Uwaga!

odcinek 8028

Uwaga!

Spowodowała wypadek, w którym zginęły trzy osoby. Sąd skazał ją prawomocnie na 5 lat pozbawienia wolności. Ale nie poszła do więzienia. Czy można być skazanym i całkowicie uniknąć odsiadki?

W maju 2021 roku niewielki cmentarz w podłódzkim Aleksandrowie wypełnił się po brzegi. Tłumy przyciągnęła uroczystość pożegnania pary motocyklistów, którzy zginęli z powodu brawury kierującej samochodem młodej kobiety.

- Od skrzyżowania non-stop rżnęła do przodu – mówi pan Grzegorz, ojciec zmarłego motocyklisty – Przemysława.

- Wiozła gorące jedzenie dla narzeczonego i spieszyła się do domu – zaznacza pani Grażyna, matka zmarłego Przemysława.

Wypadek motocyklistów w Aleksandrowie Łódzkim

W 2021 roku droga wylotowa z Aleksandrowa Łódzkiego była wąska i dziurawa. 8 maja przed godz. 20 kierująca jeepem, pędząc ponad dwa razy szybciej niż pozwalały przepisy, wjechała na przeciwległy pas ruchu, żeby – mimo zakazu - wyprzedzić sznur aut. Chwilę później jej samochód dosłownie zmiótł z drogi jadące z przeciwka dwa motocykle, którymi wracała do domu trójka przyjaciół. Wszyscy zginęli.

Młoda kobieta, która spowodowała wypadek, była trzeźwa. W wyniku wypadku odniosła niewielkie obrażenia.

- Świadkowie mówią, że jej styl jazdy był bardzo agresywny. Jechała blisko 120 km/h. Biegły wskazał też, że ci motocykliści nie mieli szansy, żeby uniknąć zderzenia - mówi Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

- Wpadłam w amok, tak krzyczałam. Tomek i Beatka to byli moi najbliżsi przyjaciele – wspomina pani Renata.

- Nie mogłam sobie poradzić. Cały czas płakałam. 8 maja to jest dla mnie dzień przeklęty – mówi pani Elżbieta, matka zmarłej Beaty.

Motocykliści osierocili dzieci

Wszystkie trzy ofiary wypadku to doświadczeni 40-letni motocykliści znani w środowisku miłośników jednośladów. Przemysław Bartczak miał żonę i trójkę dzieci. Tomasz Gasztka i Beata Juszczak byli parą, osierocili syna.

- Tomek był duszą towarzystwa. Bardzo pogodny, życzliwy człowiek. Tak samo i Beatka. Kochałam ją jak siostrę. I moje uczucie nie zgaśnie, jeżdżę na cmentarz i z nimi rozmawiam. Przysiadam przy grobie i zawsze im coś poopowiadam – mówi pani Renata.

Kim jest kierująca, która spowodowała wypadek?

Wypadek spowodowała 23-letnia Agnieszka Z., studentka stomatologii pochodząca ze znanej łódzkiej rodziny lekarskiej. Jej matka, dentystka, prowadzi w Łodzi prywatną klinikę. Ojciec, lekarz-internista zjawił się na miejscu tragedii chwilę po wypadku i mimo próśb policjantów oraz strażaków zaglądał do auta córki. Udało nam się dotrzeć do jednego z uczestników akcji ratunkowej.

- Ojciec pani Agnieszki nie zwracał uwagi na to, że ratowany jest człowiek, tylko ominął osoby, które przeprowadzały resuscytację i pierwszym miejscem, do którego się skierował był samochód pani Agnieszki. Otworzył drzwi od strony pasażera i wsunął się częściowo do tego samochodu – opowiada nasz rozmówca. 

- Nie widziałem fizycznie, co on tam robił. Zniknęła karta pamięci z wideorejestratora – podkreśla mężczyzna.

Śledztwo wykazało, że motocykliści jechali szybciej niż powinni, ale prokuratura i tak nie miała wątpliwości, że to Agnieszka Z. odpowiada za tragedię. Śledczy oskarżyli ją o spowodowanie śmiertelnego wypadku. Proces w zgierskim sądzie trwał trzy lata.

- Ta kobieta w sądzie w ogóle na nic nie reagowała. Nie było wzruszenia ani łez – zauważa pani Grażyna.

Agnieszka Z. zaangażowała trzech obrońców, czyli maksymalną dozwoloną liczbę. I konsekwentnie – wbrew oczywistym dowodom – nie przyznawała się do winy.

- Ona kwestionowała swoją odpowiedzialność i winę. Z jej perspektywy, to raczej oni doprowadzili do sytuacji zagrożenia na drodze niż ona – mówi adwokat Bartosz Tiutiunik, pełnomocnik bliskich ofiar wypadku.

- Nic ją nie ruszało, nie było żadnych przeprosin. Na zasadzie, że ona nic nie zrobiła, samochód sam jechał. I nie przyczyniła się do śmierci trojga ludzi – oburza się ojciec zmarłego Przemysława.

Oliwy do ognia dolała kartka wysłana przez Agnieszkę Z. z okazji świąt Bożego Narodzenia do bliskich ofiar po wypadku.

- Życzyła nam wesołych świąt – przywołuje pani Grażyna.

- Nigdy nie przyznała się do tego, że jest winna, aczkolwiek na sprawie apelacyjnej przeprosiła – przywołuje pani Renata.

- Sędzia sądu odwoławczego podczas uzasadniania swojej decyzji w pewnym momencie zapytał oskarżoną: „To za co pani przeprasza, skoro de facto w pani słowach nie słychać skruchy, skoro przed ogłoszeniem wyroku wnosiła pani o uniewinnienie?” – przywołuje Bartosz Żurawicz, dziennikarz TVN24, który zajmował się sprawą.

