
Pani Weronika trafiła do szpitala z silnym bólem brzucha. Kiedy jej stan się pogarszał, płacząc, prosiła o zrobienie jej USG. W końcu podjęła decyzję o wypisaniu się z placówki, chcąc ratować siebie i dziecko.
Panią Weronikę i jej męża Pawła odwiedziliśmy w Wągrowcu. W tamtejszym szpitalu, pani Weronika, która spodziewa się kolejnego dziecka, podjęła dramatyczną decyzję o wypisaniu się ze szpitala na własne żądanie. Kobieta uznała, że uratuje w ten sposób ciążę i swoje życie.
Ciężarna zgłosiła się z bólem brzucha do lekarza
- Jak odwoziłem żonę do szpitala, to myślałem, że pod opieką lekarzy jest bezpieczna. Myślałem, że będzie wszystko dobrze, że po dwóch, trzech dniach wyjdzie ze szpitala i będzie wszystko OK. A okazało się, że było nie tylko zagrożenie zdrowia, ale praktycznie życia – mówi Paweł Kujawa.
Pani Weronika, która jest dziś w czwartym miesiącu ciąży, jak zwykle bawiła się z synkiem Igorem, kiedy jej stan zaczął się pogarszać. Początkowo sądziła, że to zwykłe dolegliwości ciążowe.
- Z prawej strony zaczął mnie mocno boleć brzuch. Zaczęłam mieć wymioty, biegunkę, więc poprosiłam męża, żeby zabrał mnie właśnie do szpitala – opowiada Weronika Kujawa. I dodaje: - Chciałam sprawdzić, czy wszystko jest dobrze z ciążą. Trafiliśmy od razu na oddział ginekologiczno-położniczy. Zrobiono mi badania USG. Lekarz-ginekolog wtedy stwierdził, że ciąża jeszcze jest żywa.
Badanie USG wskazywało, że z ciążą wszystko w porządku, ale wyniki badań krwi świadczyły o stanie zapalnym w organizmie, poziom CRP, czyli wskaźnika białka ostrej fazy świadczącego o istnieniu stanu zapalnego w organizmie, wynosił 71 - był 14-krotnie przekroczony.
- Rano zacząłem pytać żonę, czy wie, kiedy będzie lekarz. Dostałem od żony wiadomość, która mnie zaniepokoiła – że nie wie, kiedy będzie lekarz. Zapytałem jeszcze, czy zrobili badanie krwi, żeby porównać je z badaniem z niedzieli. Nie zrobiono tego. Nadchodził wieczór i było coraz gorzej – opowiada pan Paweł.
- Zaczęłam się pocić, było mi gorąco, poprosiłam koleżankę, by otworzyła okno. Ból był nie do wytrzymania. Jak przyszedł lekarz ginekolog, to zauważył na moim stoliku jogurt pitny. I zaczął mnie wyzywać, że to dlatego mnie boli brzuch – przytacza pani Weronika.
- To, co się działo powinno dać do myślenia. Kobieta w ciąży, bóle brzucha, wymioty, leukocytoza, podwyższone CRP. Znak, że coś się dzieje w brzuchu. Na wejście do szpitala powinna być obejrzana przez chirurga – uważa prof. Krzysztof Bielecki, lekarz-chirurg.
Nasz ekspert od blisko 65 lat jest lekarzem, a od 57 lat chirurgiem.
- Dopiero o godzinie 20:05, jak ginekolog bada pacjentkę, jak dolegliwości się nasiliły, dopiero wzywa chirurga na konsultację. I teraz moje pytanie jest takie: dlaczego panowie doktorzy nie zrobili kolejnego badania CRP? Dlaczego nie zrobili kolejnego badania leukocytozy, krwinek białych? – pyta prof. Krzysztof Bielecki.
Usłyszała, że to nie jest wyrostek
Chirurg dotknął mój brzuch, kazał wyciągnąć język i powiedział, że to nie jest na pewno wyrostek.
