Na ławie 17 oskarżonych, w tym aż 14 policjantów. Tajemnica śmierci Iwony Cygan
Dobiega końca proces w sprawie zabójstwa 17-letniej Iwony Cygan. Przez lata bliscy zamordowanej żyli nie tylko z traumą po jej stracie, ale także z poczuciem, że zawiódł wymiar sprawiedliwości.
Iwona Cygan miała 17 lat, gdy latem 1998 roku została brutalnie zamordowana. Jej śmierć sprawiła, że świat jej rodziców i sióstr rozpadł się.
Dramat widziany oczami siostry Iwony Cygan
W dniu zabójstwa młodsza siostra Iwony - Małgorzata miała 10 lat.
- Wiedziałam, że straciłam cały dom. Moja mama była smutna i ten jej smutek był tak ogarniający, że czułam jej ból – przyznaje dzisiaj Małgorzata Cygan-Serafin.
- Zapytałam wtedy mamę, czy popełni samobójstwo. Często biegałam ze szkoły do domu na przerwach sprawdzać, czy mama żyje. Proszę sobie wyobrazić dziewczynkę, która biega, sprawdzić, czy mama żyje – mówi pani Małgorzata.
- Jestem dumna z tej malutkiej dziewczynki, którą byłam. Chciałabym, żeby stanęła obok mnie, ta mała Małgosia, i chciałabym jej powiedzieć: „Jestem z ciebie dumna. Byłaś taka dzielna” – dodaje siostra Iwony Cygan.
Ciało Iwony odnaleziono w pobliżu wałów przeciwpowodziowych nad Wisłą, niedaleko jej domu. Tuż za wałem, u którego podstawy ją znaleziono, stoją domy. Najpewniej w tym kierunku próbowała uciec, szukając ratunku przed oprawcami.
- Po tym, co się stało mój tata w ogóle nie mówił. Zamknął się w sobie. Kiedy się uśmiechał, notowałam sobie to w zeszycie – wspomina Małgorzata Cygan-Serafin.
Śmierć Iwony pogrążyła jej rodzinę w rozpaczy, a brak sprawiedliwości ją spotęgował. Śledztwo umorzono po roku z powodu niewykrycia sprawców, mimo że już wtedy pojawiły się podejrzenia, że zabiła ją grupa mężczyzn ze Szczucina.
Na ławie oskarżonych zasiada 14. policjantów
W toczącym się postępowaniu dochodziło do poważnych zaniedbań ze strony policji– jedne dowody gubiono, inne niszczono. Rodzinie zwrócono zakrwawione ubrania dziewczyny, pełne śladów biologicznych; zostały wyprane, a później zaginęły.
- Z punktu widzenia kryminalistyki był to błąd kardynalny. Ubrania powinny być dobrze zabezpieczone, przede wszystkim tak, żeby wyschły, a nie zgniły w magazynie. Powinny czekać. Być może z ubrań Iwony dałoby się zdjąć DNA i sprawa byłaby rozwiązana - mówi profiler Jan Gołębiowski.
Dziś z powodu tych błędów i niedopełnienia obowiązków, na ławie oskarżonych zasiada 14 policjantów. Zarzucono im m.in. manipulowanie dowodami, w tym zamianę śladów DNA, co miało uniemożliwić wcześniejsze wykrycie sprawców.
O zabójstwo Iwony Cygan oskarżono ojca i syna
O zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oskarżono dwóch mieszkańców Szczucina: Pawła K. ps. „Młody Klapa”, który ukrywał się w Austrii i został sprowadzony do Polski w ramach procedury ekstradycyjnej, oraz jego ojca Józefa K. Z powodu zaniedbań policji brakuje jednoznacznych dowodów, dlatego proces ma charakter poszlakowy.
To, że sprawa po latach w końcu trafiła do sądu, jest efektem determinacji matki Iwony.
- Pukała do wielu drzwi i prosiła o pomoc. Praktycznie wszędzie jej odmawiali – mówi pani Małgorzata.
Matka Iwony przez lata kierowała do prokuratury pisma domagając się wznowienia postępowania. Jej upór sprawił, że w 2016 roku śledztwo podjęto na nowo i w końcu postawiono zarzuty. Niestety, nie doczekała tego, zmarła w 2014 roku.
