Uwaga!

odcinek 8031

Uwaga!

Myślała, że podpisuje testament, a oddała sąsiadce cały majątek

Pani Eugenia wierzyła, że przekazując majątek sąsiadce, zapewni sobie bezpieczną starość. Tymczasem, jak twierdzi, po przejściu udaru została sama, tracąc jednocześnie dorobek życia. Jaką rolę w tej transakcji odegrał notariusz?

Pani Eugenia ma 70 lat, jest samotną emerytką. Nie ma dzieci i nie utrzymuje kontaktu z rodziną. Cztery lata temu kobieta przeszła udar. Od tej pory pani Eugenii pomagają wolontariuszki oraz opiekunki skierowane z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie.

- Przyjmuje nas chętnie, cieszy się, jak przychodzimy, jest otwarta. Nie czuje samotności, którą czuła wcześniej – mówi Paulina Malinowska z Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej.

70-latka dostała też materac przeciwodleżynowy i wózek, który pomaga jej w przemieszczaniu się. 

Dziesięć lat temu pani Eugenia została wdową. Mąż był jej jedyną ostoją. Małżeństwo, ciężko pracując przez lata w prowadzonym przez siebie gospodarstwie rolnym, zgromadziło pokaźny majątek. Po śmierci męża, wsparcie pani Eugenii zaproponowali sąsiedzi. Kobieta mogła liczyć na pomoc w robieniu zakupów czy też wspólne wyjazdy. Sąsiadki chętnie zgodziły się na rozmowę z nami.

- Nasze stosunki były jak w rodzinie. Przychodziła, siedziała z nami i z nami wyjeżdżała. Była traktowana jak członek rodziny – zapewnia pani Iwona.

Wizyta w kancelarii notarialnej

Sześć lat temu pani Eugenia postanowiła przekazać swój majątek córce zaprzyjaźnionej sąsiadki. Staruszka była przekonana, że, aby przekazać 180-metrowy dom oraz grunty, sporządziła notarialny testament.

Sąsiadka umówiła wizytę w kancelarii notarialnej w centrum Poznania. To właśnie tam sporządzono w formie aktu notarialnego umowę dożywocia, czyli darowizny majątku w zamian za dożywotnią opiekę. Zgodnie z tą umową sąsiadka zobowiązała się do: dostarczania wyżywienia, odzieży, zapewnienia światła oraz opału, pomocy i pielęgnowania w chorobie oraz zorganizowania pogrzebu.  

- Przeczytałem to i mówię: „Gienia, nie wiem, czy ty wiesz, że z tego wynika, że ty już nie jesteś panią tego domu, właścicielką, tylko ktoś inny”. Ona mówi: „Aż chyba serce mi stanie”. Przejęła się tym bardzo mocno - mówi ks. Bernard Cegła.

Gdy pani Eugenia zrozumiała, że akt notarialny to darowizna, a nie testament, poczuła się oszukana i zerwała kontakty z sąsiadami.

- Klientka szła do notariusza w zamyśle i przeświadczeniu, że idzie zrobić testament. W rozmowie ze mną wypowiadała się: „Ja chcę oddać wszystko, tylko nie za swojego żywota, a po śmierci” – mówi adwokatka Matylda Turkiewicz, pełnomocniczka pani Eugenii.

- Chciałam przekazać gospodarstwo po śmierci – podkreśla pani Eugenia.

Kancelaria notarialna Ireny A.

Do podpisania aktu notarialnego doszło w kancelarii notarialnej Ireny A. Jak się okazało, notariuszce postawiono trzy zarzuty. Kobieta jest oskarżona o współpracę z grupą przestępczą w głośnej sprawie karnej. Tak zwana afera gruntowa dotyczyła wyłudzeń majątków od osób starszych. Jak ustaliliśmy, pani notariusz nadal prowadzi swoją kancelarię.  

- Notariusz Irena A. ma przedstawione trzy zarzuty. Są to bardzo podobne przestępstwa polegające na udzieleniu pomocnictwa innym podejrzanym, doprowadzenia pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzonego mieniem. W ten sposób, że nie odczytywała istotnych części aktu notarialnego, jak również nie upewniała się, że osoby, które zawierają tę umowę, są w pełni świadome skutków prawnych tej umowy – mówi Michał Smętkowski z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

- W tej aferze oszukano około 70 osób - dodaje prokurator.

- Pani Eugenia w kancelarii była w pełni świadoma. Pani notariusz co chwilę pytała się, czy wszystko jest w porządku, odczytywała i podpisywała – zapewnia sąsiadka pani Eugenii.

Czy do prokuratury dotarła również sprawa pani Eugenii?

- Do tej pory jeszcze takie zawiadomienie nie wpłynęło, natomiast jeżeli wpłynie, będzie ono oczywiście rozpoznane – zapewnia prok. Michał Smętkowski.

Chce odwołać darowiznę

Pani Eugenia, aby odzyskać majątek, postanowiła odwołać dokonaną darowiznę i skierowała sprawę do sądu.

- Z rozmów z klientką wynika, że ona się poczuła oszukana przez swoją sąsiadkę, osobę, której wcześniej bezgranicznie ufała – mówi mec. Matylda Turkiewicz.

Sąsiadka pani Eugenii jest zaskoczona takim obrotem spraw. Odpiera zarzuty, ponieważ uważa, że jej pomoc została przez starszą kobietę odrzucona.

Sąsiadki zapewniają, że gdy pani Eugenia przeszła udar, woziły ją do szpitala.

- Są nagrania i zdjęcia ze szpitala. Po nocy jeździłam – zapewniają.

- Oczekuję od sądu, żeby gospodarstwo znowu było zapisane na mnie – kwituje pani Eugenia.