Uwaga!

odcinek 8006

Uwaga!

Zamiast pomagać zostawia po sobie długi. "Oczekiwał, że będziemy nazywać go mecenasem"

- Przedstawił się jako adwokat, powiedział, że wszystkim się zajmie. Byłem oszukiwany z premedytacją - mówi mężczyzna, która skorzystał z usług kancelarii Radosława K.

W Tczewie działa kancelaria prawna, która spędza sen z powiek części tamtejszych mieszkańców. Oficjalnie świadczy pomoc prawną, także międzynarodową, jednak niektórym jej działalność kojarzy się z bezumownym zajmowaniem nieruchomości, zaległościami czynszowymi oraz przywłaszczaniem pieniędzy klientów. Twarzą kancelarii jest Radosław K.

Wynajęli nieruchomość Radosławowi K. i mają problem

- Przedstawił się jako adwokat, który ma firmę. Ma wielu ludzi. Przez to, że jest z założenia osobą zaufania publicznego, nie miałem w jego przypadku jakiś obaw – przyznaje Wojciech Janicki.

- Teraz towarzyszy nam ogromny stres, ciągle żyjemy tą sprawą, a mąż i ja chorujemy na serce – dodaje Beata Janicka.

Pani Beata i pan Wojciech są notariuszami. Trzy lata temu wynajęli swoją nieruchomość kancelarii Radosława K. Zajęła ona dwa piętra zabytkowego budynku. Początkowo umówiony czynsz był płacony, ale wkrótce przestał i do dziś, mimo wyroku eksmisyjnego kancelaria nie chce opuścić lokalu.

- Chodzi o dorobek naszego życia, a nie możemy tam nawet wejść. Zajmuje go ktoś, kto nie ma do tego żadnych praw. Nie płaci i generuje olbrzymie koszty – denerwuje się pani Beata.

- Jakby podliczyć, winny jest ćwierć miliona złotych – szacuje pan Wojciech.

Kim jest Radosław K.?

Kancelaria, której państwo Janiccy wynajęli swój budynek na jej siedzibę, posługuje się nazwą nawiązującą do prestiżowej amerykańskiej uczelni. Reklamuje się jako firma działająca w całej Polsce i Europie. Podkreśla też, że zarządza nią ekspert w zakresie wielu dziedzin prawa z doktoratem uzyskanym za granicą.

- Jak się wejdzie na stronę internetową, to człowiek się dowiaduje, że on jest wybitny, wspaniały. Że ma korzenie szlacheckie. Że jest specjalistą od wszystkiego. Że jest dostępny 24 godziny na dobę – mówi pan Wojciech.

Kancelaria Radosława K. kilka lat wcześniej od 2014 roku korzystała też z lokalu należącego do państwa Muszyńskich. Także oni zostali z niezapłaconym czynszem i nadszarpniętymi nerwami.

- Raz płacił, raz nie płacił, a czynsz wynosił 1 tys. zł. Po pewnym czasie, zgodnie z inflacją, postanowiliśmy podnieść czynsz o 300 zł. Pan K. zdenerwował się i przestał płacić – mówi Zbigniew Murzyński.

- Nie oddał pieniędzy. Do dzisiaj toczy się sprawa w sądzie – zaznacza Halina Muszyńska.

Przez lata Radosław K. stworzył sieć spółek działających w branży usług prawnych, z których część jest już nieaktywna. Gdy jedna spółka kończy działalność, pojawia się kolejna. Jak wynika z ogólnodostępnych rejestrów, Radosława K. nie ma w systemie Naczelnej Rady Adwokackiej ani w rejestrze Krajowej Izby Radców Prawnych.

- Mi przedstawił się jako adwokat, powiedział, że ma kancelarię i wszystkim się zajmie – mówi nasz rozmówca.

Mężczyzna trafił do kancelarii Radosława K. po tym, jak spłonął jego zakład wulkanizacyjny. Miał uzyskać pomoc kancelarii w otrzymaniu odszkodowania od ubezpieczyciela. Pieniądze, blisko 300 tysięcy złotych, zostały przyznane, jednak do ofiary pożaru nie trafiły.

- On dostał te pieniądze. Zdziwił się, że dowiedziałem się o tym, bo zadzwoniłem do ubezpieczyciela. Cały czas byłem oszukiwany, że sprawa jest w toku, a okazało się, że oni te pieniądze mieli trzy lata wcześniej. Byłem oszukiwany z premedytacją – uważa nasz rozmówca.

