Uwaga!

odcinek 8012

Uwaga!

Nauczycielka zaatakowała ucznia? Co zrobiła szkoła, by chronić dziecko?

Szkolny monitoring nie pozostawia wątpliwości – nauczycielka zaatakowała 8-letniego ucznia. Czy wcześniej dochodziło do nieprawidłowych zachowań?

8-latek do dziś boi się wychodzić z domu. Wspomnienia tego, co wydarzyło się w szkole kilka miesięcy temu, wciąż do niego wracają. Rodzice chłopca opowiadają, że był on szarpany, uderzony i ciągnięty po szkolnym korytarzu.

- Jego układ nerwowy został tak naruszony, że ma teraz problem. O drugiej, trzeciej w nocy pojawiło się wołanie i płacz. Ciągle koszmary – mówią rodzice ucznia.

Zdarzenie zarejestrowane przez kamerę szkolnego monitoringu

Do zdarzenia doszło pod koniec lutego. Rodzice od nauczycielki pracującej w świetlicy usłyszeli, że mocniej szarpnęła ich syna. Kilka tygodni później okazało się, że nie jest to cała prawda. Zdarzenie zarejestrowały bowiem szkolne kamery.

Według relacji rodziców dyrektor placówki początkowo nie chciał pokazać im nagrań.

- Mówił, że ma związane ręce, bo RODO. Ale w końcu dostaliśmy telefon, że musimy przyjechać, bo to są drastyczne sceny. Że pokażą nam tylko kawałek – mówi pan Marcin, ojciec 8-latka.

Kiedy rodzice obejrzeli nagranie, byli w szoku. Na monitoringu widać, jak płacze. Nie chce wejść do sali. Wcześniej - jak mówią – miał upaść na korytarzu i prawdopodobnie uderzyć się w rękę.

- Zapłakany siedział na szkolnej ławce i trzymał się za rączkę – opowiada pani Marcin.

- W pewnym momencie nauczycielka podchodzi do syna, siada, zaczyna siłą go przyciągać. W końcu unosi go do góry. Gdy trzyma go lewą ręką wykonany zostaje ruch ręki w stronę jego twarzy. Jest uderzenie. Nasz syn kuli się. Potem jest ciągnięty za ręce. Zapiera się, na twarzy widać wyraz krzyku i płaczu – opowiada pani Kamila.

Sprawą zajmuje się prokuratura

Rodzice zażądali zabezpieczenia nagrania i zgłosili sprawę do prokuratury. Twierdzą, że inni nauczyciele widzieli całe zdarzenie i nie zareagowali.

- Mamy materiał dowodowy w postaci nagrania z monitoringu. I jest to materiał, myślę, na tyle obiektywny, że powinien dać podstawy do podjęcia decyzji – mówi Daniel Prokopowicz z Prokuratury Okręgowej w Kielcach. I dodaje: - Badamy sprawę w dwóch zakresach, czyli zakres wszczęcia co do znęcania się nad małoletnim dzieckiem oraz co do nieudzielenia mu pomocy w sytuacji, kiedy takiej pomocy ze strony opiekunów

wymagał. W obu tych wątkach materiał dowodowy będzie poddany analizie pod względem prawnokarnym.

Jak sprawę tłumaczy nauczycielka?

Pojechaliśmy do nauczycielki, aby poznać jej wersję zdarzenia. Nie udało się jednak porozmawiać.

Po kilku dniach dostaliśmy oświadczenie pełnomocników nauczycielki. Twierdzą, że nie ma dowodów na pobicie. I podkreślają, że sprawa jest bardziej złożona niż widzi to opinia publiczna. Niemniej na obecnym etapie nie będą jej komentowali.

Tymczasem mnóstwo komentarzy dotyczących tej nauczycielki pojawia się w internecie. Autorzy sugerują, że niepokojące zachowania mogły trwać od lat.

„Wreszcie się nią zajęli, szkoda, że tak późno, od kilkunastu lat nie powinna już pracować z dziećmi, mimo skarg rodziców… Szkoda dziecka, trauma na wiele lat, a on nie był pierwszy”, czytamy w jednym z nich.

O sprawę zapytaliśmy dyrekcję szkoły:

- Z moich informacji, jakie ja posiadam, a objąłem tę placówkę 1 września 2025 roku, takich zdarzeń nie było. Być może było to jednorazowe wydarzenie – stwierdza Paweł Jarosz.

Sprawa dotyczy nauczycielki z 36-letnim stażem.

- Nauczyciel z takim doświadczeniem zdecydowanie powinien wiedzieć, jak się zachować – przyznaje Paweł Jarosz.

Jak powinien postępować nauczyciel?

- Po pierwsze, nigdy do takiej sytuacji nie powinno dojść. Nauczyciel, nawet jeżeli dziecko zachowuje się w sposób zagrażający zdrowiu czy życiu, powinien uruchomić procedurę. Nigdy nie powinien interweniować sam. Najpierw powinien poprosić o pomoc, zabezpieczyć dziecko i wówczas uruchamiać dalsze kroki. Jeśli nauczyciel sam sobie nie radzi z własnymi emocjami, to raczej nie poradzi sobie z emocjami dziecka – ocenia psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiowska.

- I jeżeli nauczyciel swoją postawą pokazuje, że agresja czy też przemoc są dozwolone, to daje zielone światło do przemocy rówieśniczej – dodaje ekspertka.

Dyrektor szkoły przyznaje:

- Przekroczone zostały granice nietykalności cielesnej. Złamane zostały również procedury ochrony małoletnich obowiązujące nie tylko w naszej, ale w każdej placówce szkolnej czy oświatowej – mówi Paweł Jarosz.

Rodzice od początku domagali się natychmiastowego zawieszenia nauczycielki. Tak się jednak nie stało. Kobieta poszła na zwolnienie lekarskie, a po jego zakończeniu wróciła do pracy.

- Zaprowadziłam dziecko do szkoły w nadziei, że udało się nam dojść do normalności. Po 14 maja, gdy ją zobaczył, znowu zaczął budzić się w nocy. Nie mam siły, to straszne – mówi matka 8-latka.

- Ona od razu powinna być zawieszona, co tu wyjaśniać, jest monitoring, wszystko jest czarno na białym – podkreśla pan Marcin.

Jak powinien postąpić dyrektor szkoły?

Ekspertka od prawa oświatowego, z którą rozmawialiśmy, nie ma wątpliwości - dyrektor powinien zawiesić nauczycielkę.

- W takiej sytuacji, gdzie dobro dziecka jest nadrzędne, dyrektor powinien, a nawet ma obowiązek zawiesić nauczyciela w jego prawach i nie czekać na wszczęcie postępowania dyscyplinarnego – mówi radca prawny Ewelina Prasow.

- Dyrektor ponosi odpowiedzialność karną i dyscyplinarną – dodaje ekspertka.

- Uznałem, że skoro nauczycielka pokajała się, czyli przyznała się do tego, to nie wszedłem na drogę prawną – tłumaczy dyrektor placówki.

Decyzja zapadła dopiero po interwencji rodziców w kuratorium. Nauczycielka została zawieszona.

- Wtedy, kiedy nauczycielka przyszła do pracy, czyli piętnastego, nie mogłem tego zrobić, gdyż zostałem skierowany na badania okresowe do przychodni w Kielcach. I tam spędziłem praktycznie cały dzień. Działania podjąłem w kolejnym tygodniu i zakończyłem to zawieszeniem tej pani – stwierdza Paweł Jarosz.