- I usłyszałam, jak pielęgniarka powiedziała, że no to nie ma zagrożenia życia, czyli wszystko jest dobrze. A czułam się gorzej. Zadzwoniłam do męża - opowiada pani Weronika.
- Była to dla mnie trudna rozmowa, żona już popłakiwała przez telefon. Mówiła, że środki przeciwbólowe, które jej podają, nie przynoszą jej ulgi. Że ten ból zaczyna się robić rozległy. Dla mnie to było dziwne, żona w szpitalu, a nikt nie reaguje – mówi pan Paweł.
Mężczyzna stwierdził, że musi porozmawiać z lekarzem.
- Pomyślałem, że to nagram, żeby nikt mi nie zarzucił, że robię aferę czy zachowuję się niestosownie – tłumaczy pan Paweł.
„Nie stosuje się do zaleceń. Ma dietę, najadła się jogurtu. Dostała biegunki i po biegunce zaczął się ból brzucha”, słyszymy na nagraniu.
- Jak można powiedzieć komuś, że kogoś brzuch boli od jogurtu? Gdzie żona sugerowała, że ten ból jest rozlewający – oburza się pan Paweł.
Dalej mężczyzna zapytał lekarza o badanie USG.
„Żona życzy sobie USG, proszę pana. Życzyć to sobie każdy może. USG nie leczy. Będą wskazania, będzie USG”, pada w nagraniu.
- Jak można podejść do pacjenta w ten sposób? Żona była skulona, zrozpaczona, płaczem prosiła doktora o badanie – mówi pan Paweł.
- Zamiast sprawdzić, jaka jest przyczyna bólu, takiego CRP, zrobić wszystko, żebym była pod najlepszą opieką, on nic nie zrobił. Poszedł do swojego gabinetu i miał mnie gdzieś – oburza się pani Weronika.
Wypisała się ze szpitala na własne żądanie
Wtedy pani Weronika podjęła dramatyczną decyzję o wypisaniu się ze szpitala na własne żądanie i szukaniu pomocy w oddalonych o około godzinę drogi Obornikach.
- W samochodzie bardzo źle się czułam, wymiotowałam. Jak dojechaliśmy do szpitala, pielęgniarki musiały mnie rozbierać i ubierać, i podnosić – wspomina pani Weronika.
Wyniki badań wykonanych w Obornikach, w tym USG i badań krwi, były alarmujące. Poziom CRP wynosił już wtedy 258.
- Po półgodzinie, po konsultacji chirurgicznej, wykonaniu podstawowych badań, gdzie wyszły wykładniki stanu zapalnego, pacjentka została zakwalifikowana do operacji, która została wykonana o około pierwszej w nocy – mówi Grzegorz Szanecki, ordynator chirurgii w Szpitalu Powiatowym w Obornikach.
- Wysoki stan zapalny, jasne objawy, nie było na co czekać. Zapalenie wyrostka, perforowane z zapaleniem otrzewnej, jest to poważny stan, który może doprowadzić do komplikacji w zdrowiu i życiu, w tym przypadku dwóch pacjentów, łącznie ze śmiercią – dodaje lek med. Grzegorz Szanecki.
Nasz dziennikarz zapytał lekarza z Wągrowca, czy nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Wykonałem wszystkie badania, które trzeba. Pacjentka życzyła sobie USG, a USG nie leczy – stwierdził medyk.
Pani Weronika nie ma wątpliwości, że życie swoje i dziecka zawdzięcza lekarzom ze szpitala w Obornikach. Ma też nadzieję, że postępowanie lekarzy, którzy, jak mówi, zbagatelizowali jej stan w Wągrowcu, zostanie dokładnie zbadane i wyjaśnione.
- Najczęstszą przyczyną ostrego brzucha, bólów brzucha, jest ostre zapalenie wyrostka robaczkowego. Tego się uczy już na studiach. W Wągrowcu nie dołożono należytych starań, żeby rozpoznać problem chorobowy u ciężarnej kobiety – ocenia prof. Krzysztof Bielecki.
Sprawę pani Weroniki bada Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej oraz prokuratura, która sprawdza, czy doszło do narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.