Mężczyzna zawiadomił prokuraturę. Niedawno otrzymał część swoich pieniędzy, jednak na resztę wciąż czeka. Radosławowi K. prokuratura postawiła zarzut ich przywłaszczenia.

Wynajął mieszkanie, nie dostaje pieniędzy

Kolejną osobą, która uważa się za poszkodowaną, jest mieszkaniec Tczewa, Jacek Ostruszka, który stracił dostęp do swojej nieruchomości, po tym, jak wynajął ją pracownikowi kancelarii.

- Problemy zaczęły się w październiku. Rachunki są niezapłacone – mówi Jacek Ostruszka. I podlicza: - Zalega mi za 7 miesięcy po 1,5 tys. zł plus opłaty, które robię za niego.

- Są dokumenty o eksmisję w sądzie. Ale sąd na razie rozpatrzył tylko zabezpieczenie do wglądu, bo mieszkanie zostało bardzo mocno zapuszczone, jeśli chodzi o stan techniczny – dodaje pan Jacek.

Aby sprawdzić jak w praktyce wygląda kontakt kancelarii z klientem i co mówi o sobie Radosław K., umówiliśmy się z nim na spotkanie pod pretekstem uzyskania odszkodowania dla rzekomej ofiary wypadku samochodowego - matki naszej dziennikarki. Reporterka Uwagi! w pewnym momencie powiedziała, kim jest.

- Nigdy nikogo nie wprowadziłem w błąd, na to są rzesze świadków. (…) Ze wszystkimi pracownikami jesteśmy rozliczeni. (…) Niczego się nie wstydzę i niczego się nie boję. Wszystko wyjaśniam i wszystko zostanie wyjaśnione. Szereg bzdur i kalumnii, które zostają rzucone w stosunku do mojej osoby, uważam za rzeczy, które wymagają rozstrzygnięcia sądowego – stwierdził Radosław K.

200 pozwów

Z relacji poszkodowanych wynika, że kancelaria w dużej mierze koncentruje się na prowadzeniu sporów sądowych z nimi. Pisma kancelarii liczą setki stron, a do sądów trafiają całe kartony dokumentów. Potwierdza to m.in. była pracownica, która po odejściu z pracy otrzymała około 200 pozwów.

- Ponad 200 pozwów złożonych było jednego dnia. Pisma są przygotowane w taki sposób, że sędziowie z urzędu zawiadamiali rzecznika dyscyplinarnego, że sprawy są prowadzone w sposób naruszający etykę zawodu. Przeciwko pełnomocnikom współpracującym bezpośrednio z panem … toczą się dziesiątki postępowań przed rzecznikiem dyscyplinarnym – mówi Anna Latocha, była pracownica kancelarii Radosława K.

- Radosław K. jest bezkarny, bo skoro nie jest zrzeszony w żadnej izbie, czy adwokackiej, czy radców prawnych, nie ponosi odpowiedzialności dyscyplinarnej za to, co robi – dodaje Anna Latocha.

Mimo że Radosław K. nie jest adwokatem, może prowadzić kancelarię dzięki współpracującym z nim radcom prawnym. Pani Anna pracowała dla niego przez półtora roku i odeszła, gdy przestał wypłacać obiecane wynagrodzenie. Jak relacjonuje, firma od wewnątrz zaczęła jej przypominać sektę.

- On oczekiwał, że będziemy nazywać go mecenasem, więc tak się do niego zwracaliśmy. A według mojej wiedzy ma wykształcenie średnie, jest technikiem budowlanym – mówi była pracownica kancelarii Radosława K.

Obecnie toczy się przeciwko Radosławowi K. proces dotyczący przywłaszczenia pieniędzy należących do ofiary pożaru. W innej sprawie usłyszał on zarzuty dotyczące próby wyłudzenia kredytu. Po naszej interwencji prokuratura ma sprawdzić także wątek podszywania się pod adwokata.

- Prokuratura Rejonowa w Tczewie prowadzi kilka postępowań, w których przewija się kancelaria oskarżonego – potwierdza Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

- Nigdy nie myślałam, że spotkam takiego człowieka, który będzie robił takie rzeczy. Nie płaci i jeszcze składa na mnie skargi do Izby Notarialnej, Krajowej Rady Notarialnej, czy ministra – kwituje Beata Janicka.