Uwaga!

odcinek 8001

Uwaga!

Trzy lata poszukiwań Krzysztofa Dymińskiego. Bezgraniczna siła rodzicielskiej miłości

Od zaginięcia Krzysztofa Dymińskiego mijają w tym roku trzy lata. W jego rodzicach wciąż tli się nadzieja, że ich syn żyje. Z czym przyszło im się mierzyć? I jak teraz wygląda ich życie?

Rodzice Krzysztofa Dymińskiego od trzech lat nie ustają w wysiłkach, by odnaleźć syna. 16-latek o czwartej nad ranem wyszedł z domu. Setki plakatów, akcji poszukiwawczych na lądzie i w wodzie i apele zrozpaczonych rodziców chłopaka nie przyniosły żadnych efektów.

Co się stało z Krzysztofem Dymińskim?

Zaginiony nastolatek po raz ostatni był widziany w Warszawie na Moście Gdańskim.

- [Na moście - red.] jest kamera obrotowa, która ma pewien czas obrotu. Widzi Krzysztofa, a potem za chwilę go nie widzi. Nie ma 100 proc. wskazania, że Krzysiek wskoczył ani że zszedł z mostu – mówi Daniel Dymiński, ojciec Krzysztofa.

- Żyję z dnia na dzień. Nie chcę tracić zmysłów w oczekiwaniu. Mam nadzieję, że to się skończy i że kiedyś będzie finał. Natomiast, żeby odnaleźć Krzyśka w Wiśle, jeżeli jest w Wiśle, potrzebujemy cudu – ocenia Agnieszka Dymińska, matka Krzysztofa.

- Nie mamy teraz radości w rodzinie. To nie jest tak, że my się nie uśmiechamy, że nie cieszymy się z czegoś, natomiast nie ma radości życia – dodaje pani Agnieszka.

Ojciec Krzysztofa Dymińskiego pływa po Wiśle w poszukiwaniu syna

Po zaginięciu Krzysztofa życie rodziny Dymińskich całkowicie się zmieniło. Do dziś trwają w zawieszeniu, bo nadzieje, tak jak się pojawiały, tak szybko gasły. Nieodłączną częścią życia ojca Krzysztofa stała się Wisła. Spędza tam każdą wolną chwilę. Wciąż szuka syna.

- Poszukiwania w akwenach, a w szczególności rzekach, są trudne. To jest szukanie igły w stogu siana – przyznaje pan Daniel.

Pan Daniel na początku pływał sam, wszystkiego musiał się nauczyć. Łódź wyposażył w specjalistyczny sprzęt. Był tak zdeterminowany, że wiele nocy spędzał w namiocie na brzegu Wisły. Z czasem zaczęli mu pomagać płetwonurkowie, wolontariusze i inni specjaliści. Razem stworzyli nieformalną grupę poszukiwawczą. Działania na Wiśle prowadzili także jesienią i zimą.

Ciała odnalezione podczas poszukiwań Krzysztofa Dymińskiego

- Przy okazji, poszukując Krzyśka, odnaleźliśmy kilka ciał. 6 osób i szczątki osoby nieznanej. Podobno to jest pięćdziesięcioletni mężczyzna, ale szczegółów nie znam, policja mi ich nie przekazała – mówi pan Daniel.

Ojciec Krzysztofa dobrze pamięta odnalezienie pierwszego ciała.

- Czegoś takiego się nie zapomina. Ale odnalezienie ciała nie jest dla mnie bardzo stresującym przeżyciem. Bardziej można powiedzieć, że ogarnia mnie spokój, nadzieja, jakby się świat wokół mnie zatrzymał. Nadzieja, bo jeżeli znajduję inne osoby, to być może, jeżeli Krzysiek utonął, też go odnajdę. W końcu go odnajdę – tłumaczy nasz rozmówca. I dodaje: - Czuję jakąś więź z odnalezioną osobą, zastanawiam się jakie było jej życie, co dobrego zrobiła i jakie miała problemy. To nie jest ciało, to czyjeś życie.

Kiedy pan Dymiński zaczął odnajdywać ciała w rzece, do niego i jego grupy, zaczęły zgłaszać się rodziny innych zaginionych. Od razu wiedział, że nie może ich zostawić bez pomocy. Najtrudniejsze były do tej pory poszukiwania młodej kobiety na Sanie. Po kilku dniach przeszukiwania rzeki akcję przerwano. Odnaleziono ją dopiero za drugim razem. Pan Daniel czuł, że musi wrócić na rzekę, bo nie mógł zostawić ojca kobiety, wiedząc, co ten przeżywa.

- Patrząc na niego, widziałem jakby samego siebie. Chodził brzegami, szukał codziennie z lornetką. W jego oczach widać było ogromną miłość do córki – opowiada pan Daniel.

W rodzicach Krzysztofa cały czas tli się nadzieja, że ich syn żyje. Próbowali się z nim komunikować, pisząc do niego posty w mediach społecznościowych, licząc, że je przeczyta. Z okazji jego 18. urodzin napisali do niego też zaszyfrowany list i umieścili go w internecie. Hasło znał tylko Krzysztof. Do dziś go nie otworzył.

Kampania społeczna „Gdzie jesteś?”

Pan Daniel i jego żona swoją trudną sytuację przekuwają też w inne działania. Dzięki ich wysiłkom powstał zespół do spraw zaginięć. Zainicjowali też kampanie społeczne, między innymi na temat zaginionych i ich rodzin.

- Zwróciliśmy się do rządzących w kampanii „Gdzie jesteś?”, żeby spróbować nawiązać dialog o tym, że ta rodzina jest zagubiona i że ona nie wie, jak wygląda proces poszukiwania osoby zaginionej. Nie wie, jakie ma prawa, nie wie, jakie ma obowiązki, nie wie, czego może oczekiwać i tak naprawdę ona też chce być zauważona – tłumaczy Agnieszka Dymińska.

- Chcieliśmy wtedy wskazać na to, że potrzebna jest lepsza współpraca pomiędzy rodziną a policją, czy innymi służbami, które poszukują dziecka, czy osoby zaginionej, po to, żeby ta rodzina czuła się zaopiekowana – dodaje nasza rozmówczyni.

O tym, jak bolesnym doświadczeniem jest zaginięcie dziecka, pani Agnieszka i jej mąż opowiadają też w filmie dokumentalnym „Bez końca”, który niedawno miał premierę.

- Każda sekunda tego filmu, jeżeli uratujemy chociaż jedno dziecko przed złą decyzją, była warta tego wszystkiego, co poświęciliśmy – mówi pan Daniel.

Agnieszka i Daniel Dymińscy jutro w Sejmie w ramach Parlamentarnego Zespołu ds. Zaginięć razem z ekspertami i organizacjami młodzieżowymi będą uczestniczyć w kolejnej już debacie. Spotkanie poświęcone będzie kondycji psychicznej młodzieży, samotności i kryzysom emocjonalnym, a także zagrożeniom w środowisku cyfrowym.