Marysia - studentka pierwszego roku – kończyła pod okiem instruktorki pracę zaliczeniową, gdy nastąpił olbrzymi wybuch. 20-latka nie żyje. Prokuratura postawiła zarzuty wykładowczyni i rektor uczelni.
- Marysia poszła na studia, żeby zdobywać wiedzę, żeby rozwijać się. Chciała robić to, co kochała. A zginęła w budynku uczelni, czyli w miejscu, w które oddajemy swoje dzieci, bo student to też jest dziecko, pod opiekę innych ludzi, pod opiekę instytucji. I ufamy w to, że będą bezpieczne, że nie stanie im się krzywda – ubolewa pani Hanna.
Przygotowywała pracę zaliczeniową, doszło do wybuchu
Marysia, córka pani Hanny dostała się na wymarzone studia na Akademii Sztuki w Szczecinie. Kończyła pierwszy rok, a w pracowni pod opieką pracownika dydaktycznego, przygotowywała pracę zaliczeniową przy użyciu kalafonii.
- Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. To była niedziela. Było bardzo gorąco. Siedzieliśmy z mężem na zewnątrz i zadzwonił do mnie jakiś nieznany mi numer. To był telefon od przyjaciółki Marysi, która poinformowała mnie, że był wypadek, że był wybuch, że Marysia jest poparzona, że wyszła z budynku o swoich siłach i że gdzieś ją zabrali – opowiada pani Hanna.
- To był najgorszy dzień w moim życiu. Pamiętam go jak dzisiaj. Tata zadzwonił i powiedział, że był wybuch na uczelni. Mąż mnie zdążył chwycić i dalej jest czarna dziura. Wpadłam w panikę i rozpacz – wspomina Zuzanna, siostra Marysi.
Marysię przetransportowano do centrum oparzeń w Gryficach. W szpitalu rozpoczęła się walka o życie studentki. Dziewczyna była w śpiączce, jej stan był bardzo poważny.
- Kiedy dojechaliśmy na miejsce, było po godzinie 19, przeżyliśmy szok. Lekarz najpierw z nami porozmawiał i powiedział, że jej stan jest krytyczny. Znalazła się w szpitalu jako NN, więc musieliśmy ją zidentyfikować. Córka była bez kontaktu. Nie chcę mówić, jak wyglądała. Nie było jej widać, tyle mogę powiedzieć – mówi pani Hanna.
- Pokrzywdzona o imieniu Maria dostała bardzo ciężkich obrażeń ciała w postaci poparzenia 90 proc. ciała, oparzeń dróg oddechowych, obrażeń mózgu – mówi Julia Szozda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Maria o życie walczyła prawie pół roku.
- Dwa i pół miesiące była w śpiączce farmakologicznej, więc po prostu przy niej wtedy byliśmy. Została wybudzona w połowie września. Wtedy pojawiła się jakaś nadzieja, że będzie lepiej. Ale nie było lepiej. Nie było z nią kontaktu. Był kontakt wzrokowy. Widać było ogromne cierpienie w oczach – mówi pani Hanna.
Niestety, Marysi nie udało się uratować. Zmarła po 5 miesiącach pobytu w szpitalu.
Sprawą śmierci studentki zajmuje się prokuratura
Postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci i niedopełnienia obowiązków związanych z bezpieczeństwem prowadzi prokuratura. Zarzuty postawiono pracownikowi dydaktycznemu Katedry Grafiki Artystycznej oraz rektor uczelni.
- Studentka wraz ze swoją wykładowczynią wykonywała prace polegające na wypalaniu prac graficznych. Te prace były wykonywane przy użyciu nawet nie urządzenia, ponieważ to nie był żaden palnik, tylko samoróbka, garnuszek z substancją łatwopalną, która była wylewana na materiał i wypalana w ten sposób – opisuje prokurator Julia Szozda.
Według prokuratury wykładowczyni m.in. nie zapewniła studentce odpowiedniego fartucha roboczego.
