Żyła w mieszkaniu odcięta od świata przez około 30 lat. "Magda jest teraz w szpitalu"
50-letnia dziś Magdalena była zamknięta w mieszkaniu i odcięta przez rodziców od świata przez około 30 lat! To kolejna taka sprawa, po tym, jak w ubiegłym roku na jaw wyszła historia Mirelli ze Świętochłowic.
Spokojne, złożone z PRL-owskich bloków, osiedle na obrzeżach Krakowa. W jednym z budynków na trzecim piętrze mieszkają Krystyna i Kazimierz K. On, emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego i ona, niegdyś pracownica szkolnego sekretariatu.
- Nigdy nie było słychać od nich żadnych awantur. To była normalna, spokojna rodzina. Nawet bym powiedziała, że taka zamknięta – opowiada nasza rozmówczyni.
Według sąsiadów, państwo K. mają czworo, dziś już dorosłych, dzieci i wciąż opiekują się 30-letnim Pawłem ze zdiagnozowaną niepełnosprawnością. Najstarszą z rodzeństwa córkę Magdę mieszkańcy bloku pamiętają jak przez mgłę.
Co się działo z Magdą z Krakowa?
- To była normalna dziewczyna. Później coraz mniej było ją widać. Przysiadywała na balkonie i skubała sobie włosy z głowy, wkładając je do ust – mówią sąsiedzi. Sugerują, że kobieta wyrywała włosy i je jadła.
Z relacji naszych rozmówców wynika, że kobieta widziana była ostatnio około 20 lat temu.
- Myśleliśmy, że ona jest w jakimś ośrodku – mówi jedna z sąsiadek.
Kilka tygodni temu mieszkańcy bloku zaczęli dostawać tajemnicze wiadomości na zmiętych kartkach papieru i styropianowych tackach wrzucanych na ich balkony. Ich nadawcą była Krystyna K.
- W Święta Wielkanocne wyszłam na balkon, bo widziałam, że coś tam leży. To była tacka, na której było napisane: „Ratunku, policja, córka”. Zadzwoniłam na 112. Powiedzieli, że przyjadą, ale nie przyjechali – opowiada jedna z sąsiadek.
- Któregoś razu przyszła do mnie sąsiadka z kartką, która ją zaniepokoiła. Dotyczyła przypuszczalnie pani Krystyny, która zapisała na tej kartce: „Ratunku, pomocy! Policja!”, podając swoje nazwisko i dokładny adres. Dało nam to do myślenia, że coś się może dziać – mówi sąsiadka.
- Postanowiłam przejąć kartkę od sąsiadki i zadzwoniłam na 112. Około godz. 23 policjant i policjantka weszli do tamtego mieszkania, byli tam kilka minut, góra 10 i wyszli, na tym skończyła się akcja – dodaje nasza rozmówczyni.
- 75-letnia kobieta powiedziała, że to ona [jest autorką karteczek – red.], nie umiała wyjaśnić, dlaczego to zrobiła. Nie było podstaw ku temu, by prowadzić dalsze czynności – stwierdza kom. Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Niedługo później sąsiadów obudził w środku nocy dzwonek. Za drzwiami stała Krystyna K.
- Po cichutku chciała wejść do nas do domu, prosić o pomoc, tak żeby mąż się nie dowiedział. Na początku nas zaczęła przepraszać, że nas nachodzi. Mówiła, że potrzebuje pomocy dla córki, dla Magdy. I wtedy zrozumieliśmy, że Magda jest w tym domu. Powiedziała, że ona pilnie potrzebuje operacji – słyszymy od sąsiadki.
Mieszkańcy bloku, w którym przebywała Magdalena K., postanowili natychmiast działać.
Pokój Magdaleny K. był zamknięty na klucz
Kolejne zgłoszenie odniosło skutek. W mieszkaniu na trzecim piętrze pojawili się pracownicy ośrodka pomocy społecznej. Kazimierz K. początkowo zaprzeczał, że w mieszkaniu przebywa jego córka. Gdy pracownicy MOPS zauważyli zamknięty na klucz pokój - wezwali policję.
