Uwaga!

odcinek 8023

Uwaga!

Prokuratura zrobiła z ofiar oszustwa przestępców? "Bardzo krzywdząca decyzja"

Najpierw oszukały ich trzy pracownice banku. Stracili oszczędności życia, wielu musi spłacać olbrzymie długi. Teraz prokuratura, która zbiera dowody przeciw oszustkom, uznała, że ich ofiary są… współwinne przestępstwa. Jak to możliwe?

Dramat pana Jerzego, 75-letniego emeryta z Tczewa, rozpoczął się, gdy niespełna pięć lat temu postanowił wyremontować swoje skromne mieszkanie. Zaciągnął na ten cel w lokalnej placówce Banku Pocztowego pierwszy w życiu kredyt w wysokości 20 tysięcy złotych.

- Spłacałem wszystko uczciwie. Ale zadzwonił do mnie pracownik banku, że mam szybko przyjechać, że jestem potrzebny do podpisu. Uznałem, że ludzie w banku są uczciwi i mówią co podpisać, a co nie – opowiada pan Jerzy.

Myślał, że podpisuje formalne dokumenty

W ciągu trzech lat spłaty kredytu, emeryta w sumie wzywano do placówki banku trzykrotnie. Za każdym razem podpisywał techniczne – według zapewnień pracownic – dokumenty. Pan Jerzy zaniepokoił się jednak, kiedy po pewnym czasie otrzymał z centrali banku upomnienie.

- To było zawiadomienie, że dlaczego nie spłacam innego kredytu. I wtedy z tym pismem, z upomnieniem, udałem się do banku, tam, gdzie te pieniądze wziąłem. Wchodzę do banku, patrzę, a tych pracownic już nie ma. Zatrudniono nową ekipę. Od tych pracowników dowiedziałem się, jakie mam fałszywe kredyty. Wzięto na mnie 57 tys. zł – opowiada mężczyzna.

Afera w tczewskim oddziale Banku Pocztowego

Afera w tczewskim oddziale Banku Pocztowego wybuchła, gdy okazało się, że trzy pracownice placówki masowo oszukiwały klientów, biorąc na ich konto kredyty. W ciągu kilku lat ich ofiarą padło około 50 osób; suma fałszywych kredytów to aż 5 mln zł.

- Zostały przedstawione im zarzuty popełnienia przestępstw polegających na wyłudzeniu kredytów. Grozi im do dziesięciu lat pozbawiania wolności – mówi Mariusz Duszyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Redakcja Uwagi! zajęła się sprawą, gdy okazało się, że bank zażądał spłaty kredytów nie od swoich pracownic, które w praktyce przywłaszczyły pieniądze, lecz od oszukanych klientów.

- Podpisywałem, a te pracownice same brały pieniądze. Nie dostałem ich nigdy – mówił w 2024 roku pan Lech, jeden z bohaterów naszego reportażu.

Klientów Karoliny N., Justyny H. i Magdaleny C. można podzielić na co najmniej dwie grupy.

Z jednej strony byli to ludzie, którzy świadomie podpisywali dokumenty kredytowe chcąc pomóc pracownicom banku w wyrobieniu norm sprzedaży lub licząc na niewielkie zyski z zainwestowania przez znające się na finansach kobiety pieniędzy z kredytu.

- One mówiły, że będą to spłacać. A ja miałem dostawać 400 zł, ale regularnie tego nie było – mówił pan Lech.

Z drugiej strony są ludzie tacy jak pan Jerzy, którym bankowe oszustki wmawiały, że podpisywane przez nich dokumenty dotyczą wyłącznie spraw technicznych. Ludzie ci nie mieli żadnej świadomości, że oszustki w ten sposób biorą na ich konto kredyty, a mimo to zostali potraktowani przez bank jak współwinni oszustwa.

Bank Pocztowy pozwał o spłatę kredytów wszystkich klientów oszustek z placówki w Tczewie. Dziś, po trzech latach, część procesów dobiegła końca.

- Jedna pani sędzina kazała mi to wszystko z miejsca spłacić, dlatego za namową prawnika zdecydowałem się na upadłość konsumencką – mówi pan Andrzej.