- Dopuściła ją do wykonywania pracy w pomieszczeniu, które nie zapewniało właściwej wentylacji. Również w tym pomieszczeniu były przechowywane substancje chemiczne w ilości znacznie przekraczającej bieżące potrzeby tej katedry, a także podczas pracy studentki odeszła od niej, udała się w celu rozmowy z inną pokrzywdzoną i wówczas doszło do zapalenia oparów – tłumaczy prokurator Julia Szozda.
- Wybuch był bardzo silny. Siła uderzenia doprowadziła do wyrwania drzwi z futryną z sali, w której były prowadzone prace – podkreśla prokurator.
"Mam nadzieję, że będzie rzetelny proces"
Uczelnia, czyli Akademia Sztuki jest państwową placówką. Pracownia, w której doszło tragedii, dziś jest już po remoncie. Czy władze akademii czują się odpowiedzialne za to, co się stało?
- Wszystko było z atestem. (…) Budynek miał również odpowiednie przeglądy, przechodził odpowiednie kontrole. Nie było podstaw, aby nie prowadzić tam zajęć – stwierdza Kinga Konieczny, rzeczniczka Akademii Sztuki w Szczecinie.
- Dla uczelni to jest wciąż bolesna i żywa sprawa. I uczelni też bardzo zależy, żeby zostało to wyjaśnione - dodaje rzeczniczka.
- To jest dla mnie strasznie bolesne, oburzające i niezrozumiałe, że zginęła moja córka i nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności – podkreśla pani Hanna. I dodaje: - Wiemy, że osoby, którym postawiono zarzuty nie przyznają się do winy. Mam nadzieję, że będzie rzetelny proces i na końcu dowiemy się, kto zawinił.
Jakie zasady bezpieczeństwa powinny panować w takich pracowniach? W laboratoriach Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, otrzymaliśmy odpowiedź.
- Są trzy ważne sprawy, jeżeli chodzi o BHP. Przede wszystkim istotna jest wentylacja. W tym wypadku wentylacja miejscowa, tak zwana wentylacja stanowiskowa, która
pozwala na odciąganie oparów podczas trwania takiego procesu – opowiada dr inż. Kamila Mizera z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy.
- Drugą ważną rzeczą są środki ochrony indywidualnej. Ochrona twarzy, czyli okulary ochronne, maski specjalistyczne z odpowiednimi filtropochłaniaczami, żeby zabezpieczyć układ oddechowy. I fartuch, który ma długi rękaw – tłumaczy dr inż. Kamila Mizera.
- Trzecim ważnym elementem jest przygotowanie miejsca pracy. Kalafonia jest substancją łatwopalną. Jej temperatura zapłonu wynosi około 180-200 stopni Celsjusza. Jeżeli w polu naszego działania byłyby jakieś inne chemikalia, to pod wpływem wysokiej temperatury może dojść do zapalenia się oparów chemicznych – dodaje ekspertka.
Po śmierci Marysi bliscy stworzyli stronę internetową
Marysia była utalentowaną studentką, absolwentką liceum plastycznego. Uczelnia była jej świadomym wyborem. Po jej śmierci, by upamiętnić studentkę i jej twórczość rodzina i przyjaciele zorganizowali wystawę, wydano album i założono stronę internetową.
- Po śmierci siostry postawiłam sobie cel. Chcę, żeby ona cały czas trwała, bo nie można pozwolić na to, żeby o niej zapomniano. Jej prace są niesamowite. I chciałam zrobić wszystko, żeby ona z tymi pracami poszła dalej. Dlatego między innymi stworzyliśmy stronę internetową z pracami mojej siostry – opowiada Zuzanna.
- Strasznie za nią tęsknię. Życie się podzieliło na przed i po. I już zawsze tak będzie. Niestety. Nic tego nie zmieni – dodaje siostra Marysi.
wg
Jakub Dreczka