Chaos i walka o jedzenie. Komunia jak z koszmaru
- Były nerwy, płacz i wstyd. Po trzech godzinach dzieci dostały miskę frytek – opowiadają rodzice o przyjęciu komunijnym zorganizowanym przez Annę S.
Pierwsza Komunia Święta to dla wielu katolickich rodzin w Polsce jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. Święto złożone z kościelnej celebracji oraz szczególnego spotkania w rodzinnym gronie. Niestety, dla niektórych ten szczęśliwy dzień okazał się koszmarem.
Jak wyglądały przyjęcia komunijne pod Warszawą?
- Były nerwy, płacz i wstyd. Spowodowało to, że w pewnym momencie wręcz unikałam córki, żeby nie widziała mnie w takim stanie – mówi pani Anna, matka dziecka, które przystąpiło do komunii.
9 maja tego roku feralną imprezę zorganizowała Anna S. w jednej w restauracji pod Warszawą.
- Właścicielka na początku robiła wrażenie fenomenalnej kobiety. Konkretnej, rzeczowej – wspomina pani Anna.
- Roztoczyła obraz wymarzonej komunii. Mieliśmy być osłonięci parawanami, mieć osobny stół na kawę, herbatę i ciasta. Pytałam o ciasta, usłyszałam: „Proszę pani, osiem rodzajów ciast to jest minimum. Ja mam takie kucharki, że jak polecą to i 12 zrobią” – przywołuje pani Katarzyna, kolejna z matek.
- Mówiła do mojej córki dzień przed uroczystością: „Teraz najważniejsze, żeby nabrać apetytu, będzie pyszne jedzenie, będzie fantastyczne wydarzenie”. Byłam przekonana, że to będzie wow. Nie było wow, był dramat – zaznacza pani Katarzyna.
Dziesięć komunii w jednej restauracji
Oczekiwane, bajkowe przyjęcie szybko okazało się gigantyczną klapą. Zamiast czterech komunii, w jednym obiekcie odbyło się aż dziesięć. Jedna sala szybko zapełniła się tłumem ponad trzystu osób.
- Rosół się skończył, krem z białych warzyw też się skończył, wciśnięto nam flaki, które już były niesmaczne, wielokrotnie podgrzewane. Drugiego dania, które zamawialiśmy, w ogóle nie dostaliśmy. Po trzech godzinach dzieci dostały miskę frytek do podzielenia się. Zamawianych polędwiczek z kluskami nie dostaliśmy, bo się skończyły – opowiada pani Katarzyna.
- Przez cztery godziny naszego pobytu w tej restauracji ani razu nikt z obsługi nie pojawił się przy naszym stoliku – dodaje nasza rozmówczyni.
- Jeśli chodzi o toaletę, to było mi tak wstyd, że sama ją posprzątałam. Powycierałam krany i ogarnęłam to, bo było mi wstyd, że moi goście przyszli w takie warunki – mówi pani Anna.
Byli pracownicy o Annie S.
Udało nam się porozmawiać z byłymi pracownikami Anny S.
- Była któraś tam sobota w maju. Przychodzimy do pracy, były umówione chyba cztery komunie, po czym dowiedzieliśmy się, że dochodzi jeszcze pięć. Kelnerki dostawiały stoły i krzesła na biegu. Goście sami obsługiwali swoją rodzinę, sami nosili talerze – opowiada pan Daniel.
O komunijnym armagedonie szybko zrobiło się głośno w mediach społecznościowych. O jego przyczyny postanowiliśmy zapytać właścicielkę restauracji - Annę S.
- Nie przyszło dziewięciu pracowników, to dużo. Zawaliliśmy tamte komunie – przyznaje.
Skąd nagła nieobecność dziewięciu pracowników? Czy mógł to być efekt nieterminowego płacenia wynagrodzeń? Okazuje się, że wielu byłych pracowników nigdy nie otrzymało obiecanych pensji.
- Pytałem o wynagrodzenie, to zaczynało ją wykrzywiać, albo leżała w drugim pomieszczeniu przykryta kocem, twierdząc, że źle się czuje – mówi pan Sławomir.
- Ona nie ma skrupułów, dla niej nie liczy się człowiek – uważa pani Żaneta.
Anna S. dzierżawi restaurację
Państwo Anna i Tomasz S. dzierżawią obiekt od pana Piotra, który przez lata wraz z żoną prowadził tam salę weselną. Anna S. przyczyn wszelkich swoich niepowodzeń upatruje w postępowaniu właściciela tej nieruchomości. Jak oświadcza, mają być z nim w zażartym konflikcie.
„Za płotem mamy sąsiada, od którego dzierżawimy lokal, mamy z nim jazdę bez trzymanki. Dziewiątego kazał wyp… moim pracownikom. Wszystko jest na policji”, stwierdziła S.
- 9 maja nie byłem tam ani razu. Nie pamiętam, kiedy byłem w tym obiekcie – przekonuje Piotr Drohomirecki.
- Ona kompletnie nie poczuwa się do odpowiedzialności. Nie widzi winy po swojej stronie. To, że my przeżyliśmy jeden z najgorszych dni naszego życia, to ją to w ogóle nie obchodzi. Nigdy nie usłyszeliśmy słowa przepraszam – mówi pani Katarzyna.
Szanse rodziców na odzyskanie choć części zapłaconej kwoty za zorganizowanie komunii okazują się niewielkie. Małżeństwo S. tonie bowiem w długach, od dwóch lat nie płaci czynszu za dzierżawę lokalu w wysokości 20 tys. zł miesięcznie.
- W końcu udało nam się skutecznie wypowiedzieć umowę. Sąd wydał postanowienie i tak naprawdę od 17 lutego 2026 roku ta firma nieprawnie przebywa i zajmuje mój lokal – podkreśla pan Piotr.
Restauratorów niebawem czeka spotkanie z komornikiem.