Uwaga!

odcinek 8008

Uwaga!

Walka o odszkodowanie i dwie sprzeczne opinie ubezpieczyciela. „Wymiana koła wyceniona na 6,5 zł”

- ASO wstępnie wyceniło szkodę na 12,3 tys. zł, a ubezpieczyciel napisał, że będzie to kosztować 127 zł, w tym wymiana koła 6,5 zł – mówi pan Mateusz, który uszkodził samochód wpadając w dziurę na miejskiej drodze. Jak stawić czoła ubezpieczeniowemu gigantowi?

Pan Mateusz wpadł w dziurę, kiedy było już ciemno.

- Nie miałem szans, by ją dostrzec. W aucie słyszalny był ogromny huk – opowiada mężczyzna.

- Na początku policjanci, którzy przyjechali na miejsce, byli zdziwieni. Ale potem, jak zaczęli mierzyć dziurę, to byli w ogromnym szoku – dodaje pan Mateusz.

Okazało się, że nie było to niewielkie uszkodzenie drogi, ale ogromna dziura o wymiarach 70 na 70 centymetrów i głębokości 13 centymetrów.

- Po zdarzeniu stanął w tym miejscu radiowóz, który zastawił dziurę. Tego samego dnia wszystkie trzy dziury, które były w tym miejscu, zostały zalepione – opowiada pan Mateusz.

Starania o uzyskanie odszkodowania

Wydawałoby się, że uzyskanie odszkodowania będzie proste. Pan Mateusz ustalił, że zarządcą drogi jest miasto, a jego ubezpieczycielem jest PZU. Zgłosił więc szkodę do ubezpieczyciela. Samochód obejrzał przysłany przez PZU rzeczoznawca i wtedy pojawiły się problemy.

- We wstępnym kosztorysie ubezpieczyciela napisano, że będzie to kosztować 127 zł – mówi pan Mateusz. I dodaje: - Mam napisane, że pomiar pojazdu będzie kosztował 45,50 zł, a wymiana koła, zdjęcie i założenie zawrotne 6,50 zł.

127,92 zł - na taką kwotę szkodę oszacował rzeczoznawca PZU. Ponieważ samochód pana Mateusza jest w miarę nowy, mężczyzna zdecydował, że chce go naprawić w autoryzowanym serwisie. W ASO okazało się, że naprawa samochodu będzie kosztować ponad 12,3 tys. zł.

Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania

Okazało się, że nie jest to jednak największy problem. Ubezpieczyciel miasta szkody nie uznał i odmówił wypłaty odszkodowania.

- Dziura była nasza. Ubezpieczyciel powinien wypłacić odszkodowanie po przeprowadzeniu postępowania dowodowego w ramach naszej polisy – przyznaje Aldona Słowik, zastępczyni dyrektora wydziału inwestycji i gospodarki komunalnej Urzędu Miasta w Bochni.

- Też jesteśmy zdziwieni odmową ubezpieczyciela i to dosyć szybką - dodaje Aldona Słowik.

Kto powinien wypłacić odszkodowanie?

Dokumenty związane z tą sprawą pokazaliśmy radcy prawnemu, który wcześniej pracował jako likwidator szkód w PZU. Jego zdaniem nie ma tu żadnych wątpliwości. Ubezpieczyciel powinien wypłacić odszkodowanie.

- Ubezpieczyciel w tym przypadku krzywdzi nie tylko osobę poszkodowaną, ale działa na szkodę swojego własnego klienta – ocenia radca prawny Cezary Orłowski.

Mimo że miasto od początku przyznawało, że szkoda powstała z winy miasta, to ubezpieczyciel kluczył i nie chciał jednoznacznie wskazać winnego.

Doszło do sytuacji, w której ubezpieczyciel zaprzeczał swoim opiniom.

W pierwszej decyzji ubezpieczyciel miasta, czyli PZU napisał, że to nie miasto zawiniło, tylko firma, która miała naprawiać ubytki w nawierzchni. Ubezpieczyciel stwierdził, że miasto nie popełniło błędu i nie zaniedbało obowiązku dbania o drogę, gdyż dziura powstała w okresie gwarancji udzielonej przez wykonawcę robót.

Na to odpowiedział ubezpieczyciel firmy, która likwidowała ubytki w drodze, czyli również PZU. Stwierdził on, że wykonawca nie ponosi odpowiedzialności za to zdarzenie, bo dziura powstała po zimie, a miasto naprawi ją dopiero po przeprowadzeniu przetargu w 2026 roku.

- Doszło tutaj do nieporozumienia. Firma PZU zadała pytanie, czy droga nie pozostaje na gwarancji, czy były prowadzone prace. W zeszłym roku były tam prowadzone prace dotyczące remontu cząstkowego nawierzchni, ale to nie ma znaczenia, bo ubytek powstał w innym miejscu, więc odpowiedzialność firmy nie wchodzi w grę – mówi Aldona Słowik z Urzędu Miasta w Bochni.

- Prawdopodobnie mamy tutaj do czynienia z powierzchowną likwidacją szkody, bez gruntownego zapoznania się z okolicznościami danego zdarzenia. Być może to jest przyczyną wadliwego stanowiska zakładu ubezpieczeń – uważa radca prawny Cezary Orłowski.

Nie dostał odszkodowania, nie może jeździć samochodem

Pan Mateusz od dwóch miesięcy nie może korzystać ze swojego samochodu, bo do tej pory nie dostał żadnego odszkodowania. Mężczyzna próbuje dowiedzieć się, dlaczego ta sama firma ubezpieczeniowa wydała dwie przeczące sobie decyzje. Bez skutku.

Jako główny argument odmowy wypłaty odszkodowania PZU wskazuje fakt, że miasto nie ponosi odpowiedzialności, bo nie wiedziało o istnieniu dziury.

- To jest absurdalne tłumaczenie. Właśnie o to chodzi, jak nie wiemy o dziurze, to mamy ubezpieczenie. Jakbyśmy wiedzieli, to mielibyśmy szansę ją usunąć – mówi Aldona Słowik.

Chcieliśmy przed kamerą zadać przedstawicielowi PZU pytania dotyczące tej absurdalnej sytuacji, w której znalazł się pan Mateusz. Otrzymaliśmy jedynie oświadczenie podtrzymujące decyzję o odmowie wypłaty odszkodowania.

Wobec podtrzymania stanowiska przez PZU, sprawą zainteresowaliśmy Rzecznika Finansowego, który pomaga w sporach z ubezpieczycielami. Jego przedstawiciel zapowiedział interwencję w tej sprawie.

- Tego typu błędy nie powinny się zdarzać, ale skoro się zdarzyły, to trzeba wyjść z tego z twarzą, zlikwidować szkodę i zapłacić za uszkodzony samochód – mówi radca prawny Aleksander Daszewski z biura Rzecznika Finansowego.

Zmiana decyzji PZU

Zaledwie dwa dni po naszym kontakcie ubezpieczyciel wycofał odmowę i diametralnie zmienił stanowisko.

- Dostałem mail od PZU z informacją o przelewie do warsztatu, co potwierdza przejęcie odpowiedzialności przez ubezpieczyciela. Przed chwilą odbyłem też rozmowę z opiekunem sprawy, przeprosił mnie za dotychczasowy przebieg likwidacji szkody i poinformował, że bezsprzecznie należy mi się odszkodowanie z OC sprawy – mówi pan Mateusz.

- Jestem przekonany, że bez reportażu nie byłoby tego odszkodowania – dodaje mężczyzna.