- Na początku rzeczywiście starszy pan nie chciał otworzyć tego pokoju, natomiast on, co warto zaznaczyć, nie awanturował się z policjantami, nie był agresywny. Dał się namówić do tego, aby udostępnić pomieszczenie. W tym pomieszczeniu przebywała 50-letnia kobieta, była to córka tych starszych państwa – mówi kom. Piotr Szpiech.
- Podobieństw ze sprawą Mirelli ze Świętochłowic jest aż nadto. Magdalena K. z Krakowa również spędziła kilkadziesiąt lat w izolacji w czterech ścianach blokowego mieszkania, odcięta od pracy i chociażby opieki medycznej. Z drugiej strony, kiedy sprawa wyszła na jaw, rodzice Magdaleny zachowują się zgoła odmiennie od rodziców Mirelli. Ci ostatni szli w zaparte, a nawet uciekali się do przemocy wobec wciąż zamkniętej w mieszkaniu córki. Rodzice Magdaleny w rozmowie ze mną otwarcie przyznają, że nie poradzili sobie z tą sytuacją i złamali życie córce oraz sobie – mówi reporter Uwagi! Tomasz Patora.
Dlaczego matka 50-latki sama nie wezwała pomocy?
Matka Magdaleny, Krystyna szukała kontaktu w sprawie swojej córki w taki sposób, aby nie dowiedział się o tym jej mąż. Zapukaliśmy więc do jej drzwi, kiedy Kazimierz K. wyszedł na zakupy.
- Magda jest teraz w szpitalu, zabrały ją osoby z opieki społecznej - mówi Krystyna K. I dodaje: - Szukałam pomocy, bo bałam się o nią. Coś się działo z jej jelitami. Cały czas martwię się o nią. Wszystko muszę uzgadniać z mężem. Tak jest. On wszystkim rządzi.
Kazimierz K. nie wygląda na swoje 78 lat mężczyzna. Jest sprawny i energiczny. Rozmawialiśmy z nim, gdy wracał z zakupami do domu.
- Ona stawiała cały czas opór i tak to wychodziło – stwierdził mężczyzna pytany, dlaczego wcześniej nie wzywał pomocy do córki.
- To jest wspólna nasza wina, moja i żony - dodał.
MOPS odmawia szczegółowych informacji, ale nieoficjalnie ustaliliśmy, że Magdalena K. prawie nie miała włosów ani zębów. Rodzice mieli poinformować, że te po prostu córce wypadły. Podczas kolejnej, nocnej wizyty pracownik ośrodka zastał skuloną kobietę siedzącą po ciemku w toalecie. Magdalena K. wyrywała sobie z głowy resztki włosów i je jadła. Narzekała też na silny ból. Zawieziono ją do szpitala, gdzie przeszła pilną operację brzucha.
- Została hospitalizowana. Jesteśmy z nią w kontakcie. W tym momencie potrzebny jest jej spokój i czas, żeby doszła zdrowotnie do siebie – mówi Agnieszka Pers z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie.
- Zostały skierowane odpowiednie pisma zarówno do prokuratury, jak i na policję. Będą więc podejmowane działania przez inne służby – dodaje Agnieszka Pers.
Sprawą zajmuje się policja i prokuratura
- Przedstawiciel MOPS-u złożył zawiadomienie, jakoby miało dochodzić do zaniedbań w tej rodzinie. W związku z tym wdrożona została procedura Niebieskiej Karty – mówi kom. Piotr Szpiech.
- Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Podgórzu. Przyjęliśmy kwalifikację prawną z artykułu 207 1a kodeksu karnego. Chodzi o znęcanie się nad osobą nieporadną z uwagi na wiek, stan psychiczny lub fizyczny – mówi Tomasz Waszczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
- Na pewno będziemy robić wszystko, aby komfort życia tej osoby zdecydowanie się poprawił. I aby mogła w miarę normalnie, na ile to będzie możliwe, korzystać z życia – mówi Agnieszka Pers.