Karmili dziecko tylko mlekiem i winogronami. Helenka ledwie przeżyła
Karmili dziecko tylko mlekiem i winogronami. 3,5-letnia Helenka trafiła na szpitalny OIOM. Dziewczynka ważyła tyle co półroczne niemowlę. W najbliższych dniach do sądu trafi akt oskarżenia. Prokuratura postawiła rodzicom dziecka kolejne zarzuty.
3,5-letnia dziewczynka, ważąca 8 kilogramów, w 2024 roku trafiła do szpitala w stanie zagrożenia życia.
- Dziecko było przyniesione przez matkę na rękach, w stanie zagrożenia życia. Wycieńczone, odwodnione, w skrajnym wygłodzeniu. Wymagało intensywnej terapii – mówi lek. Paweł Matecki ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.
- W czasie zbierania wywiadu dowiedzieliśmy się o diecie. Usłyszeliśmy, że od urodzenia dziecko było karmione mlekiem matki i owocami – przywołuje lek. Paweł Matecki.
- Rodzice byli przekonani, że działali słusznie. W swoich oczach nie zawinili. Karmili dziecko zgodnie ze swoimi przekonaniami – dodaje lekarz.
W szpitalu stan dziewczynki zaczął się poprawiać.
- Żywienie dożylne, doustne, leki i substancje odżywcze poprawiały stan dziecka. Były jednak deficyty neurologiczne w postaci zaburzeń świadomości. Dziecko cofało się w rozwoju. W pewnym momencie przestało mówić – zaznacza lek. Paweł Matecki.
Dziewczynka spędziła w szpitalu ponad miesiąc. Rodzice chcieli wypisać dziecko na własną rękę, ale szpital zawiadomił służby. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i aresztował Magdalenę J. i Rafała B.
Helenka była karmiona jedynie winogronami
- Dziecko odżywiane było jedynie winogronami. Natomiast z napojów otrzymywało mleko matki. W toku przeprowadzonego postępowania prokurator powołał szereg biegłych, którzy wskazali, że stan dziecka wynikał z działań rodziców – mówi Ewa Antonowicz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.
- Konsekwencja złego żywienia to brak umiejętności gryzienia i połykania. Małoletnia nie wychowywała się z rówieśnikami, nie miała kontaktu z innymi dziećmi, była uzależniona od telefonu komórkowego – opowiada prokurator Ewa Antonowicz.
- Najbardziej niepokojące są kwestie dotyczące zaburzeń neurologicznych, małoletnia nie mówi – zaznacza prokurator.
Cała sprawa jest bardzo nietypowa. Rafał B. to emerytowany policjant, Magdalena J. sprzedawała ubrania w internecie i prowadziła butik.
- Mamy do czynienia z osobami, które posiadają pewien status w społeczeństwie, są wykształcone, ale ich działania doprowadziły do skrajnego wycieńczenia małoletniej – mówi prokurator Ewa Antonowicz.
Magdalena J. i Rafał B. opuścili areszt
Po 8 miesiącach rodzice dziecka opuścili areszt, obecnie objęci są policyjnym dozorem. Prokuratura kończy sporządzać akt oskarżenia. W trakcie postępowania, w wyniku złożonych opinii przez biegłych, zarzuty zostały rozszerzone.
- Biegli wskazują na to, że dziecko było głodzone. Podejrzanym rozszerzono zarzuty, uznając, że od urodzenia opieka nad dzieckiem prowadzona była w sposób niewłaściwy. Podczas oględzin w domu podejrzanych ujawniono pełną lodówkę, która posiadała wszystkie produkty żywnościowe – mówi prokurator Ewa Antonowicz.
- Opiekowali się małoletnią w nieprawidłowy sposób, w wyniku czego doszło do choroby realnie zagrażającej życiu. Czyn ten również zakwalifikowano jako znęcanie się nad małoletnią. Grozi za to nawet do 20 lat pozbawienia wolności – dodaje Ewa Antonowicz.
Podejrzani nie przyznają się do zarzucanych im czynów.
Dlaczego para zastosowała na dziecku tak restrykcyjną dietę i wymykała się systemowi? Rodzice Helenki nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Napisaliśmy do nich list, a w nim postawiliśmy naszym zdaniem kluczowe pytania:
- Czy dziś inaczej patrzą na tę sprawę i żałują?
- Czy chcą odzyskać córkę?