Wyrok w sprawie wypadku

W końcu zapadł wyrok: 5 lat więzienia. Mimo apelacji obrońców podtrzymał go łódzki sąd okręgowy. Uzasadniając to orzeczenie, sędzia podkreślił, że Agnieszka Z. także podczas rozprawy była przejęta wyłącznie swoim losem, nie zważając na to, że trzy osoby straciły przez nią życie. Sędzia uznał też za znamienne, że ojca oskarżonej – lekarza – bardziej interesowało wnętrze auta córki niż niesienie pomocy.

Wydawało się, że sprawa jest zamknięta, lecz tuż po wyroku sąd zgodził się, by Agnieszka Z. przed pójściem do więzienia ukończyła studencki staż dentystyczny.

- Z tą decyzją już wtedy nie zgadzała się prokuratura. Prokurator wskazał, pisząc żalenie, że kwestie zawodowe nie mogą stać na przeszkodzie odbycia tej kary. Niestety, sąd utrzymał w mocy to orzeczenie – mówi prokurator Paweł Jasiak.

- To jest tak bolesne, że nie mogę poradzić sobie w życiu. Teraz, po śmierci drugiego syna, to już w ogóle nie mamy nikogo. Drugi syn załamał się po śmierci brata. Chodził na cmentarz i spał tam na pomniku – mówi pani Grażyna.

Po śmierci Przemka jego starszy brat - Kamil załamał się psychicznie. Zmarł niedługo później.

- Wszyscy są w traumie, nie mogą zrozumieć, że sprawczyni jeszcze nie siedzi. Nie odbywa kary, żeby zrozumiała, co zrobiła, bo ona chyba do tej pory tego nie rozumie – uważa pani Grażyna.

Odroczenie wykonania kary

Kiedy Agnieszka Z. w końcu miała rozpocząć odbywanie kary, jej obrońcy złożyli wniosek o kolejne odroczenie jej wykonania. Powodem miała być tym razem choroba skazanej. Powołany przez sąd biegły lekarz-psychiatra uznał, że Agnieszka Z. nie powinna iść do więzienia. Sąd – ku zdumieniu bliskich ofiar – odroczył, w oparciu o tę opinię, wykonanie kary o kolejny rok.

- Sąd doszedł do przekonania, iż aktualny stan zdrowia skazanej nie pozwala jej na wykonywanie kary pozbawienia wolności w warunkach jednostki penitencjarnej. Sąd wziął pod uwagę, jeżeli chodzi o opinię biegłego, że wydawał ją biegły z dużym doświadczeniem, z dużym stażem – mówiła na sali rozpraw sędzia.

- Ona prowadzi normalne życie, a naszego syna nie ma. Dzieci nie mają ojca, my nie mamy syna, a u nich wszystko jest wyśmienicie – podkreśla pani Grażyna.

Choć sąd nie ujawnił, na jaką konkretnie chorobę cierpi Agnieszka Z., nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że chodzi o depresję.

- Może studiować, może robić praktyki, tu nie jest chora. Tylko jak ma iść do więzienia, to ma traumę - mówi pan Grzegorz.

- Jeżeli tak by działał wymiar sprawiedliwości, to nikt by nie siedział – podkreśla pani Renata.

Rzecznik prasowy sądu odmówił rozmowy przed kamerą w tej sprawie, bo wcześniej osobiście skazywał Agnieszkę Z. W tej sytuacji próbowaliśmy porozmawiać z sędzią, która podjęła zaskakującą decyzję o odroczeniu wykonania kary.

Sędzia nie chciała rozmawiać.

- Przecież mamy XXI wiek, w więzieniu są psychiatrzy, psychologowie, którzy, jeżeli by naprawdę miała coś z głową, to by jej tam pomogli – mówi pan Damian, brat zmarłej Beaty.

- Prokurator już w trakcie tego postępowania składał wnioski o powołanie innego zespołu biegłych. Podniósł też bardzo istotną kwestię, że skoro skazana i jej rodzina są powiązani ze środowiskiem lekarskim, to biegli, którzy opiniują w tej sprawie, nie powinni być z tego samego terenu. Natomiast niestety te wnioski prokuratora nie zostały przez sąd uwzględnione – mówi prokurator Paweł Jasiak.

- Za chwilę się okaże, że pani Agnieszka zajdzie w ciążę, więc znowu będą przeciwwskazania i nie odbędzie kary – oburza się pani Renata.

- Ciężko tę taktykę ocenić inaczej jak dążenie w kierunku zawieszenia trwałego postępowania wykonawczego. Jest określony przepis, który wskazuje na możliwość umorzenia bądź zawieszenia postępowania wykonawczego i wtedy to skazanie nie wywiera żadnych skutków – mówi prokurator Paweł Jasiak.

- Czuję wielkie rozgoryczenie w środku, że mimo wszystko są u nas w kraju równi i równiejsi – ocenia pani Grażyna.

- Wiadomo, pieniądze w Polsce robią wszystko – mówi pan Grzegorz.

Próbowaliśmy porozmawiać również z Agnieszką Z. Przed kliniką dentystyczną zastaliśmy jej matkę. Nie chciała rozmawiać. Reporter TVN24 Bartosz Żurawicz niedługo po skazaniu Agnieszki Z. też poszedł do rodzinnej kliniki. Wtedy jeszcze matka skazanej chętnie rozmawiała z dziennikarzami i otwarcie mówiła, że jej córka do więzienia iść nie może.

- Powinna siedzieć. Zabiła troje ludzi. Przez swoją głupotę, pośpiech – kwituje pan Grzegorz.

wg

Tomasz Patora