Uwaga!

odcinek 8025

Uwaga!

- Truskawkowa wojna sprzedawców - tak określa się, to, co dzieje się pod Poznaniem. Do niszczenia stoisk wykorzystywany jest prawdopodobnie kwas masłowy. Co w tej sprawie robi policja?

- Oblano nam domek kwasem masłowym. Podejrzewamy o to konkurencję. Udało nam się zdobyć monitoring z tego wieczora. Widać, że ta osoba przyszła ze strony Świerczewa, spryskała cały domek i oddaliła się – opowiada Przemysław Surdyk, właściciel zniszczonego straganu.

Do incydentu doszło w niedzielę o 23:15.

- Teraz domek jest zamknięty, bo śmierdzi nawet obok niego. Czuć wymioty, jak dłużej stoi się, to zaczyna robić się niedobrze i głowa zaczyna boleć – mówi mężczyzna. I dodaje: - Ten środek służy do odstraszania dzików, ktoś wiedział, co robi. Ktoś chciał zamknąć nasz punkt sprzedaży.

Po oblaniu stoiska kwasem nie da się handlować

Przemysław Surdyk od 8 lat prowadzi z żoną biznes warzywniczy. W sezonie wiosennym otwiera stoiska z truskawkami. Po tym jak nieznany sprawca oblał prawdopodobnie kwasem masłowym ich punkt handlowy, silnie śmierdzącą substancją, jest nie do uratowania i będzie musiało zostać rozebrane. Przykry zapach zostaje mimo prób usunięcia.

- Ten biznes z truskawkami jest częścią naszego życia. Wszyscy jesteśmy w to zaangażowani, ja, mąż, moi rodzice. Ale nawet dzieci nam pomagają – mówi Agata Surdyk, współwłaścicielka zniszczonego straganu.

- Najbardziej bolesna jest bezsilność. To już jest piąty domek, który uległ zniszczeniu, a sprawca wandalizmu cały czas nie został znaleziony – podkreśla pani Agata.

Co w tej sprawie robi policja?

To kolejny rok z rzędu, kiedy stoiska państwa Surdyk są niszczone. W zeszłym roku zgłosili oni sprawę na policję, ale ta po kilku tygodniach śledztwo umorzyła z powodu niewykrycia sprawcy. W tym roku małżeństwo postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce.

- Mąż wandalizm odkrył w poniedziałek, w godzinach porannych. Nie minęło może pół godziny i dodałam ogłoszenie na portal społecznościowy z nagrodą w wysokości pięciu tysięcy za wskazanie jakichkolwiek dowodów, tropów w sprawie – mówi pani Agata.

- Odezwał się do nas pan z Kórnika, spotkała go taka sama sytuacja jak nas. Mąż w rozmowie z tym panem ustalił, że u niego na placu stoi ten sam konkurent, co u nas w Luboniu – dodaje pani Agata.

Zaintrygowani nowym tropem jedziemy natychmiast do oddalonego o kilkanaście kilometrów Kórnika, spotkać się z właścicielem zniszczonego stoiska. Okazuje się, że jego punkt został zniszczony w identyczny sposób – oblany śmierdzącą substancją.

- Około 22:20 przyjechał samochód osobowy, przyszło dwóch panów, weszło do budki konkurencji, a potem do mojego stoiska i popsikali moją budkę. Widać to na nagraniach z monitoringu, ale nie widać ich twarzy. Potem uciekli do auta – opowiada pan Andriej.

- Myślę, że za zniszczenie odpowiada konkurencja – dodaje mężczyzna.

Sąsiedni domek handlowy nie został zniszczony, trudno więc podejrzewać przypadkowych wandali. Obaj właściciele zdewastowanych straganów twierdzą, że ich konkurencja to ta sama grupa handlująca owocami.

W sąsiedztwie handlarza z Kórnika konkurencja nagle zniknęła po ataku śmierdzącą substancją... wracamy więc do Lubonia, aby sprawdzić czy tam uda nam się porozmawiać z konkurencją.

- Budka zniknęła, chyba w weekend – usłyszeliśmy od mieszkańców.

- Byłam we wtorek na policji, postępów brak. Tak jak w zeszłym roku. Teraz pewnie też sprawa zostanie umorzona. Ta osoba teraz śmieje nam się w twarz – ubolewa pani Agata.

Po tym jak sprawa zniszczonych straganów zrobiła się głośna, stoiska konkurencji zostały zamknięte, a prowadzące je osoby są bardzo trudne do namierzenia.

- Na tę chwilę wszczęte zostało dochodzenie. Policjanci zabezpieczyli monitoring, który znajdował się na sąsiadującym obiekcie handlowym. Oczywiście policjanci pracują nad wytypowaniem i poznaniem tożsamości tego sprawcy – stwierdza Łukasz Paterski z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.

- Boję się, że to będzie postępować dalej – przypuszcza pani Agata.

- Próbowaliśmy powiedzieć policji, że za chwilę być może zniszczą nam samochód albo będą nas próbować w domu zastraszyć lub zastraszać pracowników, bo można wszystko myśleć po ich zasadach działania. Mam nadzieję, że sprawców dopadnie sprawiedliwość – kwituje pan Przemysław.