- Oszustki nie mają z czego zapłacić. Nie ma na to perspektywy, żeby w realny sposób spłaciły należności – mówi Mariusz Liegmann, pełnomocnik pokrzywdzonych. I dodaje: - Niestety, zwykłego człowieka okazuje się, że można pociągnąć do płacenia, w szczególności emeryta, który ma zapewniony stały dochód.

W lutym pan Jerzy wygrał swoją sprawę w sądzie.

- Stwierdzono, że było to oszustwo – mówi mężczyzna.

Wezwanie do prokuratury w charakterze podejrzanego

Wydawać by się mogło, że sądowa wygrana z bankiem oznacza dla pana Jerzego zakończenie sprawy popełnionego na jego szkodę oszustwa. Nic bardziej mylnego: niedawno emeryt otrzymał wezwanie na przesłuchanie do gdańskiej prokuratury.

- Mam się stawić w charakterze podejrzanego. Zrobili ze mnie złodzieja. Że ukradłem te pieniądze i z nimi uciekłem – oburza się pan Jerzy.

Podobne wezwania do stawienia się w charakterze podejrzanych otrzymali w ostatnim czasie z prokuratury niemal wszyscy klienci oszustek z Banku Pocztowego. Dlaczego prokurator uznał ofiary za współwinnych przestępstwa?

- Występując o kredyt, część tych osób, znaczna część tych osób, np. podawała nieprawidłowe oświadczenia związane z uzyskiwanymi zarobkami i te osoby tak uzyskiwały kredyty – tłumaczy prokurator Mariusz Duszyński. I dodaje: - Tym osobom prokurator przedstawił zarzut współdziałania, czyli dokonania oszustwa. Przestępstwo oszustwa zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

- Jest jeszcze jedna grupa ludzi i to są oszukani, którzy nie mieli pojęcia, że biorą kredyt. To są sprawy, które sąd cywilny w Tczewie już rozpatrywał, częściowo wyroki są prawomocne i wskazują, że byli oszukani. A pani prokurator prowadząca to śledztwo chce tym ludziom stawiać zarzuty. Dlaczego? – dopytywał prokuratora Tomasz Patora, reporter Uwagi!

- Jeżeli w trakcie postępowania zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że w toku tego postępowania zachodzi konieczność przedstawienia innym osobom zarzutu, każdy prokurator, który prowadzi postępowanie przygotowawcze, ma prawny obowiązek przedstawić taki zarzut – stwierdza prokurator Mariusz Duszyński.

- Z ludzkiego punktu widzenia jest to bardzo krzywdząca decyzja. Niesamowicie krzywdząca osoby, które przekształciły się z roli osób pokrzywdzonych, które w swojej świadomości liczyły na to, że chronią je organy państwa, w sprawców przestępstw – mówi adwokat Mariusz Liegmann.

- Wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym. Cały czas jestem na lekach psychotropowych, żeby się jakoś trzymać, żeby żyć. Mam dzieci i wnuki. Komornik siedzi na mojej rencie, nie mam z czego płacić, a tu jeszcze pojawia się prokuratura – mówi zrozpaczona Małgorzata Radtke.

Oszustki z banku przebywają na wolności i czekają na proces. Zostały zwolnione z pracy i prawdopodobnie wyjechały z Tczewa. Rzecznik Banku Pocztowego nie chciał się spotkać z nami przed kamerą, zasłaniając się „dobrem śledztwa”.

- Tak nie można postępować z ludźmi. Prosimy o sprawiedliwość, bo naprawdę jesteśmy niewinni – podkreśla pani Małgorzata.

- Moje sumienie jest czyste i dlatego daję sobie z tym radę – mówi pan Jerzy.

Mężczyzna do dziś wyrzuca sobie, że nie wykrył zastawionej na niego przez bankowe oszustki pułapki. Kiedy wezwały go do podpisania dokumentów, opiekował się ciężko chorą mamą i myślał tylko o niej.

- Opiekowałem się mamą przez 12 lat, dlatego byłem cały czas przejęty mamą, żeby jak najszybciej do niej wrócić. Mama była moim skarbem, oszlifowanym diamentem. Człowiek nie był czujny, a chcą zrobić z niego złodzieja – ubolewa pan Jerzy.

wg

Tomasz Patora