- Czy konsultowali dietę ze specjalista?
Na niektóre z tych pytań, odpowiedział nam ich obrońca.
- Z tego, co jest już publicznie dostępne, to źródłem tego pomysłu na odżywianie były dobre doświadczenia jej matki, która uwierzyła w taką metodę odżywiania. Metodę, która jej zdaniem co najmniej uchroniła ją od ciężkiej choroby i wierzyła, że będzie ona najlepsza dla jej córki – mówi Krzysztof Szymański, adwokat ojca dziewczynki.
- Oni uważają, że jeżeli popełnili jakieś błędy, to popełnili je z jakiejś niewiedzy. Nie przewidywali, że ich zaniechania mogą doprowadzić do niekorzystnych skutków w stanie zdrowia dziecka – dodaje adwokat Krzysztof Szymański.
- Wrażenie zrobił na mnie ich dom, a zwłaszcza pokój dziecka. Widać wielką troskę i miłość do dziecka. Nabrałem przekonania, że stało się coś dziwnego, czego ja do dzisiaj nie rozumiem – przyznaje adwokat Krzysztof Szymański.
Czym skutkuje karmienie dziecka samymi owocami?
- Wychowanie dziecka jest przywilejem rodzica. Osobiste przekonania rodziców są ich prawem, są ich częścią autonomii, ale ta autonomia ma granicę. Tą granicą jest zdrowie i życie dziecka. Definicja przemocy mówi o tym, że rodzic wcale nie musi chcieć źle dla dziecka. Wystarczy, że działa celowo, naruszając jego dobra, prawa, czego efektem będzie krzywda – mówi psycholog Justyna Żukowska-Gołębiewska.
- Owoce to nie jest grupa produktów, która dostarcza wszystkich składników, które są niezbędne do prawidłowego wzrostu i rozwoju. Nie ma tam składników budulcowych, na przykład tłuszczów, które potrzebne są do rozwoju mózgu. Nie było też witamin, które są tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego, na przykład witaminy B12. Jej niedobór może powodować trwałe skutki neurologiczne. Wielu składników we frutariańskiej diecie nie ma. Więc jest to nieodpowiedzialne i bardzo niebezpieczne dla tak małego dziecka – zaznacza lek. Aneta Czerwonogrodzka-Senczyna, dietetyczka kliniczna i pediatryczna.
Co stało z dzieckiem? Jak obecnie żyje po diecie frutariańskiej? Dziś dziewczynka ma 5 lat, jest pod opieką rodziny zastępczej.
- Dziewczynka w błyskawicznym czasie odzyskuje sprawność, biega z dziećmi, bawi się. Ma też kontakt ze specjalistami, jest pod ich opieką – mówi Edyta Persowska, zastępca dyrektora PCPR w Zielonej Górze.
Z relacji urzędniczki wynika, że Helenka wciąż nie mówi.
- Natomiast bardzo dobrze niewerbalnie komunikuje się z otoczeniem. Na obrazkach rozróżnia wszystkie kolory, przedmioty, owoce, warzywa. Rozwija się w dosyć szybkim tempie, jakby chciała nadrobić czas, który nie był dany jej wcześniej. Ma duży apetyt. Dopomina się o jedzenie – opowiada Edyta Persowska.
- Wiemy, że małoletnia aktualnie spożywa wszystkie produkty żywnościowe z wyjątkiem winogron, którymi to była karmiona w domu rodzinnym. A linia obrony podejrzanych opierała się m.in. na tym, że małoletnia nie chciała spożywać innych produktów – wskazuje prokurator Ewa Antonowicz.
- Rodzice ciągle przeżywają odebranie dziecka. Nawet wielomiesięczny okres pobytu w areszcie nie uwolnił ich od tej miłości, od tego, że oni dalej mają nadzieję, że ta sytuacja zakończy się dla nich pomyślnie – stwierdza adwokat ojca dziewczynki.
Rodzice nie mają kontaktu z córką, a miejsce jej przebywania trzymane jest w ścisłej tajemnicy. Po powrocie do swojego domu, para jest skryta i powściągliwa w kontakcie z mieszkańcami.
- Oni cierpią, że nie ma dziecka, że stracili to, co mieli najdroższego w życiu – mówi adwokat Krzysztof Szymański.
A czy rodzice są świadomi, że popełnili błędy?
- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie – kwituje prawnik.