- Nie dała sobie rady z sobą. Zmarła na moich rękach. Siadła położyła na mnie głowę i powiedziała: „Jak mnie zabolało”. Złapała się i buzia jej poleciała. Nie było ratunku – opowiada Mieczysław Cygan, ojciec Iwony.
- Wiem, że tęsknota za Iwoną rozdzierała jej serce w sposób okrutny – mówi siostra Iwony Cygan. I dodaje: - Myślę, że gdyby żyła i uczestniczyła w tych rozprawach, umarłaby, nie wiem, czy dałaby radę.
Na sali sądowej omawiane są szczegóły śmierci Iwony. Dla bliskich to trudny do opisania ból. Kluczowy świadek oskarżenia to jeden z miejscowych policjantów, który po latach przyznał, że zna przebieg wydarzeń z nocy zabójstwa.
Wszyscy oskarżeni, mieszkający z rodziną ofiary po sąsiedzku, są na wolności, bo w 2022 roku uchylono im areszty. Żadna z 17 oskarżonych osób, nie przyznaje się do winy.
- Główny podejrzany Paweł K. ma zakaz zbliżenia się do nas, na jakąś tam odległość. Ale on podszedł do mnie kiedyś i powiedział, żebym przestała patrzeć na niego jak na mordercę. Tak naprawdę, kiedy jestem tutaj w wakacje, bo najczęściej przyjeżdżam w wakacje, to on po prostu jeździ za mną – mówi Małgorzata Cygan-Serafin. I dodaje: - Zastanawiałam się co chciał tym osiągnąć. Zastraszyć mnie? Pokazać, że się nie boi? Pokazać mi, że on tego nie zrobił?
Jak zginęła Iwona Cygan?
Szczegóły zabójstwa szokują. Śledczy ustalili, że tuż przed śmiercią, około godziny 22, Iwona Cygan wsiadła ze swoją przyjaciółką Renatą G., dziś również oskarżoną, do samochodu prowadzonego przez Pawła K. Udali się nad Wisłę, a potem do jednego z
lokalnych barów. Tam Paweł K. miał nakłaniać Iwonę do stosunku, a gdy odmówiła, zdaniem oskarżenia, miał ją brutalnie pobić, związać i wywieźć na wały wiślane w Łęce Szczucińskiej. Była torturowana i duszona. Według ustaleń prokuratury w zbrodni pomagali mu ojciec, Józef K., oraz nieżyjący już właściciel baru, Robert K.
- Nieraz sobie myślę, ile w tym oprawcy było nienawiści, złości – mówi ojciec zmarłej.
Iwona doznała licznych obrażeń, ale wciąż żyła, gdy porzucili ją sprawcy. Gdyby odnaleziono ją wcześniej, być może udałoby się ją uratować.
- Gdyby ktoś zapytał o pierwsze wspomnienie z Iwoną, to widzę trumnę. Widzę, jak otwiera się trumna i widzę obraz Iwony. To, co oni z niej zrobili. Ten widok został do dziś ze mną – przyznaje siostra zamordowanej.
Pan Mieczysław od śmierci Iwony całe dnie spędza w jej pokoju.
- To miejsce, gdzie śpię, siedzę, dumam – opowiada.
Poprosiliśmy obrońców Pawła K. o rozmowę z ich klientem przed kamerą - odmówili. Proces, który dobiega końca, budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej, która pozostaje podzielona. Część osób podważa wersję wydarzeń przedstawioną w akcie oskarżenia, wskazując na wybrakowany materiał dowodowy. Obrona domaga się uniewinnienia wszystkich oskarżonych.
- Śmierć Iwony odebrała nam wszystko. Radość, życie, miłość, przyszłość, przeszłość. Życie jest jałowe. Myślę, że brak sprawiedliwości odbierze wszystko drugi raz. Ale ja jestem gotowa na wszystko – mówi Małgorzata Cygan-Serafin.
- Kiedyś jeździłem na wszystkie rozprawy. Później przestałem, bo nie dawałem sobie rady sam ze sobą. Patrzyłem na oskarżonych i czułem się bezradny. Patrzyłem na ich arogancję. Jestem bardzo zmęczony - kwituje pan Mieczysław.